Jako nauczycielka w szkole wiejskiej pracowałam rok. To był pierwszy i najgorszy rok mojej pracy. Zarabiałam wówczas 1300 zł na rękę wraz z dodatkiem wiejskim. Nie starczało mi na nic, ani na opłaty za odziedziczone mieszkanie, ani na życie. Powoli wpadałam w znaną mi z czasu po studiach panikę. Co mam robić? Rachunki i zeszyty uczniów zalegały. Do tego rady pedagogiczne o późnych porach, przedstawienia z dziećmi przygotowane po godzinach i uderzająca arogancja rodziców, za dużo pracy, za mało kasy i ja sama ze skopanymi marzeniami.
Pamiętam dokładnie moment swojego największego załamania. Był maj. Wezwałam do szkoły jedną z mam, kiedy zauważyłam, że z jej dzieckiem dzieje się coś dziwnego. Prosta diagnoza. Było fajnie, a nie jest. Dzieciak ma jakieś problemy, potrzebuje pomocy. Zapraszam więc mamę do szkoły. Pewna zainteresowania z jej strony, chociażby minimalnego. Siedzimy we dwie. Najpierw zaznaczam, że jej syn jest wyjątkowym, cudownym chłopcem, że bardzo się zawsze starał, potem oznajmiam, że coś się zmieniło. Jak detektyw otwarcie wyrzucam na stół wszystkie starannie zebrane uwagi, dowody,że niepokojąca agresja, że płacz po kątach,a że się dzieciak raz w toalecie zamknął, że się czasem okalecza. Ze znajomością sprawy rozwijam przed nią różnorodne strategie pomocy małemu. Wszystko to, co wiem, co zebrałam, co zauważyłam i co zamierzam. Omawiam z zapałem wspólne kroki, jakich należy się podjąć i już z wypiekami na policzkach zamierzam przejść do konkluzji, kiedy pada pytanie ze strony kobiety, które strąca mnie zupełnie ze skałki mickiewiczowskiej improwizacji. A brzmi ono całkiem przyjaźnie, czy ja - tak młoda osoba, mająca z pewnością wielu znajomych, a może nawet i własne dziecko, nie mam przypadkiem własnych problemów i własnego nochala, którym łaskawie mogłabym się zająć, a nie zawracać ludziom głowy, jak gdyby ona sama swojego dziecka nie znała i nie wiedziała, jak mu w razie czego pomóc. Widząc moje kompletne zażenowanie dodała jeszcze, że byłaby wdzięczna, gdybym w przyszłości darowała jej fatygę i nie wzywała jej bez powodu do siebie.


Komentarze
Pokaż komentarze (9)