dezerterka dezerterka
716
BLOG

Moja Argentyna za mną nie tęskni...wyznania polskiej emig

dezerterka dezerterka Rozmaitości Obserwuj notkę 9

 

Z chmurek na ziemię wielkie bach
 

        Jako nauczycielka w szkole wiejskiej pracowałam rok. To był pierwszy i najgorszy rok mojej pracy. Zarabiałam wówczas 1300 zł na rękę wraz z dodatkiem wiejskim. Nie starczało mi na nic, ani na opłaty za odziedziczone mieszkanie, ani na życie. Powoli wpadałam w znaną mi z czasu po studiach panikę. Co mam robić? Rachunki i zeszyty uczniów zalegały. Do tego rady pedagogiczne o późnych porach, przedstawienia z dziećmi przygotowane po godzinach i uderzająca arogancja rodziców, za dużo pracy, za mało kasy i ja sama ze skopanymi marzeniami.
        Pamiętam dokładnie moment swojego największego załamania. Był maj. Wezwałam do szkoły jedną z mam, kiedy zauważyłam, że z jej dzieckiem dzieje się coś dziwnego. Prosta diagnoza. Było fajnie, a nie jest. Dzieciak ma jakieś problemy, potrzebuje pomocy. Zapraszam więc mamę do szkoły. Pewna zainteresowania z jej strony, chociażby minimalnego. Siedzimy we dwie. Najpierw zaznaczam, że jej syn jest wyjątkowym, cudownym chłopcem, że bardzo się zawsze starał, potem oznajmiam, że coś się zmieniło. Jak detektyw otwarcie wyrzucam na stół wszystkie starannie zebrane uwagi, dowody,że niepokojąca agresja, że płacz po kątach,a że się dzieciak raz w toalecie zamknął, że się czasem okalecza. Ze znajomością sprawy rozwijam przed nią różnorodne strategie pomocy małemu. Wszystko to, co wiem, co zebrałam, co zauważyłam i co zamierzam. Omawiam z zapałem wspólne kroki, jakich należy się podjąć i już z wypiekami na policzkach zamierzam przejść do konkluzji, kiedy pada pytanie ze strony kobiety, które strąca mnie zupełnie ze skałki mickiewiczowskiej improwizacji. A brzmi ono całkiem przyjaźnie, czy ja - tak młoda osoba, mająca z pewnością wielu znajomych, a może nawet i własne dziecko, nie mam przypadkiem własnych problemów i własnego nochala, którym łaskawie mogłabym się zająć, a nie zawracać ludziom głowy, jak gdyby ona sama swojego dziecka nie znała i nie wiedziała, jak mu w razie czego pomóc. Widząc moje kompletne zażenowanie dodała jeszcze, że byłaby wdzięczna, gdybym w przyszłości darowała jej fatygę i nie wzywała jej bez powodu do siebie.  

 

 

Budujemy świetlaną przyszłość    
 
          Ostatecznie po tym, jak pan dyrektor po jednej z rad pedagogicznych łaskawie zapodał mi dodatkowo wykład o tym, że w pracy w szkole należy się znieczulić, zrezygnowałam z etatu. Wtedy jeszcze wierzyłam, że mając bądź co bądź niezłe wykształcenie mogę jeszcze robic coś innego i że nie muszę z racji swojego pedagogicznego wykształcenia wypalać się wewnętrznie oglądając to, co tutaj w tym smutnym kraju narobiła historia. Niestety trzeba to sobie otwarcie powiedzieć: większość rodzin wiejskich we współczesnej Polsce żyje w kompletnej patologii, gdzie przynajmniej jedno z rodziców pije, gdzie panuje bieda, dzieciaki są głodne i brudne, a ich wykształcenie wobec tak skrajnej nędzy wydaje się być tylko zbędnym balastem dla ich rodziców. I tego stanu rzeczy nie zmieni otwierana uroczyście przez wójta z uśmiechem na twarzy nowoczesna sala gimnastyczna ani zakup wyposażenia do szkolnej pracowni komputerowej. Bo jakkolwiek nie hołdować Unii Europejskiej za programy wyrównywania szans i rozwoju edukacyjnego to i tak najprawdziwszy dramat rozgrywa się w domach uczniów szkół wiejskich, w mentalności ich rodziców genetycznie obciążąnej widmem bezrobocia, alkoholizmu i innych  patologii społecznych.
 
dezerterka
O mnie dezerterka

Jestem jaka jestem

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (9)

Inne tematy w dziale Rozmaitości