Pracując w owym Domu Wczasowym zatraciłam zupełnie poczucie czasu. Dzień zaczynał się i kończył niezauważenie. Mijały miesiące, podczas których priorytet stanowiły wydatność pracy personelu, sezonowy utarg firmy i dalszy rozwój w perspektywie przyszłości. Każdy złapany kontakt z kimś wpływowym owocował dalekosiężnymi planami i zadowoleniem szefowej. Z biegiem czasu stawałam się prawdziwą "bizneswoman". Opanowałam do perfekcji sztukę negocjacji, jak również inscenizowanej uprzejmości i robienia dobrego wrażenia. Na tym właśnie w moim mniemaniu polega robienie kariery w czasach kapitalizmu. Sprzedaje się samego siebie, swój uśmiech, swoje poglądy, swój czas prywatny, swoją rodzinę. Świat ludzkiego wysiłku przybrał formę globalnego marketingu, gdzie tyle jesteś wart, ile cię kupią. To smutne, ale nikt mnie już nie przekona, że jest inaczej. I albo rezygnujesz z własnego życia i czasu dla siebie albo klepiesz totalną biedę. Nie ma żadnego pułapu pośrednictwa.
Kiedy tak załączając jak zwykle swój siódmy bieg krążyłam pomiędzy personelem kuchni,personelem sali restauracyjnej i biurem, doglądając jednocześnie stan towaru w magazynach i jadłospisy na następny tydzień, usłyszałam głos mężczyzny mówiącego po niemiecku. Stał w korytarzu, czekając na kogoś, kto w jego języku udzieli mu informacji. Przyglądał mi się uważnie. Nigdy nie zapomną jego słów: "Jesteś jedyną osobą, jaką widziałem, która potrafi robić pięć rzeczy na raz i jest przy tym super skoncentrowana". Zabrzmiało jak komplement, więc uśmiechnęłam się i zapytałam czego sobie życzy.
Niemniej jednak z dnia na dzień zakochiwałam się. Poznawałam smak wolnego, dobrze spędzonego czasu, spaceru we dwoje, meczu siatkówki na plaży, spieczonej słońcem skóry. Zrozumiałam, co traciłam pracując przeszło 10 godzin na dobę. Mając jednak już wpojone poczucie strachu o status materialny nie potrafiłam tak do końca wyluzować. Bałam się stracić tę pracę. Często miałam wyrzuty sumienia, o których opowiadałam mojemu miłemu.
On sam był zaskoczony tym, że ja mając możliwość wykonywania tak szlachetnego zawodu jakim jest praca nauczyciela, zdecydowałam się na katorgę w firmie usługowej i to w takim wymiarze godzin. Kiedy tak rozwijał się nad misją pedagogów i szczególną rolą kobiety, jaką jest założenie rodziny, wychowanie dzieci,emanuowanie ciepłem rodzinnym, jak również relaks przy książce z ukochanym u boku i uprawianie ogródka, miałam wrażenie, że przyleciał właśnie z kosmosu i za chwilę rozpłynie się w naszej atmosferze. Skąd on się urwał - pytałam siebie? Wydawał mi się taki naiwny, taki dziecinnie naiwny z tymi swoimi ideałami, jak... ja, kiedy zaczynałam pracę w szkole. Czułam wtedy, że zarówno on o moim kraju, jak i ja o jego kraju musimy się jeszcze sporo dowiedzieć.


Komentarze
Pokaż komentarze