Mój znajomy potrącił psa na ulicy ze skutkiem śmiertelnym, gdy to zwierze przechodziło z właścicielem przez pasy. Było ciemno a pies mały, zatem niewidoczny.
Interweniowała policja i sprawa poszła do sądu, bo to był pies polityka. Sprawę uznano za polityczną i facet dostał swoje: siedzi!
W wyroku podano: "Uszkodzenie własności prywatnej osoby publicznej podlega podobnej w znaczeniu karze jak uszkodzenie danej osoby fizycznej". Prokurator w oskarżeniu napisał: "Mógł potracić polityka, a może miał taki zamiar", no i za myślozbrodnię też dodano coś do wyroku.
Polska to kraj fajny na pisanie scenariuszy do komedii. Ten skazany był z partii opozycyjnej..., reszty można się domyślić.
Jeden kradnie batonika za 50 groszy i dostaje wyrok, chociaż jest umysłowo niepełnosprawny, a drugi ..., no wiecie, co się stało.
Postscriptum
W trosce o moje bezpieczeństwo oświadczam, że mój powyższy tekst jest fikcją pseudoliteracką i nie dotyczy żadnych skojarzeń z jakimiś faktami.
Muszę tak napisać, bo mam dwa psy, a rodzina już dawno wyemigrowała,
zatem tu chodzi o bezpieczeństwo moich psów.
Ostatni raz bili mnie Zomowcy w 1981 roku i nie chcę powtórki, bo szkoda ostatnich zębów, a jeść się chce przecież. Ubezpieczalnia robi tylko górną szczękę, a dolna jest poza ubezpieczeniem, a jak mnie walną w dolną?
Komentarze
Pokaż komentarze (3)