Zygmunt Prusiński
Zygmunt Prusiński
ZygmuntPrusiński ZygmuntPrusiński
36
BLOG

Jabłko z blizną...

ZygmuntPrusiński ZygmuntPrusiński Kultura Obserwuj notkę 0

Zygmunt Jan Prusiński


JABŁKO Z BLIZNĄ...


Zerwałem jabłko na promenadzie
sierpniowe względy otwarte
z siedmioma liśćmi
by mogło dojrzeć w moim domu.

Elastyczne myśli jakby
zawieszona kreacja bytowania
silna powierzchowność sprawia
cynizm w kleszczach światła.

Nic nie ma bez przyczyny
wiersze piszę w odnowie
kończącego się lata
dzisiaj ostatni dzień miesiąca
lekko ponury na kartce.

Co mam ujarzmić jutro -
wrzesień to osobiste zamglenia
co roku piszę o nim z powagą
z ciszeniem urodzinowych chwil
nawet gestów unikam.

Margot przyjedzie do Ustki
osobiście wyprasuje koszulę
bym wieczorem na promenadzie
odszukał tę jabłoń za parkanem
i zaśpiewał nową piosenkę
o jabłku z blizną bluesa.


Ustka, 31 sierpnia 2015
Poniedziałek 11:55


*  *  *


Dziennik pisarza Karola Zielińskiego z Krakowa


22.07.2011 19:27

@Zygmunt Jan Prusiński

Tak czy inaczej, reaguję lękowo i "odrzuceniowo" bo byłem zatrzymywany i aresztowany kilka razy (tylko trzy razy, na szczęście nie więcej). Przed chwilą na blogu "Zelkan" Dwa Auschwitze, opublikowałem kawałek o Katyniu (o międzynarodowym tle) i natychmiast został on umieszczony w tzw. "treściach ukrytych". Znaczy to, że moje, ale również Pańskie poglądy są bardzo kontrowersyjne, nawet bardziej niż Korwina-Mikke, który pisze ogólnie ale nie tyka szczegółów. Natomiast ja mogę odwołać się do numerów poszczególnych dokumentów np. z kancelarii III Rzeszy zagarniętych po wojnie nie tyko przez bolszewików ale również przez Anglików, którzy bardzo na te dokumenty dybali.

Tak więc o ile przytyki do dupokracji Janusza Korwina-Mikke można potraktować jako jajcarskie dowcipy, to ujawnienie że istnieją dokumenty ścisłej współpracy żydów np. w sprawie eksterminacji Palestyńczyków w czasie II światowej, nie należy już do sfery dowcipów. Owszem wielu ludzi ma to w nosie, ale może też trafić się ktoś, komu to da do myślenia (a tego "byśmy nie chcieli"). Numery tychże dokumentów (czy ich zbiorów), znanych również wśród polskich historyków są niebezpieczne jako punkty zaczepienia konkretnej dyskusji. A tego żydzi i poplecznicy by nie chcieli. I chwała historykom angielskim, że się to dostało na naukowe forum (dopiero w latach 60 i nie wszystko).

Ja muszę wyznać, że piszę jakby w podziemiu, bo już miałem trochę scysji (z których wycofałem się z przeprosinami i na paluszkach) z historykami krakowskimi typu prof Jerzy Wyrozumski (ja nie mam profesora tzw. belwederskiego i nie chcę o tym mówić, bo dostaję gęsiej skórki) i jego uczniowie (każdy znaczniejszy profesor ma swych zwolenników i swoją szkółkę, która zwalcza drugą szkółkę itd.) Szkoła Wyrozumskiego jest oczywiście ortodoksyjnie katolicka i bardzo "poważna". O Karolu Wojtyle nie powiedziano by nic krytycznego. Jakby to była "święta krowa". To że w jego otoczeniu i w otoczeniu jego następcy byli ubecy, że oni sami (purpuraci) kolaborowali z komunistami (bo teraz się mówi że musieli), że wreszcie oni i komuniści byli w jednej szajce do otumanienia narodu, z tym że jedni stawiali krzyże w Nowej Hucie a drudzy je obalali, ale jednym i drugim chodziło o to, żeby być, zarówno być w partii jak i chodzić do kościoła, bo ten typ Polaka jest najlepszy dla stabilności władzy... ale o tym sza!

Najgorszy Polak to wichrzyciel, taki jak ja lub Pan Zygmunt Prusiński, co to ani do kościoła ani do partii. A jak tu było do kościoła, skoro żony katolicko ale zarazem komunistycznego chowu, uciekały, rozwodziły się i w ogóle rozpieprzały życie... A Kościół na to nic, udawał, że nie ma problemu wychowania w przyzwoitości przyszłych żon i polskich matek. Kościół miał to w nosie. Proszę sobie wyobrazić, że jestem (byłem) żonaty w rodzinie powiązanej blisko z historią królowania Wojtyły na stolcu biskupim w Krakowie, a moja żona prowadziła się skandalicznie. Prosiłem proboszcza o interwencję, prosiłem (bogobojną, zaprzyjaźnioną z kardynałem) rodzinę o mediację, o leczenie z alkoholizmu, o interwencję... bez rezultatu, ponieważ jest to środowisko zakłamane, jak mało które (Jezu, gdyby się to dostało do wiadomości rodziny! Już milczę). Ale to tylko dla Pana wiadomości - bo w Krakowie nikt nie zna mojej ksywki!) Zresztą chyba Pan wie, że Kościół krakowski jest i był umaczany w skandale.

Najlepszy model socjologiczny Polaka jest właśnie taki (i popierany przez hierarchię): chodzić masz do kościoła i do partii! Podczas okupacji był podobny: do hitlerjugend i do kościoła! Podczas zaborów ten model socjologiczny był również podobny. I do carskiej Ochrany i do Kościoła! Kolaboracja na dwa fronty jest najlepszym gwarantem neutralności i stabilności emocjonalnej Polaka.

Kiedy kradzione materiały budowlane na budowę kościoła, w latach siedemdziesiątych, jechały przez pół Polski, to zaufani partyjno-katoliccy milicjanci ochraniali ten konwój (np. z blachą miedzianą na kościelne dachy), chroniąc przez niespodzianą kontrolą innych milicjantów, którzy nie byli wtajemniczeni w tę kradzież. To księża uczyli w komunie kradzieży.

Takich frajerów w stanie wojennym, jak ja wyrzucało się z pracy (a po stanie wojennym już nie bardzo można było do niej wrócić), a tacy jak Pan uciekali, żeby się tułać po świecie, tymczasem stan wojenny zrobiła komuna w porozumieniu z Kościołem, żeby przygotować się do zagarnięcia tego co się dało.

Wojtyła w latach 70-tych udawał, że nie wie o co chodzi i robił wszystko, żeby rozmiękczać komunę systemem kolaboracji, do uzyskania w przyszłości wspólnych zysków. Mówił do komunistów: porzućcie doktryny, dyktatury proletariatu i walki z kościołem, a podzielimy się władzą nad robotniczo-chłopskimi duszami, i podzielimy się majątkiem narodowym, wypracowanym przez tych chamów. Taki był Wojtyła. Był gorszym kunktatorem i bardziej dwulicowym politykiem, niż Macharski, który (był bezradny i znerwicowany) z nerwicy płakał wielokrotnie podczas odprawiania mszy przy ołtarzu. Byłem i widziałem. Znam go osobiście i szanuje, mimo szwagra esbeka. A Wojtyła, to był przebiegły i wyrachowany chłopek roztropek, któremu bardzo imponowały złoto, kadzidła i pontyfikalia, człowiek o mentalności lisa. Udawał, że kocha polski ludek, a serdecznie nim pogardzał liżąc tyłek swojej ukochanej krakowskiej inteligencji i szafarzom nauki. No i kombinował, jak by tu wejść w kolaborację z komuną, żeby ją skłonić do demontażu w celu dorwania się do majątków i rewindykacji. W ten sposób zabezpieczył interesy kościoła na wiele dziesięcioleci.

Teraz w Krakowie mają go za świętą krowę i wszyscy za takie "święte krowy" pragną uchodzić. Teraz proszę sobie wyobrazić w tym wszystkim mnie, szaraczka, bez placów i kamienic! Gdyby wiedziano, że obszczekuję ich na równi z czerwonymi, to...!
Na szczęście, jak powiedziałem, staram się być bardzo ostrożny w środowisku, w którym się obracam (najlepiej by było, żeby o mnie zapomniano) - zrobić co muszę i znikać. Zresztą już niedługo, bo wybędę pod jesień z Krakowa i podmiejskie okolice. Nigdzie nie należę, nigdzie nie piszę, bo przez 40 laty aktywnego obracania się wśród dziennikarzy czy pismaków, wiem... już wiem, że wszystko to jest guzik warte!

Zygmunt Jan Prusiński Komunizm odebrał mi Rodzinę!

    

Zygmunt Jan Prusiński – dawniej słupski poeta, obecnie mieszka w Ustce. Pierwszy wiersz napisał w Otwocku, gdy miał 14 lat. Dzisiaj, mając 71 lat, nie potrafi powiedzieć, ile wierszy wyszło spod jego pióra. Sądzi, że ze trzy tysiące i że złożyły się na 53 książki. Ale w Słupsku wydał tylko dwie: “W krainie żebraków słyszę bluesa” i ostatnio “W ogrodzie Norwida” (2014) nakładem Starostwa Powiatowego. Inicjator powołania Grupy “Wtorkowe Spotkania Literackie”, w młodości przewodniczący Korespondencyjnego Klubu Młodych Pisarzy w Słupsku. W 1980 roku na III Sesji Literackiej na Zamku w Bytowie, jury, któremu przewodniczył Roman Śliwnik, przyznało mu pierwsze miejsce za erotyk w Turnieju Jednego Wiersza. Romanowi Śliwonikowi poświęcił wtedy kilkanaście wierszy, teraz zamierza poświęcić mu całą książkę.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Kultura