Zygmunt Jan Prusiński
List do pisarza Karola Zielińskiego
Drogi Mistrzu,
dziękuję za list – jest tak obwity treścią że nie sposób pisać powierzchowne tylko grzeczności o miałkości współczesnego człowieka. Czy dziś w ogóle paramy się mądrością życia? A jakie mamy szansę mówić o miłości, a kto jeszcze mówi o miłości i uczuciach? Powinienem jednak przyjść o te 200 lat wcześniej – jeżeli takowa szansa jest tylko jedna w historii każdego z nas, to jednak wolałbym. Jest Pan mężczyzną więc rozumie mnie, że w świecie literatury opierało się to, iż pisarza czy poetę świat pragnął, był jakby częścią tego świata. Dzisiaj jest tylko mgła i dziwactwa sknoconej cywilizacji. Pęd do niczego, prędzej do zniszczenia starej kultury, gdzie egoistyczny zasiew jest tak zatruty, że nie pasuję nawet profilem do tej rzeczywistości.
Wczoraj czytam przekazany cytat przez Ewę. Oto napisał mądrość Johann Christian Rost: „Kobieta panuje prośbą, mężczyzna rozkazem; ona wtedy, kiedy chce, on - kiedy może”. Mnie takie igiełki nie kłują. Ale czy mam prawo tak sądzić jeśli jestem samotnikiem, że oszustwo polega na tym kto zbierze więcej tych plonów dla siebie? Opisuje Pan o kobietach które zaistniały z imienia i nazwiska w moich wierszach. I co mam napisać? Prawdę. Więc piszę, nie, nic z tego nie miałem. Żadna bohaterka nie była kobietą, a zresztą, gdzie Pan widzi (kobietę w kobiecie)? Są takie? Wie Pan sam dobrze że kobiety to wieczne studium, a i tak dokładnie Pan ich nie zrozumie. Moje pisanie przeszło przez te lata na cierpieniu. Nie tyczy się to Ewy, bo jestem z nią zaręczony. Ale sam Pan wie, że za dwa no niech będzie trzy piwa postawione kobiecie w tawernie, ów mężczyzna potem odbiera nagrodę. A poeta? A poeta za napisanie dla danej wybranej kilka wierszy nie dostaje nic. Napiszę o niej czy dla niej książkę i też nie otrzyma tej nagrody... Może się mylę, może to tylko u mnie takie negatywne zjawisko, ale ja w swoim życiu za wiersze nie przeżyłem nawet jednego stosunku z wdzięczności, którą zauważyłem w tłumie. Nie jestem znawcą kobiet, nie wiem nawet co to jest za rzeczownik, nie umiałbym z analizować, i naukowo a i socjologicznie. Ale piszę nadal, coś mnie usilnie kieruje żeby nie zaprzestać. Piszę po prostu wiersze miłosne nie opierając się przy tym.
Byłem synem Muzyki, od wielu lat jestem synem Literatury, i moja jedyna satysfakcja że są zapisane strony przeze mnie. To te książki. A kobieta? No cóż, jednemu jest przypisane szczęście z kobietą innemu przypisana jest samotność, dlatego w moich wierszach jest tyle uczuć, tęsknot i pragnień. Od 1995 roku w Polsce sypiam sam, zatem łatwo policzyć... Kobietę niestety znam tylko w moich wierszach!
z Wyrazami Szacunku
Zygmunt Jan Prusiński – Sowiński
Ustka. 21 Luty 2014 r.
__________________________________
Zygmunt Jan Prusiński
KAŻDY MA SWEGO BOGA
Liryzm w odcieniach
czasem pigment się wkrada
by skłócić kolory w naturze.
Potęga uczuć u jednych jest miałka
u drugich jak dojrzała huba -
słyszę twoje uczucie.
Brzmij mi sakralnym jestestwem
uwiodłaś mnie poezją
tak znaczącym słowem...
Bóg czyni cuda - nam się udało
zwilżyć usta kroplą z liści -
odnoszę się z szacunkiem.
Wrócimy do tych maków -
zaczerwieni się nasz mały świat
potulnie poturla się myśl.
Zdobędziemy maksymalnie
szum wiatru w zatoce żagli -
tam nikt nie krzyczy w dramacie.
A modlitwy powrócą rankiem.
Przytul mnie w tej odległości -
posłuchaj co serce mówi...
14.2.2014 - Ustka
Piątek 9:29
Wiersz z książki "Mężczyzna z kryształowego sadu"



Komentarze
Pokaż komentarze