Dziennik autora Karola Zielińskiego
25.02.2011 00:18
@Zygmunt Jan Prusiński
Panie Zygmuncie, jestem fizjonomistą i po wyglądzie (również na fotografii) rozpoznaję typ człowieka, jego skłonność do wewnętrznej uczciwości (bądź łajdactwa itp.), typ zdolności, inteligencji itp. I moje wyrazy uszanowania. Ten jowialny typ sarmaty i "brata łaty" jaki Pan reprezentuje, mnie się podoba. Z Pańskich oczu bije uczciwość i taka bezinteresowność, żebym zostawił pod Pańską opieką moją nieletnią piękną siostrzenicę, w przekonaniu, że Pan nie mógłby niecnie uwieść (jak Polański!) dziewicy. Sic!
Ale do rzeczy. Zastanawiałem się, dlaczego ostatnie wiersze mimo, że mi się podobają, budzą we mnie jakiś opór. Opór wobec naiwnej wiary w bezinteresowną miłość (w którą nie wierzę) i jej nostalgiczne piękno. Czy zastanawiał się Pan nad tym, że Cerwantes, może widział - ale Don Kichot nie widział nigdy krwawej corridy? Czy Tristo de Molina (Zielony Gil) czy Calderon dela Barka (Życie snem) widzieli to krwawe widowisko? Czy Pan widział corridę? Pytam dlatego, że z Pańskich wierszy wynika podniosły moralnie ton tychże wyżej wymienionych poetów złotego wieku (bez których nie byłoby nowoczesnej kultury hiszpańskiej). Natomiast do Garcii Lorki porównać Pańskich wierszy nie można, bo to nie ten typ wrażliwości. Natomiast widzę w Pańskich wierszach coś, co mają Lermontow, Niekrasow, Błok, Jesienin, Chodasiewicz, Mandelsztam, Majakowski, Jewtuszenko czy Wozniesieński i inni Rosjanie. Słowem (poza Mandelsztamem) słowiańska, cerkiewna i mistyczna sołowojowojska (od Sołowjewa) dusza. Oni się nie wstydzili (tak jak i Pan się nie wstydzi) bycia sobą. Bo i nie mieli za co się wstydzić. Nie byli pederastami ani burżujami. Nie żyli z wyzysku bliźniego. Jeśli byli pijakami, to w wysokich pobudek moralnych.
No i Pańskie wiersze do "Inez" nie są ani trochę hiszpańskie. Mało w nich ognia i bezczelności w prawieniu kobiecie "śmiałych" komplementów. Hiszpan nie byłby taki zastrachany. Jeśli klaskać kastanietami - to, od czasu do czasu, również po dupie! Niech czuje, że zbereźnik ją kocha! Żeby krzyknęła z rozkosznego przestrachu. Niby wyznaje Pan, że całuje jej piersi, ale czuć na odległość, że Pan nie całuje - bo wolałby się Pan pod ziemię zapaść niż się na to zdobyć (oczywiście gdyby to były takie relacje jak w wierszu! czyli żeby była nie do (na razie i dla Pana - nie do zdobycia).
Tradycja mówi, że Dulcynea była nie do zdobycia dla Don Kichota, ale jak najbardziej dla Sancho Panchy. I dzięki temu, że szlachcic z La Manchy się tego domyślał, tym bardziej ją ubóstwiał i zamiast w jej dziurkę to walił lancą w wiatraki albo w stado baranów.
Bo czyż kobieta jest kobietą, gdy nie odczuwa pociągu do łobuza? Kiedy Pan w wierszu wyznaje, że czuje Pan, że się upił na smutno tanim hiszpańskim winem, to jest to, jak cienka woalka przez, którą widać zatroskanie sytuacją, że tak źle i tak niedobrze. Źle gdyby Dulcynea była bezkrwistą i aseksualną intelektualistą i dziewicą, a z drugiej strony niedobrze, gdyby Sancho Pancha czy inny parobek zrywał jabłuszka w jej ogródeczku.
Wszakże również w miłości i tęsknocie nie ma układów izolowanych. Tęsknota musi się opierać na braku zaufania i podejrzeniu, bo inaczej nie jest pełna. Jeśli mi nie zależy, co robi moja ukochana, albo jej tak ufam, że sądzę, że nie potrafi niczego "zmalować - jak to niedojda" to nie tęsknię i mi nie zależy.
Jako podmiot poetycki Pan kocha, cierpi, podejrzewa. Nie ufa i Panu zależy. Nie jest więc Pan w pełni szlachetnym ale naiwnym Don Kichotem, a jeśli już to takim nowoczesnym, który rozmyśla o pokonaniu tych wstrętnych rycerzy-wiatraków, ale zarazem niepokoi się pan o ty czy przypadkiem jakiś Sancho Pancha nie skrada się do jej alkowy (po hiszpańsku!).
Bo by było niedobrze (dla poezji), gdyby była bezkrwistą aseksualną istotą, a z drugiej strony, wokół tylu Sancho Panchów, że uczciwej kobiety nie można spuścić z oka nawet na 15 sekund. Wiem, że to brzmi obrazoburczo, ale bez tego, bez lęku i nieufności nie byłoby postępu, kultury i poezji.
Wszystkie te uwagi nasunęła mi lektura Pańskich wierszy, więc coś w nich z tych rzeczy musi być. To gdzieś jest tam głęboko ukryte. Bo kiedy nie można mówić i kłamać ciałem, tę funkcję przejmuje krnąbrny, któremu nie można nakazać posłuszeństwa. Pozdro
Zygmunt Jan Prusiński Elementarz poezji miłosnej - Część II




Komentarze
Pokaż komentarze