autor Zygmunt jan Prusiński
autor Zygmunt jan Prusiński
ZygmuntPrusiński ZygmuntPrusiński
12
BLOG

Dziennik pisarza Karola Zielińskiego z Krakowa

ZygmuntPrusiński ZygmuntPrusiński Kultura Obserwuj notkę 0

Dziennik pisarza Karola Zielińskiego z Krakowa

26.05.2012 23:57


@Zygmunt Jan Prusiński


Panie Zygmuncie, ja chcę parę uwag co do poezji, co do poetów i poetek, co do sensu naszego duchowego (poetyckiego) życia. Ja przeciwko poetom nic nie mam, niech każdy pisze jak umie. W życiu też każdy gada jak umie, każdy orze jak może, każdy żyje jak potrafi. A że niewiele potrafi, to nasze życie jest pełne bezsensu. Przybywa coraz więcej artystów i poetów, przybywa również coraz więcej młodych mężczyzn, wyeksmitowanych ze swych mieszkań, którzy się włóczą po miastach jako bezdomni żebrując o parę groszy. Przecież tak być nie może, tak za tej (podobno nieludzkiej) komuny nie było i tak być nie powinno.

Ale tak być musi i będzie coraz gorzej, kiedy Polakom będzie doradzał pan Feliks Donaldowski, który nie ma żadnego konkretnego programu (tylko czczą gadaninę i słomiany zapał), a co więcej jego wywody mają charakter bałamutny. Bo cóż trzeba zrobić, gdyby wybory wygrała w Polsce opcja patriotyczna? Czy by się wtedy bogaci patrioci (których nie brakuje, bo się obłowili na transformacji) podzieli forsą się z bezdomnymi. Czyż frakcja patriotyczna w Polsce (która też należała częściowo do PZPR-u i do Solidarności) nie kradła i nie kradnie? Czy wykształciuchy zaliczający się do patriotów i nacjonalistów nie sprawują synekur i chlebowych urzędów? A może chodzi o to by dorwać się do władzy i odzyskać dla byłych obszarników lasy? Czy patrioci i nacjonaliści nic nie skorzystali na transformacji? Otóż skorzystali i kradli wspólnie z komuchami, i z solidarnościową górą. Odszukanymi frajerami byli tylko robole. Jak zawsze. To tow. Hilary Minc i tow. Jakub Berman zapewnili robotników na zjeździe spółdzielczości w Katowicach w 1948 r. cytuje słowa z ich referatu z pamięci:

"Robotnik może być pewny, że powrotu do przedwojennych stosunków obszarniczych i kapitalistycznych nie będzie". Obszarnicy i kapitaliści tak bronili swych majątków, lasów, bocznic kolejowych, cukrowni, tkalni i fabryk, tak zażarcie, że trzeba ich było rozstrzelać! Tak jest! Tak jak to robiono z reakcjonistami podczas wielkiej Rewolucji Francuskiej i tak jak robił to Oliver Cromwell w Anglii. I proszę Bermanowi nie brać za złe, że strzelał do polskich "patriotów", bo to nie byli patrioci tylko złodzieje i pasożytujące wszy na ciele polskich biedaków (robotników) i ich bosych dzieci (przecież Pan pamięta, jak w latach pięćdziesiątych wiejskie dzieci boso chodziły do szkoły). I tu jest pies pogrzebany, Panie Zygmuncie!

Niech się Pan nie daje robić w prymitywnego patriotę, który będzie przyklaskiwał nowemu bogaceniu się nowych pseudo-patriotów. Robole poszli na bruk i dostali eksmisję, natomiast magisterkowie, wszyscy posrani intelektualiści, ustawili się zupełnie nieźle (bo państwo nie ma obowiązku stwarzać warsztatu pracy dla robola, ale ma obowiązek dostawić biurko dla gryzipiórka), jako nowi funkcjonariusze nowego kapitalistycznego ustroju. Nacjonaliści ani "patrioci" nie mają prawa płakać, że im źle pod rządami Tuska. Płakać to mogą wyeksmitowani robole, którzy nie dając sobie rady z opłatą mieszkań, zostali z nich wyeksmitowani przez współmałżonki (kochane matki Polki) albo przez właścicieli, którzy jak to patrioci i przedwojenni nacjonaliści (lub ich spadkobiercy) odzyskali swoje własności.

Zupełnie nie widzę sensu w gadaninie pana Feliksa Donaldowskiego. Owszem, zdobywanie władzy poprzez działania parlamentarne miałoby sens, gdyby do każdego mieszkania, w którym żyje facet posiadający dochód trzykrotnie lub więcej przekraczający średnią krajową domeldować mu jednego bezdomnego. To by miało polityczny i wychowawczy sens. Jak we Francji podczas Wielkiej Rewolucji Francuskiej, jak w Ameryce, gdy w czasie powstawania USA wyrzynano Indian wsadzając w ich ziemię i miejsca (woda, ziemia w indiańskim pueblo) bezdomnych przybyszy z Anglii i z Niemiec, jak wreszcie w bolszewickiej Rosji. Wzorce są stare i sprawdzone. Co kilka lat musi się odbywać rewolucyjne obieranie złodziejom tego, co zagrabili w procesie ewolucyjnych transformacji i przemian.

Ale mniejsza z tym, ja nie o tym, ja chcę o poezji i to będzie poniżej.
Panie Zygmuncie, my tak sobie tylko gadamy o tej poezji, w próżnię, o tym, że poezja robi w naszym życiu same dobre rzeczy, że jest potrzebna jak chleb, że dzięki niej stajemy się lepsi itp. Otóż tak nie jest. Rozmyślam o poezji w tę i wewtę i nijak mi nie wychodzi, tylko tak, że społeczeństwo powinno się cofnąć do epoki magicznej, w której ludzie nie wiedzieli, że ziemia jest kulą.

Poetycka naprawa świata i to, że pisanie wierszy ma sens (również przez Pana i takich jak Pan) musiałaby się zacząć od zabiegu, jakiego dokonał Pol Pot w Khmerlandii. Pol-Pot napisał doktorat na Sorbonie, że aby zacząć odnowę cywilizacji trzeba zniszczyć radio, drogi, pieniądze, urzędy, szpitale (szpitale w których "leczą" nas zbrodniczy i zakłamani ludzie nazywający siebie bezczelnie lekarzami - a to są wydrwigrosze i oszuści - wspólnicy mafii i narkobiznesu). A wszystkich nauczycieli posłać z motykami na wieś, na dwa-trzy lata, żeby się nauczyli sadzić groch i proso. Praca doktorska Pol-Pota zdobyła uznanie Sartre,a i francuskich uczonych. Jak Pol-Pot postulował, tak uczynił. Zniszczył drogi w całym Królestwie Khmerów, zamknął szkoły (miejskie) i nauczycieli wysłał na wieś, zlikwidował pieniądze i opróżnił z inteligencji stolicę. Otóż na pięć milionów obywateli-khmerów, w stolicy zamieszkiwało dwa miliony urzędników, nauczycieli i inteligentów (pasożytów). Wszystko (ci inteligenci pasożyty) to było na usługach amerykańskich i zachodnio-europejskich zbrodniarzy (politycznych i burżuazyjnych pasożytów) zwanych szumnie demokratami, liberałami, klasą polityczną, mieszczaństwem, klasą średnią etc. Gdy w Khmerlandii zabrakło benzyny, gdy stanęły samochody, gdy zamilkło radio, gdy przestały być ważne pieniądze ludzie musieli się nauczyć samodzielnego wypieku chleba i podcierania sobie tyłka. W najgorszej sytuacji byli darmozjady z miasta, którzy pasożytowali na nędzy wiejskich biedaków. Już nie było po co ani gdzie zaciągać kredytów na amerykańskie samochody, ani japońskie telewizory. Człowiek musiał się zwrócić do drugiego człowieka i zacząć z nim rozmowę. Uczyć się rozmawiać z drugim człowiekiem od nowa. Oczywiście wielu inteligentów podczas prób takich "rozmów" poniosło śmierć z rąk wieśniaków. Bo taka rozmowa, zaczynająca się od ty wiejski chamie wyczyść mi buty, musiała się dla inteligenta źle skończyć. Inteligentów ponosiła wobec wieśniaków pańska (złość i) dezynwoltura, a tym razem za bezczelnością pańską nie stał żołnierz z karabinem, żeby u chama wymusić posłuch. Dlaczego?

Proszę odpowiedzieć, czy warszawski inteligent dogada się z wieśniakiem ze zlikwidowanego pegeeru spod Koszalina? Gdyby zabrać warszawskiemu inteligentowi jego samochód, jego karty bankowe etc. i kazać mu plewić buraki cukrowe na kołchozowym polu, to wojna miasta ze wsią gotowa. Warszawski inteligent odmówi takiej roboty, bo do wyższych celów jest stworzony, mianowicie do pisania wierszy i wygłaszania tyrad, że "człowiek brzmi dumnie". Oczywiście "człowiek z miasta", za którego wszystkie czarne roboty robi cham. On tylko temu chamowi doradza, w którym banku korzystnie zaciągnie nowe kredyty! Otóż tu mamy do czynienia z oszustwem, które polega na tym, że jedna część pracuje za jedną setną lub dziesiątą wartości rzeczy znajdujących się w handlowym obrocie, a druga część to oszuści i kombinatorzy. To dla tych oszustów prasa drukuje gazety, moda wymyśla kroje ubrań, poeci piszą wiersze, felietoniści starają się przyciągnąć ich uwagę. I w ten sposób buduje się fałszywy świat, w którym w obronie przed buntującymi się masami nowoczesnych niewolników, wygenerowanych procesem tzw. rozwoju cywilizacji fabrycznej, stają uzbrojone po zęby formacje policyjne i wojskowe.

Taki jest nasz świat obecnie i poeta taki jak Pan, musi ze swoimi wierszami-pierdołkami stanąć bezradnie, z opuszczonymi rękami pod ślepą ścianą. I będzie dobrze, już jest dobrze, że nie stoi za Panem drab w mundurze wojskowym, w wycelowaną w Pański kark lufą pistoletu. A wszytko dlatego, żeby obronić dotychczasowe koleiny i procedury, w których poeci piszą swoje głupoty, a burżuazja żre dobre kąski i żeruje na darmowej pracy tzw. niewykształconej hołoty. Chociaż trzeba dodać, że żeruje również na robocie hołoty "wykształconej" i utytułowanej gównianymi magistrami.

Może taki poeta spotykać się z innymi poetami, gdzieś w pipidówce, bo może nawet sam Adam Zagajewski z Adamem Ziemianinem dyskutować o poezji w salonie Pałacu pod Baranami albo w Kolegium Maius, to i tak nie zmieni sytuacji, że poezja jest jakimś dziwnym, niepotrzebnym (i szkodliwym) gadaniem. Śmieszną wyliczanką jakby u dzieci: ene-due-rabe. "Poeta" za te swoje przekręcanie wyrazów nie ponosi żadnej odpowiedzialności a z tego "przekręcania wyrazów" również idzie całe społeczne zło, przyczyniające się do zbabrania współczesnego mózgu.
Bo w polityce i w historii jest jak w logice arystotelesowskiej, że jeśli wszystkie A są wszystkimi B, to wszystkie B muszą być A. (Dzięki temu kapitaliści mają swoją kasę a księgowym domyka się bilans). Jednakże sens z logiki jest taki, że jeśli wszyscy politycy są "mordercami" to wszyscy "mordercy" są politykami. (Piszę o mordercach w cudzysłowie, bo przecież politycy mordują w białych rękawiczkach).

Tak powinno być w realnym życiu, w religii i w twórczości poetyckiej, a tymczasem dzięki twórczości poetyckiej tak nie jest, bo poeci twierdzą, za pomocą przekręcania wyrazów i sensów, że nie każde A jest B. Że często stół jest "stoltem-toltem", nienawiść "nienawiściątkiem-niewieściątkiem", krzywda "krzywką" a miłość "mliwością". Wynika z tego, że nie ma polityków morderców, tylko są "politykusy-moldowani-moldkościowi-moldecy". Taka loskosna zabawecka w ukladanecki slowno-slowice, za ktole sie nalezy dac naglody nobla pani symbolskiej i zajejeskiewicusowi, bo my psecies jestesmy loskosni poetci.

Tomasz Man w "Józefie i jego braciach", pisze, że gdy Putyfara namawiała Józefa do zamordowania swego męża, to mówiła dziecinnym językiem: że "psecies musimy go zabits". Udawała idiotkę, rozkoszną, zakochaną poetkę albo to, że ugryzła się w język.

Udawała poetkę - tylko nie morderczynię. A mnie wychodzi na to, że współcześni poeci są pomagierami urzędowych, politycznych morderców.
Poezja współczesna też jest wprzęgnięta w proces urabiania opinii publicznej, że "dobrze jest gdy Obama zabija Kadafiego". O czym więc poeta współczesny powinien bałakać w swoich wyliczankach? Bo jeśli nie o "miłości", o której zwykle nie ma pojęcia, to o czym? A no właśnie, powinien się zastanowić dwa razy, dopóki raz napisze. Sądzę, że powrót do myślenia magicznego jest możliwe na każdym szczeblu rozwoju. Sądzę też, że poezja współczesna nie ma nic wspólnego z "realizmem magicznym", bo ona go tylko udaje i małpuje. Miłosne tokowanie do kochanki jest "zapytywaniem piętra czy parter jest wolny". Natomiast z prawdziwą miłością, z magicznym traktowaniem jedności międzyludzkiej i braterstwa między kochankami jest tak, jak w ewangelicznym przykazaniu u św. Pawła: "swoje brzemiona wzajemnie sobie noście".

Niech Pan powie, czy w rodzinie gdzie jest pięć samochodów, pięć telewizorów, kupa nienawiści o pieniądze i troje ludzi (w tej pseudo-rodzinie), czy tacy troglodyci mogą wzajemnie swoje brzemiona nosić?

Do kogóż więc może się odnosić apel o odrodzenie szczerości poetyckiej mowy?


Zygmunt Jan Prusiński Mandoliny na rosie... część I

Zygmunt Jan Prusiński – dawniej słupski poeta, obecnie mieszka w Ustce. Pierwszy wiersz napisał w Otwocku, gdy miał 14 lat. Dzisiaj, mając 71 lat, nie potrafi powiedzieć, ile wierszy wyszło spod jego pióra. Sądzi, że ze trzy tysiące i że złożyły się na 53 książki. Ale w Słupsku wydał tylko dwie: “W krainie żebraków słyszę bluesa” i ostatnio “W ogrodzie Norwida” (2014) nakładem Starostwa Powiatowego. Inicjator powołania Grupy “Wtorkowe Spotkania Literackie”, w młodości przewodniczący Korespondencyjnego Klubu Młodych Pisarzy w Słupsku. W 1980 roku na III Sesji Literackiej na Zamku w Bytowie, jury, któremu przewodniczył Roman Śliwnik, przyznało mu pierwsze miejsce za erotyk w Turnieju Jednego Wiersza. Romanowi Śliwonikowi poświęcił wtedy kilkanaście wierszy, teraz zamierza poświęcić mu całą książkę.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Kultura