Zmiana lidera PO? Ekspert: Trzaskowski wcale nie musi być lepszym szefem partii niż Budka

Prof. Henryk Domański PAP/Bartłomiej Zborowski
Prof. Henryk Domański PAP/Bartłomiej Zborowski

Rafał Trzaskowski był bardzo dobrym kandydatem na prezydenta. Osiągnął dobry wynik. Bycie liderem partii politycznej to jednak zupełnie coś innego – mówi Salonowi 24 prof. Henryk Domański, socjolog, Polska Akademia Nauk.


Ugoda PiS z Lewicą wywołała spór po stronie opozycyjnej, do tego teraz dochodzą potężne tarcia w Koalicji Obywatelskiej i doniesienia o tzw. nowej chadecji z Bronisławem Komorowskim. A po drugiej stronie swoje problemy ma Zjednoczona Prawica. Czy to poważne przemeblowanie polskiej sceny politycznej, czy może didaskalia, przejściowe zawirowania w czasie, w którym i tak nie ma żadnych wyborów i wszyscy czują się bezpiecznie?

Prof. Henryk Domański: Nawet didaskalia są jakimś wydarzeniem społecznym. Istotnym także wtedym gdy ma ono charakter przejściowy. Przecież jeśli dochodzi do porozumienia, w wyniku którego jedna z ważniejszych formacji opozycyjnych, czyli Lewica zawiera sojusz z partią rządzącą, to jest to wydarzenie o ogromnym znaczeniu politycznym. Będzie ono mieć swoje skutki.

Jakie?

Przede wszystkim widzimy tu bardzo poważne i głębokie problemy Koalicji Obywatelskiej i głównej siły koalicję tę tworzącej – Platformy Obywatelskiej. Ugrupowanie to mocno na debacie wokół planu odbudowy straciło. Z jednej strony widzimy bardzo poważne spadki w sondażach opinii. Z drugiej są coraz bardziej widoczne tarcia wewnętrzne. Podważanie pozycji Borysa Budki. To będzie iść dalej. Konsekwencje te będą bardzo poważne dla PO. Nie wydaje mi się wprawdzie, by partia ta miała się całkiem rozpaść czy przestać istnieć. Jej trwanie daje zbyt wiele profitów działaczom. Ale PO może stracić pozycję głównej siły opozycyjnej na rzecz np. ruchu Szymona Hołowni.

Warto jednak przypomnieć sytuację z ubiegłego roku. W czasie, gdy toczył się spór o termin majowych wyborów prezydenckich, poparcie Platformy Obywatelskiej i kandydującej z jej ramienia na prezydenta Małgorzaty Kidawy-Błońskiej pikowało w dół. Wydawało się, że skończy się kompromitacją, a bój o pozycję nr dwa stoczą Władysław Kosiniak-Kamysz i Szymon Hołownia. Wystarczyła zmiana terminu  wyborów i kandydata  na prezydenta. Rafał Trzaskowski odniósł sukces, już nie chodzi nawet o minimalną przegraną, bo w drugiej turze głosował na niego cały antypis, ale o to, że do tej drugiej tury wszedł ze świetnym wynikiem. Czy teraz też zmiana lidera na Trzaskowskiego mogłaby pomóc opozycji?

Teoretycznie tak. Ale przede wszystkim małe sprostowanie – wiosną 2020 roku faktycznie poparcie pikowało w dół, ale było to poparcie Małgorzaty Kidawy-Błońskiej. Natomiast poparcie PO było w miarę stabilne. I faktycznie pojawiła się możliwość zmiany kandydata, Platforma kandydata zmieniła i to był świetny  ruch, Trzaskowski osiągnął doskonały wynik. Teraz sytuacja jest zupełnie inna, bo traci Platforma jako całość, poparcie idzie w dół, partię wyprzedza Szymon Hołownia.

Czy zmiana lidera może pomóc odwrócić ten trend?

I właśnie tu nie mam przekonania. Rafał Trzaskowski był bardzo dobrym kandydatem na prezydenta. Osiągnął dobry wynik. Bycie liderem partii politycznej to jednak zupełnie coś innego. Wymaga ciężkiej, specyficznej pracy organizacyjnej, do której trzeba mieć specjalne predyspozycje. I powiem szczerze – mam wątpliwości, czy Rafał Trzaskowski byłby lepszym liderem partii niż Borys Budka. Na pytanie, czy wybór prezydenta stolicy na przewodniczącego wzmocniłby PO, odpowiadam, że pewnie na początku trochę tak – te sondaże poszłyby w górę, na zasadzie efektu świeżości. Ale czy zmiana lidera byłaby dobra na dłuższą metę – tu sprawa jest dużo bardziej skomplikowana.

Rozmawiał Przemysław Harczuk  

Lubię to! Skomentuj68 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka