Lewica i Kaczyści są sobie pisani

Włodzimierz Czarzasty, Robert Biedroń i Adrian Zandberg. Fot. Lewica
Włodzimierz Czarzasty, Robert Biedroń i Adrian Zandberg. Fot. Lewica
Jeszcze bronią się przed tym, co naturalne i nieuchronne. Ale to przecież oczywiste, że Lewica prędzej czy później zastąpi Gowinowskich liberałów w roli współkoalicjanta PiSu. To konieczne także dla Kaczystów. Bez lewej nogi ich projekt polityczny nigdy nie zapuści solidnych korzeni.

Powiedzmy sobie szczerze. Opowieść polityczna, zgodnie z którą PiS oraz Lewica to jakieś fundamentalne przeciwieństwa skazane na życie w śmiertelnym zwarciu, jest potwornie przestarzała. Może kiedyś, w czasach Leszka Millera i Zyty Gilowskiej miało to jakąś racje bytu. Ale przecież dziś już nie ma. 

Oczywiście zarówno na prawicy jak i na lewicy znajdzie się masa takich, co nie potrafią albo nie chcą tego przyznać. Oni będą mnożyli katalogi wydumanych różnic. Pompować kwestie światopoglądowe przekonując Polki i Polaków, że żyją w warunkach jakiejś permanentnej wojny kulturowej, w której albo ty zabijesz przeciwnika albo on zabije ciebie. Tę opowieść będą oczywiście podgrzewały liberalne środki masowego przekazu. Zawsze to przecież robiły. Dla nich napuszczanie nas siebie prawicy i lewicy jest starą strategią utrzymywania hegemonii wedle zasady „dziel i rządź”. Niech się spalają w świętej wojnie o aborcję i gender. Liberałów mało to obchodzi. Dla nich najważniejsze jest (i zawsze było) by prawica i lewica nie wystąpiły wspólnie o zmianę społecznego status quo. Żeby nie skumały się w sprawie bardziej sprawiedliwego podziału bogactwa narodowego, progresywnych podatków i więcej państwa w gospodarce. 

Zaczynają się zwąchiwać

Ale wiecie co? To się właśnie zaczęło dziać! Prawica (a przynajmniej jej kaczystowski rdzeń) i lewica (a przynajmniej ta jej część, która rozumie, że walka o wolność musi się zaczynać od wolności od wyzysku ekonomicznego) zaczynają się zwąchiwać. Idzie to powoli, ale jednak idzie. I coraz trudniej nie dostrzegać coraz dłuższej listy punktów wspólnych między Kaczystami a lewicowcami-socjalistami. Zasadzają się one (z grubsza) na dwóch fundamentalnych filarach. Pierwszym jest stosunek do III RP. Tej naszej „zimnej trzydziestoletniej”, która przez lata chciała się uśmiechać tylko do silnych i uprzywilejowanych. A słabym i ubogim w różnego typu kapitały pokazywała swoje zdecydowanie mniej miłe oblicze.

Zobacz także: 

Druga kwestia to pytanie, jak chcemy się w Polsce rządzić dalej. Czy dopuszczamy korygujące wolnorynkowe ekscesy mechanizmy takie jak aktywna rola państwa w gospodarce, progresywne podatki czy transfery społeczne? Czy też nazywamy je „okradaniem klasy średniej” i „rozleniwianiem patologii”. PiS i lewica na tym mówią w zasadzie jednym głosem. Wiedzą, że o równość trzeba się bić.

Miejsce dla Gowina się kończy

Spójrzmy więc, co się dzieje. W Zjednoczonej Prawicy zaczynają się teraz przetasowania. To naturalne. Ten projekt polegał przecież od początku na budowaniu przez PiS przyczółków poza swoją naturalną bazą. Solidarna Polska była i jest takim przyczółkiem w kierunku wyborcy eurosceptycznego (Konfederacja). Porozumienie Gowina stanowić zaś miało platformę (nomen omen!) Dla sierot po POPiSie. W naturalny sposób miejsce dla Gowina się w tym układzie kończy. Dzieje się tak dlatego, że PiS po roku 2015 zdecydowało się jednak na autentyczne (a nie tylko kosmetyczne) zmiany społecznego status quo. To wprowadziło partię Kaczyńskiego na kurs fundamentalnego zwarcia z tym, co było wcześniej. Przyczółek w kierunku obrońców III RP nie ma więc już sensu. Wie o tym Gowin i wykonuje od roku coraz bardziej nerwowe ruchy. Im bardziej nerwowe, tym bardziej oczywisty jest koniec jego politycznego żywota. 

Kaczyści z lewicy i prawicy

Oczywiście w pierwszej chwili wypychanie Gowina będzie przybierało formę cichego uzupełniania większości sejmowej. A to o rozłamowców od Bielana, a to o Pawła Kukiza. To już widzimy. Ale w dłuższym okresie wiadomo, że klucz do stabilnej większości po następnych wyborach leży między PiSem a Lewicą. Próby będziemy mieli jeszcze w tej kadencji, a podparcie się przez Kaczyńskiego Lewicą w temacie unijnego Funduszu Odbudowy nie jest żadnym jednorazowym zagraniem. Lewica też nie powinna się tego bać. Zwłaszcza, że po raz pierwszy ma na coś wpływ. A politykę robi się po to by mieć wpływ. Jak ktoś chce zachować polityczną czystość to niech idzie do klasztoru.

Można by tak jeszcze długo. Ale spraw jest przecież prosta. Tak, tak drodzy obecni i przyszli Kaczyści. I z lewicy i z prawicy. Jesteście sobie po prostu pisani.  


Rafał Woś

Czytaj dalej: 


Lubię to! Skomentuj216 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka