Kijowski: Nie mam nic. "Gazeta Wyborcza" i Schetyna mi zaszkodzili najbardziej

Mateusz Kijowski był jednym z najbardziej znanych przeciwników rządu. Dziś utyskuje na opozycję.
Mateusz Kijowski był jednym z najbardziej znanych przeciwników rządu. Dziś utyskuje na opozycję.
Mateusz Kijowski udzielił szczerego wywiadu "Rzeczpospolitej", w którym dokonał analizy swojego politycznego upadku. - Kiedyś pewien znajomy spytał mnie, czy wiem, kto najbardziej mi zaszkodził. Na pierwszym miejscu wymienił Grzegorza Schetynę, a na drugim "Gazetę Wyborczą" - wymienił były lider KOD.

KOD - według Kijowskiego z nadziejami na "drugą Solidarność"

Kiedyś na demonstracje Komitetu Obrony Demokracji przychodziło kilkadziesiąt tysięcy przeciwników rządu PiS. Dziś organizacja praktycznie nie istnieje, co ma bezpośredni związek z oskarżeniami wobec ówczesnego szefa, Mateusza Kijowskiego. Aktywista, według organów ścigania i mediów, wykonywał fikcyjne usługi informatyczne dla KOD. Łącznie przywłaszczył 121 tys. złotych, co potwierdził kilka tygodni temu wymiar sprawiedliwości, choć sąd uchylił wyrok roku więzienia dla Kijowskiego. 

Zobacz:

Jest ważny wyrok ws. faktur Kijowskiego z KOD

Afera fakturowa w KOD - Mateusz Kijowski skazany. Ma "pozytywną prognozę kryminalistyczną"

Teraz były szef antyrządowej organizacji próbuje ratować dobre imię. Narzeka, że nie ma dla niego miejsca w przestrzeni publicznej, nie zarabia godnie na życie. Dawni sojusznicy odwrócili się od Kijowskiego - taki jest wydźwięk wywiadu udzielonego "Rzeczpospolitej". 

Michnik i Schetyna zawiedli Kijowskiego

- Jestem zatrudniony na umowę zlecenie na kilka godzin w miesiącu jako pomocnik fryzjera, ale z tych pieniędzy nie jestem w stanie się utrzymać. Nie mam żadnego majątku, bo wszystko sprzedałem, żeby zmniejszyć zadłużenie. Nie mam nic, żyję z pomocy ludzi. Od ponad czterech lat bezskutecznie szukam pracy na stanowiskach od kasjera czy kierowcy Ubera, kuriera, po informatyka czy dyrektora informatyki. Wszystko to umiem robić, ale nikt nie chce mnie zatrudnić. Nie z tą twarzą, nie z tym nazwiskiem - powiedział Kijowski. 

Jego zdaniem, to media nadmuchały wobec niego oczekiwania, których on nie był w stanie spełnił. Gdy przestał się liczyć, opinia publiczna odrzuciła go bez żalu. - Nigdy nie porywałem tłumów. (...) Owszem, stałem się twarzą buntu, który się zrodził w społeczeństwie w 2015 roku. Rzuciłem iskrę pod przygotowany stos, bo te emocje w społeczeństwie już buzowały - wspominał założyciel KOD. 

- Kiedyś pewien znajomy spytał mnie, czy wiem, kto najbardziej mi zaszkodził. Na pierwszym miejscu wymienił Grzegorza Schetynę, a na drugim "Gazetę Wyborczą" - wyliczał. Kijowski zgłaszał się do Michnika z prośbą o pomoc, ponieważ na początku rządów Zjednoczonej Prawicy obaj panowie utrzymywali przyjazne relacje. Jak relacjonował aktywista, apele pozostały bez odpowiedzi ze strony redaktora naczelnego "Gazety Wyborczej". Kijowski dodał też, że Michnik zamierzał przekształcić KOD w kluby swojego środowiska na wzór "Klubów Gazety Polskiej". 

Kijowskiego - w jego opinii - zwalczał też Leszek Balcerowicz, nawołując członków KOD wprost do niegłosowania na ówczesnego przewodniczącego komitetu. Skazany działacz wyraził też ubolewanie nad marginalizacją organizacji, która "mogła być drugą Solidarnością". Sam Kijowski był po 2015 roku wielokrotnie porównywany w mediach do Lecha Wałęsy z czasów PRL. 

Czytaj też: 


GW



Lubię to! Skomentuj67 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka