Terlikowski: Beatyfikacja Wyszyńskiego może być kołem ratunkowym dla polskiego Kościoła

Fot. PAP/Tomasz Gzell
Fot. PAP/Tomasz Gzell
Traktuję tę beatyfikację jako koło ratunkowe dla polskiego Kościoła. A jest on w bardzo trudnej sytuacji. W ciągu jednego roku szkolnego aż dziesięciu biskupów zostało ukaranych. Niedługo jest wizyta ad limina u papieża. Nie można wykluczyć kolejnych kar. Mamy spiralę laicyzacyjną w polskim społeczeństwie. Szczególnie mocną wśród młodych ludzi. I w tym czasie prymas Wyszyński może inspirować – mówi Salonowi24 dr Tomasz Terlikowski, filozof i publicysta.

Święty Jan Paweł II był przez Polaków kochany. Jednak potem bardzo często jego rola i znaczenie zostały sprowadzone do kremówek, anegdot, chodzenia po górach, kompletnie nie ma odniesień do jego dorobku, nauki. I dziś mamy albo cukierkowy obraz, albo totalny hejt. Czy nie obawia się Pan, że z prymasem Wyszyńskim, który jest właśnie wynoszony na ołtarze, stanie się podobnie?

Dr Tomasz Terlikowski: Nie. Obawiam się czegoś innego. Tego, że młodzi ludzie kompletnie nie znają dziś postaci prymasa Wyszyńskiego. To nie jest Jan Paweł II. Papież Polak umarł w roku 2005. I wiele osób pamięta go ze swojego życia. A jeśli nie, to doskonale pamiętają go jego rodziny. A i tak dorobek ojca świętego bywa zapominany. Tymczasem od śmierci Stefana Wyszyńskiego minęło już 40 lat. Więc nawet przez osoby po czterdziestce prymas jest kojarzony średnio. A więc jest mało znany. A jeśli jest znany, jest kojarzony jako pasterz, który przeprowadzał Polskę przez okres komunizmu. I jeśli ma coś do zaoferowania ludziom współczesnym, to co najwyżej może ich zgromić. Tymczasem to człowiek, który miał oczywiście pewien styl sprawowania posługi, dla nas dziś już nieco obcy. Ale w okresie międzywojennym ksiądz Wyszyński prowadził działalność publicystyczną i duszpasterską, w której skupiał się nie na krytyce komunizmu – choć krytyki tej nie szczędził – ale na próbie rozwiązania realnych problemów, na które komunizm był błędną odpowiedzią. Przypomnijmy, że to późniejszy prymas zakładał chrześcijańskie związki zawodowe. Bardzo ostro napominał właścicieli dużych zakładów. A to były czasy wielkiego kryzysu. Gdzie ówczesnego bezrobocia nie da się porównać z tym dzisiejszym. I ks. Wyszyński nie szczędzi krytyki właścicielom. Pisze pisma, w których podkreśla, że nie ma chrześcijaństwa bez dzielenia się własnością.

Przeczytaj też: 

Symbol ery Merkel. "Jedna ręka ratuje opozycjonistów, druga wspiera reżim, który zabija"


Potem jest wojna, jest kapelanem Armii Krajowej w Powstaniu Warszawskim. I po wojnie zostaje na krótko biskupem lubelskim a potem biskupem warszawskim i gnieźnieńskim, Prymasem Polski, rzeczywiście przejmuje funkcję przywódcy polskiego Kościoła. W bardzo trudnym dla Kościoła i Polski czasach, gdy szaleje stalinowski terror?

Sytuacja jest dramatyczna. Pomijając terror i panujący ustrój. Dodatkowo z czterech najważniejszych polskich miast po wojnie dwa, Wilno i Lwów, znajdują się poza granicami. Warszawa jest zrównana z ziemią. A przy Krakowie zbudowana zostaje Nowa Huta. Wielu ludzi zostaje przerzuconych z Kresów na ziemie zachodnie. Miliony młodych ludzi przenoszą się ze wsi do miast. I oderwani są od tradycji. Także religijnej. Prymas próbuje w tej sytuacji działać. By uniknąć rozlewu krwi prowadzi trudne rozmowy z komunistami. Idące dużo dalej, niż pozwala na nie Watykan. Dopiero gdy komuniści nie zostawiają mu wyboru, prymas mówi non possumus. I na trzy lata zostaje uwięziony. I w miejscu odosobnienia pisze program na millenium – czyli tysiąclecie chrztu Polski. Pamiętajmy, że jest tuż po wojnie. Wielu ludzi naprawdę utraciło wiarę. Że na ziemiach odzyskanych nie ma struktur Kościoła. Że zmienia się struktura społeczna. I dopiero właśnie program na millenium pozwala odbudować chrześcijaństwo w sercach i umysłach ludzi. Mam wrażenie, że zamiast na kogoś, kto był, należy patrzeć na niego jak na inspirację.

W jaki sposób może dziś nas inspirować postać Prymasa Tysiąclecia?

Traktuję tę beatyfikację jako koło ratunkowe dla polskiego Kościoła. A jest on w bardzo trudnej sytuacji. W ciągu jednego roku szkolnego aż dziesięciu biskupów zostało ukaranych. Niedługo jest wizyta ad limina u papieża. Nie można wykluczyć kolejnych kar. Mamy spiralę laicyzacyjną w polskim społeczeństwie. Szczególnie mocną wśród młodych ludzi. I w tym czasie prymas Wyszyński może inspirować. Oczywiście – inspirować poprzez sposób działania, rozwiązania problemów, nie może być to robione dosłownie. Bo żaden biskup nie będzie miał w polskim Kościele choć 1/5 władzy takiej, jaką miał prymas. Ale dziś zwyczajnie na trudne pytania trzeba odpowiedzi. I Wyszyński tej odpowiedzi dostarcza. Tylko to nie może być robione dosłownie, cytowanie tak jak ostatnio zrobił to metropolita krakowski. Oczywiście trzeba to robić wczuwając się w obecne wyzwania.

Mówi Pan o kole ratunkowym dla Kościoła. A czy nauka prymasa może być pewną wskazówką dla konserwatystów. Pamiętajmy, że wtedy, gdy prymas podejmował dialog z władzami, dla części środowisk emigracyjnych było to bardzo trudne do zaakceptowania. Krytykował go na przykład Józef Mackiewicz. Przeciwstawiał mu postać węgierskiego kardynała Mindszentyego. Ale węgierski hierarcha był niezłomny, a z perspektywy czasu okazało się jednak, że prymas Wyszyński miał rację?

Lubię to! Skomentuj48 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo