Prochy zmarłych w domu lub w ogrodzie? Ksiądz: „Ludzkie szczątki to nie rekwizyt”

Fot. Pixabay
Fot. Pixabay
Rozsypywanie prochów ludzkich, czy chowanie urny w korzeniach drzewa staje się niejednokrotnie wyrazem wiary wpisanej w „ekologię głęboką”, a nie wiary chrześcijańskiej. Ludzkim szczątkom należy się szacunek, stąd też traktowanie tych szczątków jako bibelota czy rekwizytu umieszczonego w wystroju pokoju wydaje się nie do pogodzenia z tą zasadą – mówi Salonowi 24 Ksiądz Prof. Paweł Bortkiewicz.

Inna zmiana dotyczy osób, które popełniły samobójstwo. Dawniej były one chowane bez księdza, w niepoświęconej ziemi. Kościół zmienił nastawienie w tej kwestii. Czy chodzi o to, że – jak to ktoś tłumaczył – człowiek w chwili samobójstwa zazwyczaj jest niepoczytalny, czy może o coś innego?

Samobójstwo jest niekwestionowanym dramatem. Jest aktem targnięcia się na własne życie, które w perspektywie wiary jest darem Boga Stwórcy. Zatem samobójstwo w jakimś stopniu jawi się jako targnięcie się na Boga i Jego dar miłości. Stąd przez wieki traktowano ten akt jako tak radykalnie godzący w Bożą miłość, że domagający się swoistego wykluczenia nawet z przestrzeni ziemi poświęconej, przestrzeni cmentarnej. Dzisiaj zdajemy sobie istotnie sprawę z tego, że w ten dramat wpisane są bardzo złożone zjawiska ludzkiej psychiki, które sprawiają, że człowiek podejmujący taką decyzję ma radykalnie ograniczoną świadomość i niekiedy dobrowolność. To radykalnie wręcz zmniejsza, czy nawet może znosić odpowiedzialność moralną za ten czyn. Stąd właśnie ta zmiana praktyki.

Wracając do tematu pochówku, czy ma on być katolicki, czy nie. Dawniej radykalna lewica protestowała, gdy gdzieś ksiądz odmówił pogrzebu. Często radykalni przeciwnicy Kościoła łagodzili raz na jakiś czas retorykę – na chrzciny dziecka, ślub, pierwszą komunię. Teraz jest zmiana podejścia – ludzie nie chcą sakramentów, a nawet katolickiego pogrzebu. To z punktu widzenia księdza smutne – bo odchodzą z Kościoła, czy może lepsze – bo przynajmniej sprawa jest jasna, nie ma takiej sztuczności, obłudy?

Możemy faktycznie spojrzeć na te zjawiska jako wyraz pewnej obłudy bądź uczciwości. Warto jednak chyba spojrzeć na te dylematy z nieco innego punktu widzenia. Kościół stara się niezmiennie towarzyszyć człowiekowi w różnych etapach jego życia. Traktuję też posługę sakramentalną jako z jednej strony wynikającą z wiary, choćby szczątkowej, a z drugiej strony umożliwiającą rozwój tej wiary. Można chyba powiedzieć, że Kościół usiłuje na różne sposoby usta zawalczyć o człowieka, by ten odnajdywał swoją drogę do Boga. Nigdy jednak nie wyręczy Kościół i Jego duszpasterze wolnego człowieka w jego aktach wiary. Rolą Kościoła jest niewątpliwie pomoc, niesienie słowa i świadectwa, wskazywanie człowiekowi współczesnemu sensu jego życia. W tym wszystkim zarazem Kościół musi pamiętać, że jest jedynie szafarzem Bożych tajemnic. Spełnia swoją misję w imieniu Chrystusa, który z jednej strony głosił i czynił miłosierdzie, ale z drugiej strony ukazywał też bezkompromisowość w sprawach najistotniejszych. Stąd właśnie w Kościele miłość miłosierna okazywana w przekazywaniu sakramentów świętych spotyka się zarazem z prawem kanonicznym. I chociaż jest to bardzo konsekwentne, to niejednokrotnie budzi zdziwienie, opór, a także protesty ze strony tych, którzy zazwyczaj mają problemy ze zrozumieniem istoty Kościoła.

No i ostatnia kwestia – teoretycznie ludziom zupełnie w nic nie wierzącym powinno być zupełnie wszystko jedno, kto ich pochowa, gdzie. Czy fakt, że tak się tym emocjonują nie dowodzi, że w rzeczywistości sprawy ostateczne są istotne dla wszystkich, i czy nie jest to wyzwanie dla Kościoła, żeby ludzi tych odzyskać?

Tematyka umierania i śmierci jest tematyką niezwykle fascynującą. Tworzy wręcz osobną dziedzinę wiedzy zwaną tanatologią. Wspominam o tym dlatego, że warto sobie uświadomić ogromne zmiany kulturowe, jakie dokonały się w związku z przeżywaniem umierania i śmierci. Jeden z najwybitniejszych znawców tej tematyki Philippe Aries ukazywał dzieje naszej cywilizacji jako przejście od „śmierci oswojonej” do „śmierci zdziczałej”. Cechami tej ostatniej jest odrzucenie metafizyki, odrzucenie wiary, wymiaru wspólnotowego, traktowanie człowieka umierającego jako elementu koniecznej entropii, rozpadu materii. A jednak mimo wszystko, niepokój związany z tą wizją życia i śmierci trwa. Kiedy przeżywaliśmy agonię św. Jana Pawła II, niemal cały świat odczytał to „odchodzenie do domu Ojca” jako niezwykłą lekcję „śmierci oswojonej”. To było wydarzenie duchowe, ale także cywilizacyjne i kulturowej. Niepokoje, o których rozmawiamy, brak spójności w zachowaniach ludzi deklarujących odrzucenie transcendencji, a zarazem angażujących się w sposób urządzenia swojego pochówku, potwierdza ten całościowy niepokój związany z perspektywą ludzkiego życia po śmierci. Oczywiście raz jeszcze chcę podkreślić, że w Kościele staramy się pamiętać o tym, że - jak uczył nas Jan Paweł II - człowiek, każdy „człowiek jest drogą Kościoła”. Niewątpliwie ten niepokój będący wyrazem swoistego rozdarcia stanowi taką szczelinę ludzkiego życia, w którą warto wchodzić ze słowem Chrystusa: „Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem, kto we Mnie wierzy choćby i umarł, żyć będzie”.

Przeczytaj też:

Rafał Ziemkiewicz zatrzymany na lotnisku w Londynie

Echa zatrzymania Ziemkiewicza. „Współczesny Orwell. Rodzi się nowy totalitaryzm!”

Problemy Rafała Ziemkiewicza w wjazdem do Wielkiej Brytanii


Lubię to! Skomentuj29 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo