NOT Fit For 55

Rafał Woś analizuje argumenty przeciw Fit For 55.
Rafał Woś analizuje argumenty przeciw Fit For 55.
Polska ma wiele dobrych powodów, by spowalniać forsowne tempo zielonej transformacji, które próbuje podyktować Komisja Europejska. Pytanie brzmi tylko, czy potrafimy o tych naszych powodach przekonująco opowiadać komukolwiek poza sobą samym.

Od kilku tygodni ważni polscy politycy powtarzają, że unijny pakiet klimatyczny (w formie zaproponowanego w lipcu 2021 projektu Fit For 55) jest dla Polski „nie do zaakceptowania”. Ostatnio powtórzyli to rzecznik rządu Piotr Muller i minister rozwoju i technologii Piotr Nowak. Wcześniej mówili o tym i Jacek Sasin i Zbigniew Ziobro i premier Morawiecki. A nawet Jarosław Kaczyński.

Ale w polityce powiedzieć można wszystko. Pytanie brzmi jednak, czy z tego mówienia cokolwiek wyniknie? I tu nie chodzi o to, że Warszawa nie ma w ręku argumentów. Przeciwnie. Jest ich wręcz całkiem sporo. Podsumujmy je oceniając przy okazji ich potencjalną użyteczność do budowania skutecznego oporu i koalicji w Europie. 

Zobacz: 

Argument 1. Ludzie, Unia nas bije!

Siła argumentu w kraju: ogromna

Siła argumentu za granicą: zerowa

To oczywiście nie jest przyjemna sytuacja. Bo fakty są takie, że Komisja Europejska Polskę trochę … wyrolowała. Przypomnijmy bowiem przebieg wydarzeń. W grudniu 2020 roku na szczycie UE Warszawa zgodziła się na pakiet klimatyczny. Fakt, że wtedy jeszcze trochę mniej ambitny (jeszcze nie w wersji Fit For 55). Ale się jednak zgodziła. Należy jednak pamiętać, że tamta zgoda została udzielona warunkowo.

Polityczny deal był przecież taki, że Unia nie będzie wiązała wypłaty pieniędzy z pocovidowego funduszu odbudowy gospodarki z tematem polskiej reformy sądownictwa. W zamian Polska powiedziała „tak” bardzo dla siebie trudnym (z powodu naszego zastanego miksu energetycznego) ambicjom klimatycznym.

Rok i miesiąc po tamtym „dealu” pieniądze na odbudowę pozostają przez KE nadal są wstrzymane. I pozostaną w zawieszeniu prawdopodobnie do wyborów parlamentarnych w Polsce. Nikt nawet specjalnie nie ukrywa, że Komisja próbuje w ten sposób osłabić położenie polskiego rządu, którego nie trawi i nie akceptuje. Jednocześnie sprawa pakietu klimatycznego idzie naprzód jak gdyby nigdy nic. 

Czytaj też: 

O ile jednak ten argument podnosi ciśnienie niejednemu krajowemu obserwatorowi, o tyle jest on jednak kompletnie bezużyteczny w szersze unijnej debacie. Owszem, można sobie połkać w domowym zaciszu, że „Unia nas bije”. Nie ma jednak szans, by ten argument przekonał do naszych racji kogokolwiek poza częścią własnej opinii publicznej. Jeśli rząd chce kontestować Fit For 55 skutecznie, to musi szukać argumentów dalej.

Argument 2. NOT Fit For 55

Siła argumentu w kraju: znaczna

Siła argumentu za granicą: do pominięcia

Mamy oczywiście argument o kosztach. Niedawno bank Pekao opublikował głośny raport, z którego wynika, że koszt spełnienia przez Polskę nowego - bardziej ambitnego - Pakietu Klimatycznego wyniesie 527,5 mld euro. To pieniądze, które trzeba będzie wydać, abyśmy mogli ograniczyć do roku 2030 emisyjność polskiej gospodarki o 55 proc (względem roku 1990). Gdyby trzymać się wcześniejszych unijnych uzgodnień i celować w ograniczenie emisji o 40 proc. to wydatki wyniosłyby 338 mld. Oznacza to, że realna różnica kosztów obu scenariuszy to ok 190 mld euro. To nie jest mało.

Wychodzi, że do końca dekady co roku trzeba będzie w polskim budżecie znaleźć dodatkowe 1,3 proc. PKB. Oczywiście już po uwzględnieniu faktu, że pieniądze wydawane przez podmioty emitujące CO2 na zakup tzw. uprawień do emisji trafiać będą do polskiego budżetu. Cóż jednak z tego, skoro to samo polskie państwo będzie musiało wydawać jeszcze więcej na stałe rekompensowania obywatelom podwyżek cen energii. Inaczej czeka nas społeczna rewolucja lub (a pewnie raczej „i”) poważne zwiększenie ubóstwa energetycznego.

Z tym argumentem jest jednak podobny problem, jak z poprzednim. Owszem - polscy politycy i polska opinia publiczna muszą brać go pod uwagę, bo koniec końców reprezentują Polski i Polaków oraz stoją na straży ich dobrostanu. Trzeba jednak pamiętać, że podobny miks energetyczny (dużo węgla, zero atomu, ciągle mało zielonej energii - cóż z tego, że stale rozbudowywanej) ma w Unii tylko garstka krajów. I to właśnie krajów z naszej uboższej części Europy. Rumunia, Bułgaria, do pewnego stopnia Czechy. Ich łatwo zwasalizować, zawstydzić i narzucić jedynie słuszny zachodni punkt widzenia. Nasz argument „potrzebujemy więcej czasu” na wychodzenie z węgla zawsze będzie natrafiał na zimne „nie mamy czasu, czy nie chcecie ratować planety?”.

Lubię to! Skomentuj69 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka