Warzecha: Nie można zmuszać do dobroci, polityk nie może mówić, że mamy obowiązek pomagać

fot. Salon24
fot. Salon24
Czym innym są relacje międzyludzkie, czym innym działania państwa. Polityk nim zarządzający musi być zimnym sukinsynem, który siądzie z Excelem i sprawdzi, czy dane rozwiązanie mu się opłaca, jakie będą tego efekty, czy zyskamy, czy stracimy. I na pewno nie można zmuszać ludzi do dobroci. Ja na przykład jestem przeciwnikiem takiej natychmiastowej rezygnacji z rosyjskiej ropy, co rząd niedawno zapowiedział – mówił w programie Jastrzębowski wyciska Łukasz Warzecha, publicysta.

Głośnym echem odbił się Twój spór ze Stanisławem Janeckim w telewizji, Rafała Ziemkiewicza. Ty mówisz „To nie jest program, pt. otwórzmy nasze serca, Staszku” , Janecki: Nie jesteśmy też w programie "jakim jesteś sukinsynem”.

Łukasz Warzecha: To prawda, padły takie słowa. Ale trzeba przypomnieć kontekst.

Przeczytaj też:

Tak pomagają Ukraińcom. „Dostarczyliśmy namioty i nagrzewnice, by nie zamarzli”

O nie, tak nie działa hejt. Hejt działa tak, że wycina się fragment wypowiedzi Janeckiego, umieszcza ja w sieci…

No i ja właśnie dlatego tu jestem, by kontekst ten opowiedzieć. Kontekst był taki, że dyskutowaliśmy o polskiej pomocy dla ukraińskich uchodźców. Ja wskazywałem, że moim zdaniem wynikną z tego pewne problemy. I tu powstał spór. Janecki argumentował kompletnie niemerytorycznie, ale emocjonalnie. Jego stwierdzenie: Nie jesteśmy w programie "Jakim jesteś sukinsynem" było kompletnie od czapy. Program, w którym te słowa padły, "Salonik Polityczny" Ziemkiewicza, to miejsce, w którym staramy się zrozumieć politykę, przeanalizować ją. A nie unosić się dobrocią, bądź jej brakiem. Ja rzeczywiście w pewnym momencie oniemiałem. Oniemiałem, bo nagle w miejscu, gdzie staramy się coś przedyskutować, zrozumieć, pada tego typu stwierdzenie, które jest kompletnie od czapy. To tak, jakby do Twojego programu przyszedł ktoś i zaczął tłumaczyć zady fuzji jądrowej. Też byłoby zupełnie be sensu!

Czyli Stanisław Janecki posłużył się czymś, czego Ci brakuje, czyli empatią?

Pozwolisz, że nie będę odnosił się już więcej do Staszka Janeckiego. Występujemy razem programie, będziemy razem występować. Sam zażartowałem niedawno, że może mam jakiegoś Aspergera.

Nie jestem pewien, czy na pewno to tylko żart był (śmiech).

(Śmiech). No być może, nie obserwował mnie żaden psycholog. Ale poważnie, uważam, że my jako Polacy zdecydowanie zbyt często kierujemy się emocjami. Pisałem o tym wiele w swojej publicystyce. Ostatnio nawet w gazecie, którą przez długi czas kierowałeś, czyli "Super Expressie" w felietonie napisałem, ze Polska znów jest Winkelriedem narodów. Pamiętamy Słowackiego w Kordianie: "Winkelried zmartwychwstał. Polska Winkelriedem narodów!". Przypomnę, że Winkelried był szwajcarskim rycerzem, który w XIV wieku podczas kluczowej bitwy z Habsburgami wziął na siebie atak, wbił w swoje piersi wrogie włócznie, dzięki czemu Szwajcarzy wygrali tę kluczową bitwę. My mamy za dużo emocji. Ja staram, się, by je tonować. I oczywiście, gdybyśmy byli w programie o innym charakterze, w którym rozważalibyśmy kwestie pomocy od strony czysto ludzkiej, to jest to inna sprawa. Ale jeżeli rozmawiamy o tym, jak zachować się ma nasze państwo, w jaki sposób pomocy udzielać, to nie możemy do tego mieszać typowo ludzkich emocji.

Ja Ci powiem, co mi w Twoim podejściu do końca nie pasuje. Bo ok, jesteś dziennikarzem, umiesz przeanalizować, połączyć fakty. Ale tu przychodzi na myśl postawa takiego wujka, który przyjmuje pod swój dach rodzinę, której spalił się dom, straciła wszystko. I w pewnym momencie ten wujek mówi: Ale wiesz, przez Ciebie, to ja płacę wyższe rachunki, drożej kosztuje prąd, gaz itd.

Ale tu właśnie mylisz dwie zupełnie różne kwestie. Bo wujek, o którym mówisz, jeżeli przyjąłby człowieka pod swój dach, a potem wypominał, że przez to ponosi koszty, zachowałby się jak ostatni cham. Ale czym innym są relacje międzyludzkie, czym innym działania państwa. Polityk nim zrządzający musi być właśnie zimnym sukinsynem, który siądzie z Excelem i sprawdzi, czy dane rozwiązanie mu się opłaca, jakie będą tego efekty, czy zyskamy, czy stracimy. I na pewno nie można zmuszać ludzi do dobroci. Ja na przykład jestem przeciwnikiem takiej natychmiastowej rezygnacji z rosyjskiej ropy, co rząd niedawno zapowiedział. Ja mówię - proszę bardzo, to jak ktoś ma taką potrzebę, to niech zrezygnuje z jazdy samochodem. Ale niech nie narzuca tego całemu społeczeństwu. Jeżeli wiemy już, bo się wygadał minister Puda, choć ministerstwo skasowało potem tę wypowiedź, że tylko w tym roku na pomoc uchodźcom wydamy 24 miliardy złotych, to są to gigantyczne pieniądze. Ponad połowa tego, co wydajemy rocznie 500 plus. To ogromne kwoty. I mówienie, że mamy moralne prawo pomagać jest w tej sytuacji niedopuszczalne. A polityk nie ma prawa tak powiedzieć. Po prostu nie ma.

Ale przecież polityka to gra na emocjach.

Tak, politycy grają, wykorzystując ludzkie emocje. Ale ja jako publicysta mam prawo twierdzić, że nie mają prawa!

Poruszasz na Twitterze różne kwestie, na przykład co będzie z dziećmi w szkole...

Szkoły już się zapychają!

Ale też promowałeś tweet Bartłomieja Radziejowskiego z Nowej Konfederacji, który napisał, że przyjęcie uchodźców będzie miało pozytywny wpływ dla gospodarki. Ty podajesz tego Twittera w taki sposób, że ludzie mogą zapytać „o co mu chodzi, czego on w sprawie Ukrainy chce"?

Lubię to! Skomentuj92 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka