Los dyplomaty może być przewrotny. Dramatyczna historia ambasadora Zairu w Polsce

Emany Mata Likambe był ambasadorem Zairu w Polsce. Z powodu problemów z jakimi mierzył się jego kraj w związku z nieudolną polityką panującego wówczas dyktatora, Likambe zmuszony był do nocowania na Dworcu Centralnym (fot. Flickr / Henryk Konrad)
Emany Mata Likambe był ambasadorem Zairu w Polsce. Z powodu problemów z jakimi mierzył się jego kraj w związku z nieudolną polityką panującego wówczas dyktatora, Likambe zmuszony był do nocowania na Dworcu Centralnym (fot. Flickr / Henryk Konrad)
Emany Mata Likambe rozpoczął karierę w dyplomacji mając 28 lat. Pracę w tym zawodzie zaczął od posady w Ministerstwie Spraw Zagranicznych Konga. Dzięki jego zaawansowanemu wykształceniu oraz znajomości czterech języków, w szybkim tempie awansował na coraz to wyższe stanowiska, m. in. przy ONZ w Nowym Jorku. W 1992 roku Likambe trafił do Warszawy, zastępując dotychczasowego ambasadora. Brzmi nieźle, prawda? Aż trudno uwierzyć w to, jak później ułożyły się losy tego dyplomaty.

Podczas, gdy polscy politycy narzekają na niskie zarobki, warto przypomnieć historię dawnego ambasadora Zairu w Polsce. Emany Mata Likambe był w tak trudnej sytuacji materialnej, że finalnie skończył on na ulicy.

Czytaj: Kompromitacja polityków Konfederacji. Zarejestrowali komiczną nazwę nowej partii

W 1992 roku, po pracy na prestiżowym stanowisku przy ONZ w Nowym Jorku, Likambe wyznaczono jako następcę dotychczasowego ambasadora Zairu w Warszawie. Zwykle praca na takiej posadzie spotyka się z przewidywalnym scenariuszem – drogi dom i samochód z kierowcą, najdroższe lokale w mieście. Problemem jednak okazały się ogromne kłopoty gospodarcze, w jakich znalazł się jego kraj. Miało to związek z niezdarną polityką prowadzoną przez panującego wówczas dyktatora Mobutu Sese Seko. Średnia pensja w Zairze wynosiła wtedy 4 dolary. Wypłat nie otrzymywali urzędnicy oraz nauczyciele, a armia buntowała się, gdy żołnierze dostawali żołd w postaci nieważnych banknotów.

Smutny upadek ambasadora Zairu w Warszawie

Zaledwie rok po objęciu posady ambasadora w Warszawie, Likambe wyprowadził się z budynku ambasady przy ul. Kubickiego 11. Sprzedał też limuzynę oraz zamieszkał w hotelu. Ten niestety również musiał szybko opuścić z powodu narastającego zadłużenia. Między innymi z powodu spłacania przez szefa MSZ Zairu wieloletnich rachunków telefonicznych i długów u dentystów, wszystkie placówki dyplomatyczne tego kraju doświadczały ogromnych kłopotów. Mimo to, Likambe został pierwszym w historii świata dyplomatą, który był zmuszony do nocowania na Dworcu Centralnym w Warszawie.

Ubogi, za to z klasą

Likambe złapał kontakt z miejscowymi bezdomnymi, jednak w odróżnieniu do nich posiadał on immunitet i status dyplomaty, co pozwalało mu korzystać z przywilejów, takich jak wizyty na przyjęciach w placówkach innych krajów. Tam właśnie zairski dyplomata dożywiał się i mógł skorzystać z telefonu.

— Zawsze przychodzi ogolony, czysta koszula, krawat. Dla niego to musi mieć duże znaczenie — komentowano.

Co noc wracał on jednak na dworzec, gdzie jadał tanie przekąski, oglądał telewizję i spał. Początkowo losy ambasadora Zairu znany były jedynie w wąskich kręgach politycznych Warszawy. Sprawa nabrała większego wydźwięku, gdy Likambe doniósł na policję, że został okradziony. Nie było jednak mowy o ucieczce od obowiązków.

— Oni mi zapłacą! Jeśli nie mnie, to moim wnukom, jeśli nie teraz, to za sto lat, ale dadzą mi pieniądze. A ja jestem urzędnikiem państwowym. Będę tu aż do chwili, kiedy mnie odwołają — tłumaczył dziennikarzom, o czym przypomina portal money.pl.

Światowe media szybko nagłośniły sprawę, która spotkała się z uprzejmą reakcją ambasady Bułgarii, która postanowiła zorganizować Likambe mieszkanie. W 1994 roku został on zastąpiony na stanowisku, a także otrzymał obiecane wynagrodzenie, po czym nigdy więcej nie pojawił się w Polsce.


RB


Czytaj dalej:

Lubię to! Skomentuj27 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura