Armia rosyjska w poważnym kryzysie. Gen. Skrzypczak: Szansa dla Ukrainy, ale jest problem

Rosyjski żołnierz podczas akcji militarnej. fot. PAP/EPA/RUSSIAN DEFENCE MINISTRY PRESS SERVICE/HANDOUT
Rosyjski żołnierz podczas akcji militarnej. fot. PAP/EPA/RUSSIAN DEFENCE MINISTRY PRESS SERVICE/HANDOUT
Armia rosyjska jest w dość poważnym kryzysie. Na terenie Donbasu atakują niewielkie siły, które szukają luk w zgrupowaniach ukraińskich. Na razie bez większego powodzenia. Na odcinku chersońskim jest podobnie, Rosjanie ostrzeliwują nieustannym ogniem artyleryjskim miasta ukraińskie. Nie świadczy to jednak o ich przewadze, mają tam bardzo duże problemy z dobrze rozwijającą się partyzantką – mówi Salonowi 24 gen. Waldemar Skrzypczak, były dowódca wojsk lądowych.

Krwawa inwazja Rosji na Ukrainę trwa już pięć miesięcy. Informacje z linii frontu są coraz bardziej sprzeczne. Są wciąż głosy, że Rosjanom nie udała się ich błyskawiczna operacja, że ponoszą klęski. Ale też nie brak głosów o tym, że w gruncie rzeczy to Ukraina przegrywa tę wojnę, bo straciła sporo terytorium, a zmęczenie społeczeństwa i armii jest ogromne. Jak dziś oceniłby Pan sytuację strategiczną na polu walki?

Gen. Waldemar Skrzypczak: W tej chwili, jak twierdzą Rosjanie trwa tzw. przerwa operacyjna. Problem w tym, że trwa ona już dwa tygodnie. A więc mamy do czynienia z wymuszoną decyzją Rosji, spowodowanej brakiem możliwości prowadzenia operacji zaczepnej przez Rosjan. Armia rosyjska jest w dość poważnym kryzysie. Na terenie Donbasu atakują niewielkie siły, które szukają luk w zgrupowaniach ukraińskich. Na razie bez większego powodzenia. Na odcinku chersońskim jest podobnie, Rosjanie ostrzeliwują nieustannym ogniem artyleryjskim miasta ukraińskie. Nie świadczy to jednak o ich przewadze, mają tam bardzo duże problemy z dobrze rozwijającą się partyzantką ukraińską. Armia rosyjska ma coraz większe problemy i na samym froncie, i na tyłach z partyzantką Ukraińców, i logistyczne.

Przeczytaj też: Waszczykowski: Propozycja Niemiec przejdzie do historii. Całe pokolenia będą się śmiać

Tyle, że wspomniana przerwa ma służyć odbudowie rezerw armii rosyjskiej. Trwają przygotowania „świeżych” wojsk gotowych do walk. Na ile ta wymiana ludzi może być skuteczna?

Rosjanie faktycznie usilnie budują nowe jednostki bojowe na poligonach w Rosji, ściągają sprzęt wojskowy z dalekiego wschodu. Ale te jednostki nie powstaną szybko. I istnieje ryzyko, że zanim one dotrą na front, zapowiadana ofensywa ukraińska faktycznie ruszy.

Tylko czy na pewno ruszy, i kiedy to się stanie?

Właśnie to jest otwarte pytanie, bo na razie nie widzimy po stronie ukraińskiej żadnych działań, które byłyby zwiastunem ofensywy. O tym, że ona ruszy, świadczyłyby zmasowane operacje lotnicze i partyzanckie na określonym odcinku. I na odcinku chersońskim, gdzie ofensywa wydawała się prawdodpodobna, na razie nie ma żadnych ruchów. I jeśli nie nastąpią one szybko, to działania w tym rejonie stracą sens. Znamienne jest, że Ukraińcy niszczą mosty na Dnieprze. A nikt, kto planowałby ofensywę w tym rejonie tego by nie robił. Dlatego zamiarem Ukraińców najpewniej nie jest sforsowanie Dniepru, ale okrążenie wojsk rosyjskich i wzięcie ich w „kocioł”. Jedynym rejonem, w którym kontrofensywa Ukraińców może nastąpić, jest rejon na zachód od Zaporoża. Armia ukraińska tam może dokonać uderzenie na Mielitopol, być może Mariupol, tak by odciąć podstawę wojsk rosyjskich, siły atakujące z rejonu Doniecka i Ługańska od korytarza łączącego Rosję z Krymem. To moim zdaniem jedyny kierunek, na którym Ukraińcy mają możliwość przeprowadzenia ofensywy bez konieczności forsowania Dniepru.

Mówi Pan o przerwie operacyjnej, walki, ostrzał artyleryjski, wymiany ognia wciąż się jednak toczą. Czy można stwierdzić, kto ma w nich przewagę?

W tym momencie z obu stron widzimy walki będące rozpoznaniem boju. To takie przepychanki, bez jednoznacznego rozstrzygnięcia. Mamy do czynienia z klasycznym patem strategicznym. Te walki, które się toczą, nie prowadzą do rozstrzygnięcia o charakterze strategicznym, czyli takim, który mógłby doprowadzić do przełomu.

Czy w takim razie jest możliwe, że dojdzie do sytuacji, w której z jednej strony Rosja przegra wojnę, bo nie osiągnie swoich celów, ale straty Ukrainy będą na tyle poważne, że nie będzie jej można uznać za państwo zwycięskie?

Kiedyś, chyba nawet u Państwa powiedziałem, że wojna skończy się w ten sposób, że Rosja jej nie wygra, a Ukraina nie przegra. Ale wynik tych walk to będzie klasyczny pat. We wrześniu i październiku, miesiącach, w których mocno pada, obie armie będą taplać się w błocie. Utkną, a działania wojenne będą wstrzymane. Gdy nadejdą pierwsze mrozy, w listopadzie, być może działania zostaną wznowione. Wojsko może wtedy ruszyć, czołgi mają możliwość przemieszczania się. Ale pytanie, jak wyglądać będzie zdolność obu armii. Jeśli Ukraińcy nie ogarną się do końca października, to nie będą w stanie prowadzić żadnej operacji. Ale również Rosjanie mogą nie być w stanie, bo nie mają odpowiednich wojsk, muszą swoje siły odbudowywać.

Kluczowe może okazać się wsparcie Zachodu, który dostarcza Ukraińcom nowoczesną broń?

Oczywiście sprzęt i wsparcie z Zachodu może pozwoli Ukraińcom na zwiększenie ich możliwości. Ale na pewno nie pozwoli na ofensywę na całej linii frontu. Co najwyżej na jednym, bądź dwóch wybranych odcinkach. Myślę tu o kierunku charkowskim oraz o kierunku ze strony Zaporoża. Innych możliwości nie ma.

Przeczytaj też:

Francuski profesor: Życie we Francji to w porównaniu z Polską piekło na ziemi

COVID bardziej zakaźny, ale trochę mniej groźny. Czy wrócą maski, lockdowny, obostrzenia?


Lubię to! Skomentuj33 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka