Francuski profesor: "Życie we Francji to w porównaniu z Polską piekło na ziemi"

Życie we Francji to pieklo, czy wręcz przeciwnie? Fot. Pixabay
Życie we Francji to pieklo, czy wręcz przeciwnie? Fot. Pixabay
Pewnego dnia ktoś do nich zapukał. Młodzi ludzie chcieli pieniędzy nie na piwo, czy akademik, a na… organizację terrorystyczną na Bliskim Wschodzie. Po zmroku w niektórych dzielnicach Paryża czy Berlina było bardzo niebezpiecznie. Czy rację ma francuski historyk, który twierdzi, że życie we Francji w porównaniu z „polską sielanką” to piekło na ziemi, czy przeciwnie – groźnie bywa wszędzie, a w zęby na Zachodzie można „zarobić” głównie od Polaków?

"Życie we Francji to w porównaniu z Polską piekło na ziemi" – napisał na Twitterze francuski nauczyciel historii, Kevin Bossuet.


Według obywatela Francji w Polsce nie trzeba bać się po zmroku w komunikacji miejskiej i nie trzeba chować ukradkiem smartfona. Słowa te wywołały prawdziwą burzę. Opinię autora podzieliło kilku jego rodaków.

Chwilowa moda, pojedyncze przypadki, czy może Polska faktycznie stała się bardziej przyjaznym krajem od Francji? – Problem jest zdecydowanie bardziej złożony – mówi Olivier Boult, francuski publicysta, od lat mieszkający w Polsce. – Są zarówno tacy Francuzi, którym podoba się bardziej w Polsce. Są niepodzielający tych opinii. Osobiście – gdyby mi się nie podobało, nie mieszkałbym w Polsce – dodaje.

Francja. Puk, puk. Daj pan centa dla terrorystów

Z kolei pan Marek (nazwisko znane redakcji) jest Polakiem, przez kilkanaście lat mieszkał w Europie Zachodniej, kilka lat spędził we Francji. Jak twierdzi, doskonale rozumie tych obywateli francuskich, którzy lepiej czują się nad Wisłą. – Nad Sekwaną mieszkałem w czasach studenckich w bardzo specyficznej dzielnicy, zamieszkałej głównie przez Arabów. I powiem tak – żyłem w kilku zachodnich krajach, bo także w Wielkiej Brytanii (w Londynie i Manchesterze), w Niemczech (w Kolonii i Berlinie), w Belgii. Jeszcze więcej miejsc zwiedziłem. We Francji sposób, w jaki wpuszczono migrantów, jest najgłupszy. Sprzyjał powstawaniu zamkniętych gett. Dochodziło czasem do sytuacji śmiesznych. Na przykład raz zapukali do drzwi młodzi ludzie. Mówili, że są studentami, zbierają pieniądze. Gdy dopytałem o co chodzi, to okazało się, że zbierają na jakąś terrorystyczną organizację w Palestynie! Był to dla nas, Europejczyków, szok – mówi nasz rozmówca. – Nie wszystkie historie miały jednak charakter anegdotyczny. Po zmroku chodzenie ulicami nie było bezpieczne. Gdy zacząłem spotykać się z dziewczyną, Polką, naprawdę się o nią obawiałem. W końcu zmieniliśmy lokalizację. Mieszkaliśmy w różnych miejscach w Europie. Ale właśnie we Francji było „najgoręcej”. I powiem tak – jestem osobą niewierzącą. Ale określenie "piekło na ziemi" do tego kraju pasuje doskonale – podkreśla pan Marek.

Niemcy. Strach od Turka, wstyd za Polaka

Agnieszka mieszkała także we Francji, potem w Berlinie. Jej ocena życia w Paryżu jest nieco inna. – Co do arabskich dzielnic faktycznie jest tam niesympatycznie, wynika to z błędnej polityki władz, które umożliwiły zamykanie się tych ludzi w gettach. Jednak jeśli ktoś decyduje się na mniej bezpieczną okolicę z przyczyn finansowych, to ma pełną świadomość, z czym to się wiąże. Ja w Paryżu nie miałam problemu – mówi Agnieszka. Przez kilka lat mieszkała w stolicy Francji, potem przeprowadziła się do Berlina. Tam mieszkała w dzielnicy Wedding, w dawnym Berlinie Zachodnim. – To ładna okolica, przypomina trochę warszawską Pragę. Stare, choć zaniedbane kamienice. Początkowo była tam mieszanka Polaków, Ukraińców, Turków i bezrobotnych Niemców. Do pewnego momentu jedyne nieprzyjemności, jakie można było spotkać, to odgłosy kłótni i głośne polskie przekleństwa. Problem pojawił się, gdy zaczęło dorastać pokolenie tureckich imigrantów. Ci nastolatkowie zaczepiali na ulicy, bywali niebezpieczni. Ale nie tylko oni. W niemieckich parkach można było z kolei spotkać polskich narkomanów. Żebrzących, czasem agresywnych. Spotkanie z nimi to jedyny moment, gdy człowiek wstydzi się skąd jest. W końcu przeniosłam się do innej dzielnicy, Schoneberg. Tam jest dużo spokojniej i bezpieczniej. Choć oczywiście drożej – mówi.

Rozboje zdarzają się też w Polsce

Jak podkreśla, pewnym mitem jest też mówienie o jakimś wyjątkowym poczuciu bezpieczeństwa w Polsce w porównaniu do Niemiec. – Mój kolega niedawno przejechał przystanek i wylądował na Pradze w Warszawie, w rejonie, w którym nikogo nie znał. Miał duszę na ramieniu, ale nic się na szczęście nie stało. Tymczasem mąż koleżanki niedawno padł ofiarą brutalnego rozboju w centrum Warszawy. W tłumie ludzi, w biały dzień. Tu nie ma reguły, ani Francja i Niemcy nie są tak niebezpieczne, ani w Polsce nie ma takiej sielanki – podsumowuje nasza rozmówczyni.

PRZECZYTAJ TEŻ:

Waszczykowski: Propozycja Niemiec przejdzie do historii. Całe pokolenia będą się śmiać

COVID bardziej zakaźny, ale trochę mniej groźny. Czy wrócą maski, lockdowny, obostrzenia?

Granica wieku sportowców się wydłuża. Jak długo będzie grał Robert Lewandowski?


Lubię to! Skomentuj32 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo