„Wojna ludziom obojętnieje, mija już pół roku. Ale musimy pamiętać, że to nasza wojna”

Pomoc uciekającym przed wojną ludziom jest obowiżakiem ze względów humanitarnych. Ale to także nasza wojna - uważa Przemysław Miśkiewicz Fot. PAP/Mykola Kalyeniak
Pomoc uciekającym przed wojną ludziom jest obowiżakiem ze względów humanitarnych. Ale to także nasza wojna - uważa Przemysław Miśkiewicz Fot. PAP/Mykola Kalyeniak
Na pytanie czy pomagać, odpowiedź jest jedna – musimy. Przede wszystkim ze względów humanitarnych, co chyba dla każdego jest oczywiste. Jednak także dlatego, że to jest nasza wojna. Po raz pierwszy w historii mamy możliwość bez wysiłku zbrojnego (pomijając ochotników) pokonać Rosję. Jedynie kosztem droższego ogrzewania, gazu, czy węgla. Naprawdę ogromny szacunek dla Ukraińców, ich opór ma kolosalne znaczenie dla naszego bezpieczeństwa w przyszłości – mówi Salonowi 24 Przemysław Miśkiewicz, opozycjonista w PRL, lider stowarzyszenia Pokolenie, organizującego pomoc dla Ukraińców.

Mija pól roku od czasu, gdy Rosja dokonała inwazji na Ukrainę na pełną skalę. Wojna z przygranicznej, hybrydowej, stała się w pełni otwartym konfliktem zbrojnym. Ze swoich domów wyszły miliony ludzi, ogromna ich część trafiła do Polski. W pierwszych tygodniach Polacy okazali uchodźcom serce, przyjęli ich pod dach. Mówiło się, że mamy nowe otwarcie w polityce między obydwoma narodami. Ale dziś minęło trochę czasu. Doszło i do realnych przestępstw ze strony garstki Ukraińców, jak i do ataków na uchodźców, w Warszawie na matkę z dzieckiem. Pana stowarzyszenie na co dzień zajmuje się pomocą Ukraińcom. Czy można powiedzieć, że to dobro w Polakach i Ukraińcach już się wypaliło?

Przemysław Miśkiewicz: I tak i nie. Jeżeli państwo jest jakimś organizmem, który potrzebuje trochę czasu, by się zorganizować w bardzo trudnej sytuacji, to w Polsce to zadziałało właśnie w ten sposób. W pierwszym etapie główny ciężar spadał na osoby prywatne, rodziny przyjmujące ludzi pod własny dach, organizacje pozarządowe. Potem pomoc stopniowo zaczęły przejmować instytucje państwowe i moim zdaniem zdają w tym względzie egzamin.

A czy nastawienie ludzi się zmieniło? Oczywiście, że tak. Po pierwsze – wojna obojętnieje. Trwa już pół roku. Trudno, żeby każdy był w takiej samej gotowości jak w pierwszych dniach po 24 lutego. Są też inne problemy. Na przykład widzimy młodych Ukraińców – mężczyzn. I spotkałem się z pytaniami Polaków – zaraz, to młodzi faceci, powinni walczyć w obronie własnej ojczyzny, czemu tego nie robią. To bardzo poważne pytanie. Są też inne. Na przykład niektórzy mają wątpliwości, czemu pomoc trafia do wszystkich, także bogatych. Tu akurat wątpliwości są trochę bez sensu – bo jeżeli spadają bomby, nie widzę powodu, dla którego akurat bogaty miałby przed nimi się nie chronić. Ale utarło się w społeczeństwie takie przeświadczenie, że pomagać to należy jedynie biednym.

Przeczytaj też:


W dyskusjach internetowych bardzo często padał też argument, że nie wszyscy uchodźcy faktycznie potrzebują pomocy, że są tacy, którzy jej nadużywają. Spotkał się Pan z takim zjawiskiem, czy też są to argumenty prorosyjskich trolli?

W większości to propaganda. Choć oczywiście nadużycia istnieją, ale to zjawisko marginalne. Zdarzyło się na przykład, że ktoś przyjeżdżał do Polski niby jako uchodźca, a sam w Ukrainie wynajmował komuś mieszkanie w mniej zagrożonym wojną miejscu. I raz w miesiącu jeździł, by od tych ludzi brać pieniądze. To oczywiście nie jest w porządku, ale na szczęście do takich sytuacji dochodzi bardzo rzadko. Zdecydowana większość ludzi, którzy do nas trafiają naprawdę potrzebują pomocy. A są też budujące przykłady osób, które nie tylko konsumują przyznaną pomoc, ale też starają się coś z nią zrobić, zaczynają działać na własny rachunek.

Opisywałem chyba także u Państwa przypadek młodych dziewczyn z Ukrainy, których mężowie poszli na front, a one trafiły z dziećmi do naszej fundacji. Uzyskały pomoc. A potem same założyły fundację. Teraz otworzyły coś w rodzaju domu polsko-ukraińskiego. Otrzymały od strony polskiej drobne wsparcie na start. A dziś już działają na własny rachunek. Nie są to może jakieś ogromne dochody, ale jakoś sobie te dziewczyny radzą. Wspólnie z tą fundacją organizujemy rozmaite projekty.

Do Polski przybyły miliony uchodźców. Po pierwszym wzmożeniu, wyrazach solidarności teraz pojawiają się też symptomy zmęczenia, i przypominanie zaszłości historycznych, wreszcie twierdzenia „po co pomagać, to nie nasza wojna”?

Na pytanie czy pomagać, odpowiedź jest jedna – musimy pomagać i to z wielu względów. Przede wszystkim ze względów humanitarnych, co chyba dla każdego jest oczywiste. Jednak także dlatego, że to jest nasza wojna. Po raz pierwszy w historii mamy możliwość bez wysiłku zbrojnego (pomijając ochotników) pokonać Rosję. Jedynie kosztem droższego ogrzewania, gazu, czy węgla.

Naprawdę ogromny szacunek dla Ukraińców, ich opór ma kolosalne znaczenie dla naszego bezpieczeństwa w przyszłości. Bo oczywiście sojusze międzynarodowe są bardzo ważne. I może dzięki nim nigdy do ataku na Polskę nie dojdzie, może sojusznicy wywiążą się ze zobowiązań. Ale wiemy, że dokładnie z tymi samymi państwami – Wielką Brytanią, Francją, byliśmy w sojuszu w 1939 roku, one zresztą po ataku na Polskę wypowiedziały wojnę III Rzeszy. Ale nam nie pomogły. I nie mamy gwarancji, że na przykład za półtorej dekady nie zmienią się władze u naszych sojuszników. Przejmą stery ludzie, którzy uznają, że Polskę bronić należy, ale tylko do linii Wisły, bo dalej chcą podzielić sobie strefy wpływów w Europie. Oczywiście teraz nieco przesadzam, ale wyolbrzymiam to celowo, by ukazać wagę problemu.

To, że Ukraińcy dziś, dzięki obronie, osłabiają zdolność Rosji do zaatakowania nas sprawia, że wsparcie Ukrainy jest dziś naszym także patriotycznym obowiązkiem. I rzecz znamienna – gdy osiem lat temu jeździłem na Majdan, wielu moich znajomych mówiło, że nie należy tego robić. Jeden twierdził, że nie da i szalika, dopóki Ukraińcy nie przeproszą za Wołyń. Teraz ten człowiek sam pomaga Ukrainie, podobnie jak niemal wszyscy wcześniejsi przeciwnicy wspierania Kijowa. Nie stali się może proukraińscy. Ale rozumieją, że obrona Ukrainy przed Rosją jest w naszym interesie. A każdy kto mówi inaczej albo kompletnie nie rozumie polityki międzynarodowej, albo jest – świadomie lub nie – zaprogramowany przez rosyjską propagandę.

Od lat cieniem na wzajemnych stosunkach kładzie się jednak temat zbrodni wołyńskiej. Tu szans na porozumienie za bardzo nie widać?

Żeby było jasne – ja też uważam, że zbrodnia wołyńska jest nierozliczona. I Ukraińcy muszą się zdobyć na to, by to rozliczyć, zdobyć się na przeprosiny. I o ile w czasie Majdanu sam mówiłem, że nie jest to czas na rozliczanie Wołynia, tak potem tego czasu było bardzo dużo. Niestety prezydent Poroszenko poszedł w zupełnie innym kierunku. Trudno, by o Wołyniu obecne władze mówiły mówić teraz, w najgorętszym momencie wojny. Ale za rok będzie 80-ta rocznica. Mam nadzieję, że Ukraina będzie wolna. I, że wreszcie będzie klimat, do poważnej rozmowy o przeszłości.

Wróćmy do współczesnych relacji. Doszło niedawno do przestępstw z udziałem Ukraińców wobec Polaków i ataków Polaków na Ukraińców. Z drugiej strony niektóre sprawy są nagłaśniane przesadnie, albo wręcz dochodzi do przekłamań. Na przykład po zabójstwie na Nowym Świecie w Warszawie pojawiły się fake newsy, że zbrodni dokonał rzekomo Ukrainiec. Potem okazało się, że zabójcami byli Polacy. Jednak do przestępstw z udziałem migrantów dochodzi. Pytanie, czy mamy stosować się do zasad politycznej poprawności i nie pisać o przestępstwach, albo pomijać narodowość sprawców, czy jednak po prostu pisać jak jest, zgodnie z zasadą, że jedynie prawda nas wyzwoli?

Przede wszystkim musimy mieć świadomość, że jeśli mamy 2 miliony uchodźców – mówię o tych, którzy zdecydowali się zostać – i dajmy na to większość to ludzie uczciwi, ale jeden promil to chuligani i rozmaitej maści przestępcy – to już ten promil daje nam liczbę w tysiącach. To ciekawy temat do socjologicznych analiz. Pewien poziom autocenzury można wprowadzić. Nie chodzi o kłamstwo. Ale naprawdę nie ma większego znaczenia, czy ktoś, kto na przykład wybił szybę, pomazał przystanek, jest Polakiem, czy Ukraińcem.

Co innego w przypadku poważniejszych przestępstw – zabójstw, czy brutalnych pobić. Wtedy opisać to trzeba. Ale też istotne jest, czy na przykład Ukrainiec zabił Polaka z przyczyn narodowościowych, czy może było to normalne przestępstwo o charakterze kryminalnym. To trzeba rozeznawać. Nie unikać prawdy, ale pamiętać, że to nasza wojna. Wsparcie Ukrainy jest w naszym interesie. A powielanie fake newsów jest wodą na młyn kremlowskiej propagandy.

Przeczytaj też:


Lubię to! Skomentuj65 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo