Mobilizacja w Rosji nie dla zwycięstwa w wojnie. Generał wskazuje prawdziwy cel

Zniszczony rosyjski system rakietowy. Fot. PAP/Mykola Kalyeniak
Zniszczony rosyjski system rakietowy. Fot. PAP/Mykola Kalyeniak
Nawet, gdy uda się Rosjanom zmobilizować 150 tysięcy nowych żołnierzy, to trzeba tych ludzi przeszkolić i wyposażyć w sprzęt. To zajmie miesiące, chyba, że na front rzuci się mięso armatnie – mówi Salonowi 24 generał Mieczysław Bieniek, były dowódca wielonarodowej dywizji w Iraku i były zastępca dowódcy strategicznego NATO.

Prezydent Rosji Władimir Putin ogłosił tzw. częściową mobilizację. Powołanych do armii ma zostać aż 300 tysięcy ludzi. W całej Rosji wybuchły z tego powodu protesty, podpalono centra rekrutacyjne. Ale mobilizacja jest faktem. Jaki wpływ może mieć to na dalszy przebieg wojny?

Gen. Mieczysław Bieniek: Po pierwsze: mobilizacja jest procesem. To nie jest tak, że naciśnie się guzik i nagle powoła kilkaset tysięcy ludzi. I jeśli Rosjanie powołają do końca roku 150 tysięcy żołnierzy, to będzie to sukces. Oczywiście, zasoby mobilizacyjne Rosji są olbrzymie, ale centra mobilizacyjno-rekrutacyjne znajdują się w poszczególnych regionach, a Putin zrzucił odpowiedzialność za mobilizację na gubernatorów. Oni nie mają odpowiednich narzędzi.

Wspomniane centra dysponują skatalogowanymi zasobami. Problem w tym, że w ostatnich dniach wiele tych centrów się spaliło. Tych katalogów może już nie być, a znając Rosję - w wielu przypadkach nie były one zdigitalizowane. A więc to kolejny problem. Załóżmy, że uda się 150 tysięcy żołnierzy powołać do końca roku, przecież trzeba ich będzie przeszkolić.

Przeczytaj też:

Bunt Rosjan przeciwko wojnie i Putinowi. Protesty na ulicach, ucieczki z kraju

Jednak tu nie trafią do armii całkiem niedoświadczeni ludzie, mają to być rezerwiści, którzy szkolenie wojskowe już przeszli?

Putin zapowiedział powołanie ludzi, którzy mają już jakieś doświadczenie. To ułatwia sprawę w tym sensie, że nie trzeba ich szkolić do konkretnych specjalności, bo je już mają: na przykład czołgista, działonowy, saper. Ale niezależnie od tego, trzeba zmobilizowanych będzie zebrać w jakimś centrum szkolenia i przygotować  do pójścia na front. To zajmie pewien czas. Trzeba ich wyposażyć w sprzęt, ponieważ część powołanych zacznie uzupełniać straty osobowe, ale też, by stworzyć zupełnie nowe jednostki.

Sprzęt jest zakonserwowany w magazynach. On wymaga remontu, uzupełnienia brakujących części. To cały proces! I ostatnia, bardzo istotna rzecz – kto tych ludzi będzie szkolił? Bo centra szkoleniowe są opróżnione. Instruktorzy albo przebywają na polu bitwy, albo ich nie ma, bo już dawno opuścili armię, bądź nawet wyjechali z Rosji. Biorąc to pod uwagę, a także słabość logistyczną rosyjskiej armii i całej Rosji, to proces mobilizacji potrwa miesiącami. No, chyba, że ludzie ci zostaną potraktowani jako typowe mięso armatnie i zostaną rzuceni na front bez żadnego przygotowania. Liczba tych ludzi robi ogromne wrażenie. Moim zdaniem chodzi o utrzymanie pozycji, przy jednoczesnym rażeniu Ukrainy pociskami dalekiego zasięgu, na czym cierpi głównie ludność cywilna.

Czyli celem tej mobilizacji nie jest już osiągnięcie zwycięstwa w wojnie, ale zachowanie tych terenów, które Rosja zagarnęła od Ukrainy?

Dokładnie, o to chodzi. Rosjanie chcą uniknąć kompromitacji, jaka miała miejsce w Charkowie.

Putin w orędziu powtórzył groźby użycia broni atomowej. Wprawdzie większość obserwatorów twierdzi, że to blef, a brytyjskie tabloidy zastanawiają się nawet, czy rosyjski potencjał nuklearny działa. Zakładając, że tak - czy przyparty do muru rosyjski dyktator może użyć broni jądrowej?

Retoryka polegająca na groźbie użycia broni nuklearnej była stosowana od początku. Teraz Putin szermuje nią w drugą stronę, jakoby rzekomo Zachód grozi bronią jądrową. Nie sądzę, by prezydent Rosji - nawet przyparty do muru - zdecydował się na taki krok. Celów i tak by nie osiągnął. A wywołałoby to wściekłość już całego świata. Sądzę, że nawet otoczenie Putina nie wyrazi na to zgody. A to otoczenie jest wpływowe jeśli chodzi o aspekty bezpieczeństwa i armii. Dlatego jestem niemal pewien, że broń nuklearna nie zostanie użyta. W przeciwnym wypadku byłaby to bardzo zła wróżba dla samego Putina.

Przeczytaj też:

Amerykański generał ostrzega Putina. USA odpowiedzą, jeśli ten użyje broni nuklearnej

Koktajle Mołotowa wyrażają niezadowolenie. Ataki po ogłoszeniu mobilizacji w Rosji


Lubię to! Skomentuj29 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka