PiS rozmawia z Ardanowskim o powrocie do rządu. Ten stawia trudne warunki

Jan K. Ardanowski zbuntował się, gdy prezes Jarosław Kaczyński ogłosił "piątkę dla zwierząt".
Jan K. Ardanowski zbuntował się, gdy prezes Jarosław Kaczyński ogłosił "piątkę dla zwierząt".
Salon24.pl ustalił, że toczą się zaawansowane, ale też trudne rozmowy z Janem Krzysztofem Ardanowskim na temat jego powrotu na stanowisku ministra rolnictwa. Powodów takiej decyzji władz PiS jest kilka, ale poseł stawia warunki, które wygenerują spory m.in. z prezydentem Andrzejem Dudą i liderem Solidarnej Polski, Zbigniewem Ziobrą.

Ostatnie tygodnie nie są łatwe dla resortu rolnictwa, na co składa się wiele przyczyn. Ponad miesiąc temu został zdymisjonowany wiceminister Norbert Kaczmarczyk, który zorganizował huczne wesele, podczas którego reklamował ciągnik amerykańskiej firmy, a jego następca, też z Solidarnej Polski, Janusz Kowalski, nie ma dobrego wejścia. Nie dość, że w mediach oblał testy dziennikarzy z podstawowej wiedzy o rolnictwie, to okazało się, że jego asystent miał obiecywać rolnikom załatwienie ziemi pod dzierżawę. Problemów jest znacznie więcej. 

Kolejna katastrofa samolotu w Rosji. Su-30 wbił się prosto w dom

Paliwo dla "Krzykacza"

Innym przykładem jest sprawa - również opisana przez "Wirtualną Polskę" - posła Zbigniewa Ajchlera, który w głosowaniach w Sejmie wspiera PiS. Jego spółdzielnia rolna podpisała umowę na poddzierżawę 250 hektarów z państwowych zasobów. Przy przekazaniu ziemi pominięto procedury obowiązujące zwykłych rolników. Oprócz wesela, problemem Kaczmarczyka było też skorzystanie z prawnej furtki przez jego brata. Konrad Kaczmarczyk poddzierżawił 141 hektarów państwowej ziemi w małopolskiej gminie Kozłów, choć mieszka w innej gminie. Te kontrowersje wiążą się z KOWR, czyli Krajowym Ośrodkiem Wspierania Rolnictwa.

Nie tylko z tym nie radzi sobie urzędujący od roku minister rolnictwa, Henryk Kowalczyk. Wszystkie te sytuacje dają paliwo wyborcze Michałowi Kołodziejczakowi, liderowi AgroUnii, który ma mnóstwo okazji do punktowania władzy, szczególnie za politykę rolną. W zależności od sondaży, jego partia może liczyć na poparcie od 1 do ponad 5 proc., które gwarantuje wejście do Sejmu.

Nasi rozmówcy nazywają Kołodziejczaka "Krzykaczem z AgroUnii", ale PiS nie ma dobrej passy wśród rolników już od dwóch lat, czyli od czasu forsowania ustawy tzw. "piątki dla zwierząt". W wyborach parlamentarnych w 2019 roku Prawo i Sprawiedliwość mogło liczyć na wsi na 57 proc. Według CBOS, teraz poparcie sięga najwyżej 40 proc.

Kolejny kłopot to pieniądze. "Doczekaliśmy się wreszcie decyzji o uruchomieniu środków w ramach KPO" - brzmiał fragment listu ministra Kowalczyka do sołtysek i sołtysów. Chwalił w nim rząd i zachęcał rolników do składania wniosków o dofinansowanie. To było w sierpniu, ale pieniędzy z KPO wciąż nie ma i nie zanosi się aby kiedykolwiek były. 

Kaczyński ostro o Koalicji Obywatelskiej: To w istocie "formacja niemiecka"

Jak trwoga, to do… Ardanowskiego

Mimo starań, Kowalczyk nie odzyskał dla PiS zaufania wsi. Na początku października mówił o tym w wywiadzie dla "Interii" właśnie Ardanowski: - Jest człowiekiem uczciwym i wsparłem go w pierwszych miesiącach, niejako użyczając mu swojego zaufania, którym wieś ciągle mnie darzy. Niestety, wydaje się, że mu się to nie udało. Nie wiem, czy problem tkwi w jego osobowości czy w rozlicznych problemach, które już za jego kadencji się pojawiły. Działania rządu są niespójne, a ich skutki odczuwa rolnictwo. Przypisywane jest to ministrowi rolnictwa, często niesłusznie, bo różne dziwolągi prawne powstają poza tym resortem. Nadzieja rolników była również związana z tym, że Kowalczyk został wicepremierem. Przekonanie wsi było oparte na właściwej logice - wicepremier powinien mieć większe możliwości. Tak się jednak nie stało. Owszem, udało się zapewnić pomoc jeśli chodzi o dopłaty do nawozów, ale moim zdaniem przyszłość rolnictwa nie powinna być oparta na wymyślaniu kolejnych dotacji. Większy udział w dochodzie rolnika musi być zapewniony z rynku. Z tego co produkuje i sprzedaje.

Aktualnie Ardanowski może z bezpiecznej pozycji oceniać działania władzy. We wrześniu 2020 roku został zawieszony przez prezesa Jarosława Kaczyńskiego za złamanie dyscypliny klubowej, głosując przeciwko wspomnianej "piątce dla zwierząt". Na początku października przestał pełnić funkcję ministra rolnictwa (był nim od połowy 2018 rok). Miesiąc później został przywrócony w prawach członka partii. Po reelekcji prezydent Andrzej Duda, z którym Ardanowski ma dobre relacje, powierzył mu pełnienie funkcji przewodniczącego powołanej wówczas Rady ds. Rolnictwa i Obszarów Wiejskich. 

Ukrył się w lesie, aby uniknąć mobilizacji wojskowej. Teraz opowiedział jak mu się żyje

Warunki Ardanowskiego

W dwóch niezależnych od siebie źródłach ustaliliśmy, że trwają zaawansowane rozmowy władz PiS z Ardanowskim. Motywacją są nie tylko wydarzenia, o których pisaliśmy na początku, ale też - jak słyszymy w obozie władzy - problemy zdrowotne ministra Kowalczyka. Jakie atuty ma poseł Ardanowski? Jest trybunem ludowym, który - jak sam zauważa - ma wciąż duży szacunek i zaufanie rolników. Nierzadko potrafił się z nimi konfrontować i rozmawiać nie z pozycji ministra, tylko człowieka równego im. Jest po prostu "swój". Jako szef resortu rolnictwa był sprawny, dbał o interesy wsi, ale też - jak podkreślają nasi rozmówcy - umiał sobie radzić z "Krzykaczem z AgroUnii". Wtedy Kołodziejczak i jego partia nie mieli tak dobrych notowań, nie było o nich tak głośno jak obecnie. DALSZA CZĘŚĆ ARTYKUŁU NA NASTĘPNEJ STRONIE 

Lubię to! Skomentuj67 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka