Mało kto spodziewał się, że wieczorny live Kanału Sportowego na żywo z Arłamowa wywoła aż takie emocje. Internauci na czacie bombardowali dziennikarzy sportowych Mateusza Borka, Tomasza Smokowskiego i Michała Pola pytaniami o projekt i konflikt z Krzysztofem Stanowskim. Ten ostatni kilka tygodni temu ogłosił, że odchodzi z projektu, założonego w 2020 roku.
- Nie ma tu drugiego dna, Stan uznał, że jest zbyt duży i poszedł w swoją stronę - powiedział Pol. Do głosu doszedł wyraźnie poirytowany Borek, który nie mógł zrozumieć zachowania biznesowego partnera.
Borek krytykował Stanowskiego. Bardzo mocno
- Kim jest dla Kanału Sportowego jest dzisiaj Krzysztof Stanowski, żebyśmy kilkadziesiąt minut o nim rozmawiali? - pytał. Ale sam rozwinął temat odejścia Stanowskiego z firmy.
- Kiedy cztery lata temu siedzieliśmy wspólnie w restauracji, to ja wiem, kim on był i gdzie był w swojej przygodzie zawodowej. (...) Nie chcę dyskutować o kimś, kto nie dotrzymuje pewnych słów i ustaleń. Dla mnie podanie ręki jest ważniejsze od tego, co jest na papierze - oznajmił Borek. Zarzucił Stanowskiemu, że umowa spółki jest tak skonstruowana, że papiery dla naszej spółki przygotowywała kancelaria, do której dzisiaj z perspektywy czasu mam bardzo dużo zarzutów. Wydaje mi się, że po konsultacji z moimi adwokatami, będę chciał się pewnymi rzeczami zająć - ocenił komentator piłkarski.
- Dzisiaj z perspektywy czasu mam wrażenie, że kancelaria, która tworzyła papiery spółkowe (…) zabezpieczające naszą czwórkę, stworzyła dokument nie do końca zabezpieczający interesy spółki, a raczej dający możliwości jednemu członkowi tej spółki, żeby zrobił co zechce, w jakimkolwiek momencie, bez większych konsekwencji - wypalił Borek. Chodzi o to, że nad umową pochyliła się firma Bogusława Leśnodorskiego, przyjaciela Stanowskiego, a udziałowcem spółki jako czwarty jest nie Stanowski, a Weszło TV, kierowana przez "Stana".
- Tak naprawdę żaden z nas dzisiaj nie wie, kto jest akcjonariuszem spółki Weszło TV, kto wyłożył na to pieniądze, albo jakie są układy między Krzyśkiem, a każdą inną osobą fizyczną w tej spółce. Uważam, że pieniądze i biznes lubią ciszę. Naprawdę, byłoby rozsądniej i normalniej, żebyśmy parę rzeczy załatwiali tak, jak się to załatwia w biznesie, a nie ogłaszali w sieci, że we wtorek prawdopodobnie podpisuję umowę o sprzedaży udziałów i za chwilę nie będę miał nic wspólnego z Kanałem Sportowym - irytował się Borek. Za "dziecinadę" dziennikarz uznał usuwanie z profili społecznościowych wzmianki o Kanale Sportowym przez Stanowskiego.
Poszło też o Tuska
Komentator TVP Sport i Viaplay stwierdził też, że Stanowski nagrał z Mazurkiem program, który nie został wyemitowany w sobotę 14 października z powodu ciszy wyborczej. Nie tylko jednak dlatego. - Tam padały różne treści o Tusku co "leży i kwiczy" i nie tylko. Ja byłem za tym, że jeśli ktoś wziął odpowiedzialność za ten materiał, jeśli ktoś za ten materiał zarobił pieniądze, to dlaczego tego nie wyemitować? Powzięliśmy wspólną decyzję, bo u nas decydują głosowania. Przegrałem to głosowanie jeden do trzech - zwierzał się w programie na żywo Borek.
Stanowski szykuje odpowiedź
Co na to Stanowski? Zapewne szykuje ripostę. - Kłamanie na mój temat jest o tyle obarczone ryzykiem, że zawsze mogę powiedzieć prawdę - przekazał.
W dyskusji odniósł się też do zarzutu Borka o to, że program z Mazurkiem nie został wyemitowany z powodu ostrej oceny Tuska. - Został zablokowany, ponieważ odszedłem tego dnia. Pie....e o zawartości merytorycznej jest dla naiwniaków. Nigdy żaden program (czyjkolwiek) nie był analizowany pod kątem treści - odparł Stanowski.
Fot. Mateusz Borek i Krzysztof Stanowski/Youtube @Kanał Sportowy
GW







Komentarze
Pokaż komentarze (13)