Politycy PiS w budynku TVP przy ulicy Woronicza w Warszawie, 20 bm. Obecność polityków w siedzibie Telewizji Polskiej ma związek z przegłosowaną wczoraj uchwałą Sejmu, zapowiadającą zmiany, jakie w mediach publicznych chce przeprowadzić nowy rząd. (miwi)
Politycy PiS w budynku TVP przy ulicy Woronicza w Warszawie, 20 bm. Obecność polityków w siedzibie Telewizji Polskiej ma związek z przegłosowaną wczoraj uchwałą Sejmu, zapowiadającą zmiany, jakie w mediach publicznych chce przeprowadzić nowy rząd. (miwi)

„Koszmarna obłuda obrońców TVP. Myśleć trzeba było osiem lat temu”

Redakcja Redakcja Media Obserwuj temat Obserwuj notkę 274
Razi mnie ta koszmarna obłuda tych, którzy występują w obronie Polskiego Radia i Telewizji Polskiej. Krzyczących o wolności słowa, demokracji. W 2015 roku rząd PiS-u przerwał nagle kadencję prezesów Telewizji Polskiej i Polskiego Radia. A teraz państwo nagle się oburzają, że stosowane są jakieś dziwne metody. Trzeba było wtedy, osiem lat temu, pamiętać o praworządności, demokracji, przestrzeganiu procedur. A nie krzyczeć w sytuacji, w której traci władzę nad mediami publicznymi – mówi Jan Ordyński, publicysta, wieloletni dziennikarz TVP, wiceprzewodniczący Towarzystwa Dziennikarskiego.

Odwołani prezesi Polskiego Radia, Telewizji Polskiej i Polskiej Agencji Prasowej. Jak ocenia Pan to, co dzieje się wokół mediów publicznych?

Jan Ordyński:
Nie mam jeszcze pełnych informacji na temat tego, co dokładnie mister zrobił, na jakie konkretnie artykuły się powołał. Więc trudno mi się wypowiadać o samym sposobie dokonania zmiany. Natomiast nie ulega wątpliwości, że same zmiany są konieczne.


Prawo i Sprawiedliwość mocno krytykuje fakt, że Sejm wprowadza uchwałę, która nie ma mocy prawnej, że minister stosuje prawne kruczki, które zdaniem niektórych są wątpliwe, a opozycja wprost mówi, że to uderzenie w demokrację i praworządność.

Razi mnie ta koszmarna obłuda tych, którzy występują w obronie Polskiego Radia i Telewizji Polskiej. Krzyczących o wolności słowa, demokracji. Ja przypomnę, że w 2015 roku właśnie przy pomocy Ministra Skarbu Państwa i Rady Mediów Narodowych rząd PiS-u przerwał nagle kadencję prezesów Telewizji Polskiej – Janusza Daszczyńskiego i Polskiego Radia – Andrzeja Siezieniewskiego. A teraz państwo nagle się oburzają, że stosowane są jakieś dziwne metody. Trzeba było wtedy, osiem lat temu, pamiętać o praworządności, demokracji, przestrzeganiu procedur. A nie krzyczeć w sytuacji, w której traci władzę nad mediami publicznymi.

Czy nie jest jednak niepokojące, że Sejm podejmuje uchwałę, stosuje się jakieś triki, zamiast spróbować zrobić to transparentnie, przez ustawę, bez wątpliwości?

Przecież wiadomo, że PiS-owski prezydent Andrzej Duda taką ustawę by zablokował i na zmiany nigdy by się nie zgodził. Wiadomo też, że nie ma żadnych szans na to, żeby jakiekolwiek pozytywne zmiany nastąpiły w mediach publicznych pod dotychczasowym kierownictwem. Przez ostatnie dwa tygodnie nic się nie zmieniło. Obserwowałem i TVP i Polskie Radio 24, którego słucham z obowiązku, jako członek Rady Programowej Polskiego Radia. Nie wyciągnięto żadnych wniosków. Ci sami ludzie robili to samo. Dwa tygodnie temu wyemitowano program Resortowe Dzieci, gdzie szczuto na nieżyjących już Mariusza Waltera i Jana Wejcherta, czy w kolejnym odcinku na Adama Michnika i Helenę Łuczywo. Z kolei w Polskim Radiu 24 także bez ustanku był ten sam przekaz. Więc zmiany są niezbędne.

Nie oszukujmy się jednak – sytuacja w mediach publicznych nigdy nie była idealna, a teraz, gdy przejęte zostaną w atmosferze tak ostrego konfliktu, będzie duża pokusa, by służyły tym razem obecnej koalicji. Czy możliwe jest zbudowanie prawdziwie obiektywnych mediów publicznych, czy raczej jest ryzyko, że staną się one tubą, ale w drugą stronę?

Zgadzam się z jednym – nigdy sytuacja mediach publicznych nie była idealna, zresztą nikomu nie udało się chyba zachować dziedzictwa w tej kwestii. Jednak tak skrajnego upolitycznienia i służalczości wobec rządzących jak w ostatnich latach nie było nigdy. I nie w ostatnim 30-leciu polityka tak skrajnie atakowanego jak Donald Tusk. Zarzucano mu bycie zdrajcą, sprzedawczykiem. I robili to nie politycy, co jeszcze w ostrej dyskusji, choć naganne, może się zdarzyć, ale tak zwani dziennikarze.

n/z:  Politycy PiS w budynku TVP przy ulicy Woronicza w Warszawie, 20 bm. Obecność polityków w siedzibie Telewizji Polskiej ma związek z przegłosowaną wczoraj uchwałą Sejmu, zapowiadającą zmiany, jakie w mediach publicznych chce przeprowadzić nowy rząd. (miwi) PAP/Paweł Supernak

Czytaj dalej:

Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj274 Obserwuj notkę

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura