Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski odszedł we wtorek, 9 stycznia Fot. PAP/Albert Zawada
Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski odszedł we wtorek, 9 stycznia Fot. PAP/Albert Zawada

Wielka strata nie tylko dla Kościoła. "Ks. Isakowicz-Zaleski był wzorem kapłana"

Redakcja Redakcja Kościół Obserwuj temat Obserwuj notkę 23
Gdyby polski Kościół wyglądał i działał tak, jak ksiądz Isakowicz-Zaleski, podążył proponowaną przez niego drogą, to bylibyśmy w zupełnie innym miejscu. Prawdopodobnie Kościół byłby nadal Kościołem masowym, a zaczyna być niestety Kościołem mniejszości – mówi Salonowi 24 Przemysław Miśkiewicz, opozycjonista z okresu PRL, w latach 2006-2013 kierownik projektu badawczego Encyklopedia Solidarności, lider stowarzyszenia Pokolenie.

Wtorkowy poranek przyniósł smutną wiadomość - odszedł ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski. Jak wspomina Pan tę postać?

Przemysław Miśkiewicz: Naprawdę ciężko mi o tym mówić, jest mi bardzo przykro. Gdyby polski Kościół wyglądał i działał tak, jak ksiądz Isakowicz to bylibyśmy w zupełnie innym miejscu. Oczywiście były rzeczy, w których z ks. Tadeuszem się nie zgadzałem. Chociażby w czasie Majdanu w Kijowie mieliśmy inne spojrzenie na sprawy Ukrainy, relacje z tym państwem.

Gdy jednak wybuchła wojna pełnoskalowa, od razu przystąpił do pomocy ludziom, większych różnic między nami nie było. Natomiast we wszystkich innych sprawach, absolutnie zgadzaliśmy się we wszystkim. Był księdzem takim, jakim kapłan być powinien. Gdy pojawił się na karczmie piwnej z górnikami, to napił się piwa, porozmawiał. Wcześniej był genialnym księdzem antykomunistą, polskim Ormianinem – duchownym dwóch obrządków. Można o nim mówić tylko w samych superlatywach.

Była u Księdza cecha, traktowana przez jednych za wadę, przez innych zaletę – to bezkompromisowość?

Był wierny przekonaniom, ale też był otwarty na argumenty. Zawsze ich wysłuchał, bronił swoich racji, ale umiał przyjąć inne zdanie, jak ktoś miał rację, mógł go przekonać. Natomiast nigdy Ksiądz nie podchodził koniunkturalnie. Jeśli zmienił zdanie, to pod wpływem argumentów, a nie koniunktury. Trzeba pamiętać o działalności charytatywnej w fundacji Św. Brata Alberta. Pisał książki, w których przestrzegał przed degrengoladą, którą mamy teraz w Kościele. Ksiądz Tadeusz mówił jasno, że jeżeli Kościół się nie oczyści, jeżeli nie wyjaśni kwestii nadużyć seksualnych, pedofilii, to zacznie tracić na znaczeniu.


Za bezkompromisowość dostawał szereg kar kościelnych. Zwierzchnicy nie chcieli, żeby jego książki się ukazywały. A on twardo szedł do przodu i co ważne, nie kierowała nim żadna pycha. On uważał, że robi to nie dla siebie, ale dla innych. Nie chodziło o poklask, tylko o to, żeby służyć Kościołowi. Był fantastycznym opozycjonistą, przez „nieznanych sprawców” pobity jeszcze w latach 80., niezłomnym kapelanem środowisk niepodległościowych, ale przy tym wykazywał się niesamowitą aktywnością na wielu polach. Nie wiem, czy jest jeszcze inny kapłan, który podejmowałby tak wiele działań. To niepojęte jak wiele aktywności w jednym człowieku może się zmieścić.

Taką charakterystyczną rzeczą jest mówienie do dwojga uszu. Na przykład w sprawie Wołynia ksiądz Isakowicz twardo domagał się prawdy o zbrodni, pochówków Polaków tam pomordowanych, jednocześnie pomagał uchodźcom z Ukrainy, widział zagrożenie ze strony Rosji, krytykował dziwne, uległe wobec Rosji wypowiedzi papieża Franciszka. Prorosyjskości zarzucić mu nie można?

Absolutnie nie można. Pamiętam jak przyjeżdżał na karczmy piwne, prowadziliśmy długie rozmowy. Czasami się sprzeczaliśmy, on przyjmował argumenty. I był człowiekiem myślącym, absolutnie nie był antyukraiński. On chciał prawdy, uważał, że ona pomoże wszystkim, Ukraińcom, Polakom, a zaszkodzi Rosji. Niedawna wypowiedź Miedwiediewa o pogonieniu banderowców, gdyby Ukraina przyznała się do zbrodni z lat 40., nie miałaby żadnego znaczenia. Tak są nieliczne na szczęście grupy, które podnoszą temat Wołynia tylko po to, żeby kwestionować konieczność pomocy.

Brak rozliczenia tej zbrodni jest irytujący także dla ludzi pomagających Ukrainie. Ksiądz Isakowicz to rozumiał. O ile w 2014 roku w czasie Majdanu mieliśmy mocno odrębne zdania, tak od mniej więcej dwóch lat, od wybuchu pełnoskalowej wojny, widzieliśmy tę sytuację bardzo, bardzo podobnie.

Ksiądz Isakowicz-Zaleski domagał się oczyszczenia Kościoła, nie tylko w sprawie pedofilii i szerzej nadużyć seksualnych, wcześniej także rozliczenia przeszłości, ujawnił przypadki współpracy duchowych z komunistyczną bezpieką. Czy nie jest tak, że gdyby w latach 2005 – 2008 Kościół się oczyścił, problemy nadużyć seksualnych byłyby dziś znacznie mniejsze?

Nie tylko byłyby znacznie mniejsze, praktycznie w takiej formie w ogóle nie istniałyby. Byłyby jakieś pojedyncze przypadki, które gdzieś by tam nie zostały wyłapane. Gdyby Kościół poszedł drogą, którą sugerował ksiądz Isakowicz, bylibyśmy w zupełnie innym miejscu. Prawdopodobnie Kościół byłby nadal Kościołem masowym, a zaczyna być niestety Kościołem mniejszości. Gdyby większość księży była taka, jak ksiądz Tadeusz, tej sytuacji byśmy na pewno nie mieli.

Ksiądz Isakowicz-Zaleski krytykował też tak zwany sojusz ołtarza z tronem. Przy czym nie miało znaczenia, czy chodziło o zażyłość kardynała Stanisława Dziwisza z politykami PO czy arcybiskupa Marka Jędraszewskiego z politykami PiS.

Na pewno Ksiądz był człowiekiem prawym, miał swoje wartości, ale nie miał podejścia partyjnego. Opanował tę wyjątkową sztukę, żeby nigdy nie być po stronie jakiejś partii, tylko po stronie idei.

Źródło zdjęcia: Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski odszedł we wtorek, 9 stycznia Fot. PAP/Albert Zawada

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo