na zdjęciu: Zabrze - Władysława IV str. fot. Andrzej Otrębski - praca własna, CC BY-SA 4.0
na zdjęciu: Zabrze - Władysława IV str. fot. Andrzej Otrębski - praca własna, CC BY-SA 4.0

Jak prawica zaprzepaściła część elektoratu. "Ten spór świadczy o niedojrzałości"

Redakcja Redakcja Na weekend Obserwuj temat Obserwuj notkę 180
W Polsce mamy kilkanaście legalnie uznanych mniejszości narodowych ze swoimi językami. Zupełnym absurdem jest mówienie, że uznanie śląskiego za język jest niebezpieczne, bo to stoją za tym Niemcy. Śląski regionalizm jest konkurencją dla niemieckości Śląska i dla niemieckiej mniejszości. Tradycyjne wartości śląskie są jak najdalsze od lewicowych. Wartości rodzinne i wiara – to czysty konserwatyzm. Wobec tego przez to totalne niezrozumienie prawica oddała część elektoratu lewicy, straciła wręcz okazję, żeby zaistnieć – mówi Salonowi 24 Grzegorz Długi, prawnik, dyplomata, były konsul RP w Chicago i Waszyngtonie, w latach 2015 – 2019 poseł z województwa śląskiego.

Sejm przegłosował uznanie języka śląskiego jako osobnego języka regionalnego. Zdania językoznawców są tu podzielone. Natomiast część środowisk politycznych, głównie z prawej strony, bardzo się obawia, twierdzi, że hodujemy sobie wręcz nową mniejszość narodową, zagrażamy integralności Rzeczypospolitej. Jak Pan, jako dyplomata i prawnik, ale też poseł ziemi śląskiej i mieszkaniec regionu ocenia ten problem?

Grzegorz Długi: W sprawach czysto językoznawczych niech spierają się językoznawcy. Choć osobiście uważam, że język słowacki mniej różni się od czeskiego, niż śląski od polskiego, a stanowi osobny język. Natomiast w kwestiach prawnych i politycznych myślę, że doszło do ogromnej eskalacji stereotypów i budzenia demonów, a wszystko to formułowane jest głównie z perspektywy Warszawy. Bawi mnie, gdy ktoś straszy, że uznanie śląskiego za język regionalny rozbija Polskę. A już zupełnym absurdem jest mówienie, że to niebezpieczne, bo to Niemcy za tym stoją i tak dalej. Ci, którzy wygłaszają takie teorie, zapominają, że w Polsce jest działająca i prężna mniejszość niemiecka, która ma prawny status mniejszości narodowej. A język niemiecki ma status języka mniejszości, a to znaczy dużo więcej niż status języka regionalnego. W Polsce mamy zresztą kilkanaście legalnie uznanych mniejszości narodowych ze swoimi językami. A to właśnie Niemcom, z ich z punktu widzenia zależy na tym, żeby nie uznać języka śląskiego, bo śląski regionalizm jest konkurencją dla niemieckości Śląska i dla niemieckiej mniejszości. Język śląski jest językiem słowiańskim, a nie germańskim. Dla porównania język kaszubski od dawna jest prawnie językiem regionalnym i jakoś nie widzę, żeby Kaszubi nagle utworzyli własne państwo albo przyłączyli się do Niemiec, Szwecji, czy do Estonii, Litwy, czy Królewca. Ta sprawa języka regionalnego na Śląsku nie jest warta tej emocji, która została rozpętana. Już widzę ten hejt w komentarzach, ale moim zdaniem, jeśli Ślązacy czują taką potrzebę, to powinni otrzymać możliwość mówienia, jak chcą. A o to, czy to jest język, dialekt, czy gwara, niech się kłócą językoznawcy. Choć mi jest najbliżej do tych, którzy uważają, że jest to język, który jest w trakcie tworzenia się, na jego ostatnim etapie. Z drugiej strony jak wspomniałem, różnica między polskim a śląskim jest prawdopodobnie większa, niż między czeskim a słowackim, a słowacki jest odrębnym językiem. W Polsce język regionalny w niczym nie zagraża językowi polskiemu jako językowi oficjalnemu.

Skąd się więc biorą takie obawy niektórych środowisk?

Ten spór świadczy troszeczkę o niedojrzałości polskiej prawicy. Proszę zwrócić uwagę, że temat języka śląskiego został podchwycony i przejęty przez lewicę i to skrajną. I dziś głównie środowiska lewicowe opowiadają się za tym, żeby język śląski uznać za regionalny. W ten sposób chcą odbić prawicy te osoby (elektorat), które mają środowiskową i śląską świadomość. Jest to o tyle zabawne, że tradycyjne wartości śląskie są jak najdalsze od lewicowych. Dla Ślązaków święte były rodzina, wiara i Bóg – a religią z reguły katolicyzm, bo Ślązacy w większości są katolikami. Poza Śląskiem Cieszyńskim podział był taki, że Niemcy byli często ewangelikami, a Ślązacy katolikami. Obok wiary wartością na Śląsku były praca bez „kombinowania” no i też niepchanie się do władzy, do której wpychali się ci „obcy”. (Kutz nazywał to „śląską dupowatością”). Wartości rodzinne i wiara to nie są wartości lewicowe – to czysty konserwatyzm. Z tego powodu wśród Ślązaków (nie mylić z mieszkańcami Śląska) w wyborach przewagę miał PiS. Śląska tożsamość natomiast polegała na tym, że "ja jestem tutejszy” i trochę dystansowano się do "jestem Polakiem", "Niemcem", "Chińczykiem", czy kimkolwiek innym. Wobec tego przez to totalne niezrozumienie prawica oddała część elektoratu lewicy właśnie przez myślenie warszawskimi kategoriami, które są być może dobre dla Warszawy, ale niekoniecznie dla innych części Polski.

Polska prawica jednak jest tu jednoznaczna – mówi o zagrożeniu separatyzmem śląskim.

No i to właśnie dowodzi niezrozumienia problemu. Polska Prawica według mnie straciła wręcz okazję, żeby zaistnieć. Po pierwsze, patrząc na to czysto politycznie i socjologicznie, większość mieszkańców Śląska to nie są Ślązacy. Ludzie ze śląską tożsamością stanowią niewielką część mieszkańców regionu. Mówienie o separatyzmie, o oderwaniu części kraju od Polski, jest nieporozumieniem, to typowe strachy na Lachy. Efekt jakichś dawnych propagandowych działań, straszących niemieckim rewizjonizmem. Pojawiają się argumenty, że Ślązacy często wyjeżdżali do Niemiec. No tak, ale gdzie mieli wyjeżdżać za granicę, skoro tam mieli najbliżej, ich dziadkowie czy rodzice jako obywatele pruscy zapewniali ich prawo pobytu i równouprawnienie socjalne a standard życia w komunistycznej Polsce i Zachodnich Niemczech to była przepaść. Niedługo po upadku komunizmu te wyjazdy to już przeszłość. Mówienie o ekstremizmach to mocne nieporozumienie, strachy na Lachy. Trzeba też brać pod uwagę kontekst historyczny. Śląsk, nigdy nie znalazł się pod zaborami na skutek podboju. On został legalnie "dany" Czechom przez Kazimierza Wielkiego, potem po wojnie prusko-austriackiej wpadł w ręce Prus, czyli późniejszych Niemiec. Stąd pewna odrębność tego regionu. Można ubolewać, że na debacie o nim bardzo mocno ciąży niestety komunistyczne piętno propagandowe.

Tylko, że to wszystko dzieje się w czasie, gdy mamy do czynienia z dążeniami niepodległościowymi Szkocji i Katalonii, a na Śląsku obok normalnych partii politycznych działa Ruch Autonomii Śląska.

Ruch Autonomii Śląska nawet był u władzy na Śląsku. Jakoś nikt nie zauważył, żeby doszło do prób i działań separatystycznych. W przypadku RAŚ nazwa nawiązuje do krótkiej, rzeczywistej autonomii Śląska w okresie międzywojennym. Wtedy po serii powstań śląskich województwo miało sporą niezależność, odrębny status. Wtedy to było dobre i potrzebne, natomiast to teraz nie ma takiej potrzeby, bo w jakimś sensie, po wprowadzeniu samorządu terytorialnego autonomiczne jest każde województwo. Separatyzmu śląskiego w praktyce nie ma. Jednak tak, jak w całej Polsce, jest poparcie i dążenie do samorządności w możliwie wielu dziedzinach. Pozostały w Polsce różne przebrzmiałe strachy, które niektóre osoby próbują podsycać. Czasem śląskością, jako rzekomą przeciwwagą dla polskości straszą ludzie inteligentni i wykształceni w tym tacy, których cenię. Jak słyszę, co Rafał Ziemkiewicz, świetny pisarz, publicysta i erudyta mówi o Śląsku, to widzę, że kompletnie nie czuje regionu. To samo dotyczy bardzo przeze mnie szanowanego Roberta Gwiazdowskiego i pewnie setek innych. Czasami bym chciał, żeby jednak oni przyjechali na Śląsk, trochę pobyli, zapoznali się z tematem. Zobaczyliby, że nie ma problemu „śląskiego demona” w obecnej polityce, ale jest trochę sentymentu i poczucia krzywdy wśród Ślązaków.

Decyzja w sprawie należy do prezydenta. Pana zdaniem Andrzej Duda podpisze, czy zawetuje tę ustawę i jakie byłyby skutki polityczne takiego weta?

Wpływ polityczny będzie taki, że prawica straci około 50 tysięcy głosów na rzecz lewicy. Bo mniej więcej na tyle oceniam liczbę tych, dla których ten temat jest na tyle istotny, że decyduje o ich politycznych wyborach. Oczywiście osób, które poczuwają się do śląskiej tożsamości, jest znacznie więcej. Około pół miliona, może 600 tysięcy. Natomiast ludzie ci w większości, nawet jak weto prezydenta im się nie spodoba, nie zmienią w jego wyniku swych preferencji wyborczych. Natomiast jakieś 50 tysięcy może zmienić. Więc weto prezydenta kosztować będzie prawicę 50 tysięcy głosów. Co zrobi Andrzej Duda, zobaczymy. Na pewno zgoda na kolejny język regionalny wcale nie grozi ani integracji państwa polskiego, ani językowi polskiemu. Mówimy o języku regionalnym. Jego uznanie oznacza, że jak ktoś chce, to w szkole poza polskim będzie miał tą "godzinkę" śląskiego. Mówimy o rzeczy w kwestii politycznej marginalnej, która jednak pomoże uratować śląską kulturę i obyczaje. Robienie wokół tego wielkiej afery jest zupełnie niepotrzebne. Co ostatecznie zrobi prezydent, nie wiemy. Na razie są sygnały, że to zawetuje. Według mnie to nie będzie dobry pomysł, na pewno prawej stronie na Śląsku to się to nie przysłuży.

na zdjęciu: Zabrze - Władysława IV str. fot. Andrzej Otrębski - praca własna, CC BY-SA 4.0

Czytaj dalej: 

Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj180 Obserwuj notkę

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo