Trwają wzmożone kontrole prędkości Fot. Pixabay, zdj. ilustr.
Trwają wzmożone kontrole prędkości Fot. Pixabay, zdj. ilustr.

Wielkie kontrole prędkości w Polsce. Ekspert: bezpieczeństwo to tylko pretekst

Redakcja Redakcja Na weekend Obserwuj temat Obserwuj notkę 44
Takie wzmożone kontrole oczywiście spełniają cel, bo ludzie, we wszystkich mediach słyszą i czytają, że dziś wyjątkowo będzie kontrolowana prędkość. I na pewno będzie grupa kierowców, która zwolni. Jeśli jednak spojrzymy w to działanie w szczegółach, to okazuje się ono w rzeczywistości szalenie nieefektywne i mało skuteczne. Więc tak naprawdę to się niczym nie różni od zwykłych dni, poza tym, że ta PR-owska otoczka może robić pewne wrażenie na kierowcach – mówi Salonowi 24 Łukasz Zboralski, redaktor naczelny portalu BRD24.pl.

Policja w weekend zorganizowała akcję, w której wyrywkowo sprawdzana prędkość. Funkcjonariusze wypisują bardzo wiele mandatów, czasem jeden kierowca zapłaci dwa mandaty na odcinku kilku kilometrów, dostaje wysokie mandaty, traci prawo jazdy. Akcja niewątpliwie jest spektakularna. Pytanie, czy takie akcje czasowo organizowane mają w ogóle sens pod kątem bezpieczeństwa. Czy może powinny być zastąpione bardziej systemowymi działaniami?

Łukasz Zboralski:
Są to głównie akcje PR-owskie policji. I one oczywiście spełniają taki cel, bo ludzie, we wszystkich mediach słyszą i czytają, że dziś wyjątkowo będzie kontrolowana prędkość. I na pewno będzie grupa kierowców, która zwolni. Więc pod tym względem tego typu działania przynoszą jakiś skutek. Jeśli jednak spojrzymy w to działanie w szczegółach, to okazuje się ono w rzeczywistości szalenie nieefektywne i mało skuteczne. Wielokrotnie przeliczałem dane policji, przedstawiane na koniec takich akcji. I okazuje się, że jeden dwuosobowy patrol przez całą dobę trwania akcji w średnio przyłapuje pięciu kierowców przekraczających prędkość. Więc tak naprawdę to się niczym nie różni od zwykłych dni, poza tym, że ta PR-owska otoczka może robić pewne wrażenie na kierowcach.

Czyli akcja zupełnie niepotrzebna?

Nie do końca, bo oczywiście te akcje powinny się od czasu do czasu w przestrzeni medialnej pojawiać, natomiast my powinniśmy w Polsce rozwijać system automatycznego pomiaru prędkości. My mamy dzisiaj w porównaniu do krajów Europy Zachodniej 10proc. fotoradarów, które powinniśmy mieć, patrząc na naszą sieć drogową i jej liczbę w kilometrach. I wydaje się, że niestety w najbliższych latach nawet za pieniądze z KPO nie rozwiniemy tego do wystarczającego poziomu. I na lata utkniemy z takim nieefektywnym nadzorem policji, podczas gdy problem rozwiązać mogły automaty.

Istnieje przekonanie, że policjanci mają swoje ulubione miejsca kontroli, w których po prostu łatwiej złapać przekraczającego prędkość kierowcę, natomiast brak patroli w miejscach, w których dochodzi do największej liczby wypadków.

Argument, że policja staje tam, gdzie jest łatwo złapać kierowców, można łatwo odeprzeć. Jestem w stanie przyjąć każdy zakład i wyjść z radarem na każdej ulicy w Polsce i złapać kierowcę przekraczającego prędkość. Więc mówienie o tym, że policja staje w łatwych miejscach, jest trochę nieprawdziwe, bo wszędzie w Polsce kierowcy przekraczają dopuszczalne prędkości. Gdziekolwiek policja by nie stanęła, to może ich złapać. Z drugiej strony oczywiście jest trochę prawdy w tym, że albo policja powinna robić plany, takie mapy miejsc, w których dochodzi do wypadków, albo powinna powstać instytucja, która by w tym policję wyręczyła. Publikowałaby raporty w rejonie każdej powiatowej komendy, że w danym miejscu dochodzi do wypadków i związane to jest z przekraczaniem prędkości. I wtedy możemy celować takie narzędzie, jak pomiary prędkości w miejscach, w których dochodzi do wypadków z powodu nadmiernych prędkości. To ma najgłębszy sens. W praktyce wygląda to tak, że część komend zna takie miejsca i wie, że tam dochodzi do wypadków i policjanci przeprowadzają w nich kontrole. A część komend robi to na łapu-capu albo nie ma w ogóle takich planów. I myślę, że taki centralny system byłby potrzebny policji, żeby przynajmniej mieć rozeznanie w miejscach, gdzie z radarem naprawdę się staje po to, żeby zredukować liczbę wypadków. Co nie zmienia faktu, że czasami funkcjonariusze powinni pojawić się też w innych miejscach, żeby z kolei tam nie zaczęło dochodzić wypadków.

Przez lata mandat za przekroczenie prędkości traktowany był w społeczeństwie jako niegroźny wyskok. Kierowcy bardziej wyrzucali sobie, że dali się złapać, niż mieli świadomość, że przekroczenie prędkości może komuś szkodzić. Niektórzy brawurową akcją się wręcz szczycili. Czy nastawienie społeczne w tej kwestii się zmienia?

Myślę, że w Polsce po tym, jak mamy trochę urealnione kary za takie zachowania i grożą dosyć wysokie mandaty i punkty karne, to część kierowców ze strachu jeździ wolniej. I to było widać przez te ostatnie dwa lata, na przykład fotoradary rejestrowały o 30 proc. mniej naruszeń, czyli spadek o 1/3. Kierowcy ze strachu zwolnili, nie mam jednak w ogóle przekonania, że oni zwolnili, bo zrozumieli, dlaczego to jest złe. Spotykam się od kilku miesięcy z kierowcami, prowadząc kursy redukujące punkty karne. Rozmawiam z tymi ludźmi. Pokazuję im, co znaczy prędkość w samochodzie, dlaczego jej przekraczanie powoduje, że pakują się w kłopoty. Po co są wyznaczone ograniczenia prędkości. No i tu spotykam się z ludźmi, którzy mają prawo jazdy zaledwie parę lat, albo 30 lat i więcej. I system, w którym ich kształcono, nigdy nie wytłumaczył im, po co są ograniczenia prędkości, dlaczego z niektórymi prędkościami trzeba jeździć w niektórych miejscach i ich nie przekraczać, po co to wszystko jest. I już samo to nie skłania ich do tego, żeby trzymali się reguł, bo oni nie wiedzą, po co te reguły są. Po drugie, oni bardzo niewiele wiedzą o tym, jak zwiększanie prędkości wpływa na ich czas reakcji, na ich zdolność do zareagowania w jakichś sytuacjach, na ich widzenie, na ich tunelowania się widzenia. To jest głęboka nieświadomość polskich kierowców. Myślę, że ponad 90 procent ludzi w ogóle nie wie, dlaczego przekraczanie prędkości może narazić ich na kłopoty i dlaczego nie powinno się tego robić. To jest coś, co powinniśmy w Polsce natychmiast zmienić i przynajmniej przyszłych kierowców zacząć uczyć dobrze, żeby im tłumaczyć, po co to jest.

U wielu kierowców jest przeświadczenie, że jak jestem zapięty pasami i samochód jest wyposażony w kurtyny i poduszki powietrzne, to nic mi nie grozi niezależnie od prędkości.

Kierowcom, z którymi spotykam się na kursach, pokazuję nie tylko wykresy, dlaczego w mieście jest ograniczenie do 50 kilometrów na godzinę, ale też pokazuję im, że przy zderzeniach bocznych samochodów, a nieustąpienie pierwszeństwa jest najczęstszą przyczyną wypadków w Polsce, już przy prędkości 50 km na godzinę dzieją się dramatyczne rzeczy. A powyżej tej prędkości naprawdę śmiertelność jest już bardzo wysoka. To są też te wszystkie wypadki, kiedy się wypada z drogi i uderza w sztywną przeszkodę, w słup, czy w drzewo, bokiem samochodu. To naprawdę to, co udało nam się w samochodach przez 50 lat zrobić, czyli strefy zgniotu z przodu i pasy bezpieczeństwa, które są wciąż najbardziej ograniczającym ryzyko zgonu systemem biernego bezpieczeństwa, one przy zderzeniach czołowych trochę pomagają nas chronić przy trochę wyższej prędkości, ale też nie są to prędkości gigantyczne. Trzeba pamiętać o tym, że rozpędzając się do 100 km na godzinę, 90 km na godzinę, uderzając samochodem w sztywną przeszkodę albo przy takich prędkościach autostradowych, to w zasadzie prawie odbieramy sobie jakiejkolwiek szanse na przeżycie. To nie dlatego, że inżynieria jeszcze tam czegoś nie dała. Tutaj po prostu już nic więcej nie da się zrobić, ponieważ z biologicznego punktu widzenia zbudowani jesteśmy jako ludzie tak, a nie inaczej. Nawet jak mamy zapięte pasy i wszystkie systemy, to przeciążenia w przypadku zderzenia przy dużej prędkości są tak duże, że my jesteśmy w środku zgniatani, nam się wszystko w środku zgniata w organizmie. Myślę, że to jest coś, czego ludzie nie biorą pod uwagę. Kupując samochody, część ludzi zwraca już uwagę na gwiazdki bezpieczeństwa w testach Euro NCAP. Samochód ma najwyższe wskaźniki, jeśli chodzi o ochronę kierujących pasażerów. I ja tłumaczę kierowcom, przy jakich prędkościach te gwiazdki się uzyskuje. Na przykład zderzenie boczne odbywa się przy 29 km na godzinę. Jeśli samochód to zalicza w zderzeniach, to dostaje gwiazdkę za bezpieczeństwo. Zderzenia czołowe to jest około 50 km na godzinę. Myślę, że wśród kierowców to nie jest uświadomione, że te samochody są bezpieczne do takich poziomów. Że pasy w samochodzie, które chronią najbardziej, są homologowane do 50 km na godzinę. Powyżej tych prędkości one tak naprawdę już nie muszą spełniać swojego zadania, choć oczywiście warto je zawsze mieć zapięte.


Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj44 Obserwuj notkę

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo