Sytuacja mieszkańców zalanych miejscowości jest tragiczna tuż przed zimą. Reporterzy RMF FM udali się w ostatnich dniach do Kłodzka, Stronia Śląskiego, Lądka-Zdroju i Głuchołaz. Wszędzie ludzie narzekają, że zostali kompletnie zapomniani przez system. U nich wciąż ulice wyglądają tak, jakby toczyła się tam wojna. W Stroniu Śląskim nie brakuje śmieci, a nawet fragmentów zniszczonej karoserii samochodów.
Najgorsze jest jednak to, że wielu mieszkańców mieszka w doraźnych kontenerach. Mimo obietnic natychmiastowych wypłat rekompensat, według mediów w wielu miejscach nikt nie otrzymał obiecanych 100 tys. złotych na dofinansowanie na remont domów i 200 tys. zł na odbudowę. Dlatego powodzianie są załamani. Jedyne, co otrzymali na razie choćby mieszkańcy Lądka-Zdroju czy Stronia Śląskiego, to błyskawiczny zasiłek w wysokości 2 i 8 tys. złotych na przeżycie.
Powodzianie bez środków na odbudowę domów
- Te pieniądze są nam bardzo potrzebne, bo bez nich nie możemy ruszyć z pracami. Staramy się, jak możemy, wydaliśmy swoje oszczędności, ale to kropla w morzu potrzeb. Potrzeby są ogromne, musimy mieć materiały budowlane, musimy opłacić ekipy remontowe, musimy też wciąż osuszać budynek. Mało kto ma takie oszczędności, a idzie zima, chcemy zdążyć zamknąć budynek przed mrozami, w Stroniu Śląskim już zaczął padać śnieg. Nie mamy jednej ściany, nie możemy tego tak zostawić, bardzo prosimy o jak najszybsze rozpatrzenie tych wniosków - relacjonuje mieszkanka Lądka-Zdroju RMF FM.
- Zasypiam i liczę na co mi jeszcze starczy, co mogę zrobić, czy zdążę przed zimą, tak się nie da żyć - dramatycznie opowiada inna.
Na miejscach zalanych przez powódź nie ma już wolontariuszy, którzy mogliby pomóc przy remontach. Trzeba zatrudnić fachowców, a ci kosztują. Powodzianie nie mają środków na odbudowę. - Są ekipy, które robią na czarno, ludzie, którzy w ten sposób chcą sobie dorobić. Bywa, że oni mają czas. Tylko, że nie wystawiają faktur. A my musimy mieć każdy wydatek udokumentowany, aby później rozliczyć rządowe wsparcie, odszkodowania od ubezpieczyciela. I tu koło się zamyka - relacjonuje jeden z poszkodowanych przez żywioł.
Procedury trwają tygodniami
- Teraz nie mamy już środków, żeby dać jakieś tynki. Trzeba kupić zaprawę. Beton, żeby wylać tutaj, to ok. tysiąc złotych. My się liczymy ze złotówką, a co dopiero z tysiącem. Niech to przyspieszą. Tu jest prowincja, tu się zarabia 3,5-4 tys. Jeżeli tego nie przyspieszą, to ludzie będą cierpieć i to bardzo poważnie. Szliśmy na wybory, głosowaliśmy za nimi. A teraz widzę, że wszystko zawiesiło się w próżni. Polityka na tym polega, żeby poklepać po plecach i to wszystko, na tym się skończy - denerwuje się w RMF FM mieszkaniec Bodzanowa.
Taki sam wydźwięk jest w relacji TVP Wrocław. Zalani w ziemi kłodzkiej potwierdzają, że nie mają za co wyremontować swoich nieruchomości. - Tu na 140 złożonych wniosków o pomoc w wysokości 100 lub 200 tys. złotych wypłaconych zostało okrągłe zero. I to bardzo zła wiadomość. Bez pieniędzy od rządu powodzianie sobie nie poradzą - mówi dziennikarka.
Zator w samorządach z wypłatami dla powodzian
W materiale TVP Wrocław wojewoda dolnośląski Maciej Awiżeń potwierdza, że jest zator z wypłatami odszkodowań w wielu gminach, a samorządy trzeba naciskać, by coś zrobiły z tym ogromnym problemem.
- Musi być oszacowanie szkód, musi być kosztorys, musi być protokół zniszczeń – ten protokół, który przekazuje gmina jest sprawdzany przez komisję wojewódzką. Zachęcam wszystkie samorządy, aby takie wnioski składały, aby jak najszybciej uruchomić całą odbudowę - przypomniał wojewoda.
- Z powodu remontów bądź całkowitych zniszczeń domów swoje miejsca zamieszkania opuściło 1038 osób, z czego 452 osoby przebywają w obiektach turystycznych na koszt państwa, ale też innych obiektach. (...) Każdy, kto potrzebuje dachu nad głową otrzyma go - zapewnił Awiżeń.
Fot. Powódź zalała mieszkańców w województwach dolnośląskim, opolskim i śląskim/źródło: gmina Ustka
GW






Komentarze
Pokaż komentarze (229)