Koszty ogrzewania w mieszkaniach wzrosną. Szykuje się czarny scenariusz

Redakcja Redakcja Pieniądze Obserwuj temat Obserwuj notkę 50
Od 1 stycznia 2027 roku zakręcanie kaloryferów przestanie chronić domowe budżety przed rachunkami za ogrzewanie. Nowe regulacje prawne w budynkach wielorodzinnych sprawią, że żaden lokator nie uniknie opłat za ciepło. Zmiany wynikają z unijnej dyrektywy EED oraz znowelizowanych przepisów o efektywności energetycznej. Eksperci zapowiadają wzrost rachunków za ogrzewanie w mieszkaniach, porównując skalę podwyżek do czasów pandemii.

Z artykułu dowiesz się:

  • Dlaczego minimalna opłata za ogrzewanie wyniesie co najmniej 15 proc. kosztów zmiennych
  • Zarządcy muszą wymienić liczniki na urządzenia ze zdalnym odczytem. Sprawdź, do kiedy mają na to czas
  • Jakie kary grożą za brak dostosowania podzielników do nowych wymogów technicznych
  • Co dzieje się na giełdach energii i dlaczego eksperci ostrzegają przed powtórką z 2021 roku

Koniec zerowych rachunków za ciepło

Z początkiem 2027 roku wchodzą w życie nowe przepisy rozliczania kosztów ogrzewania w budynkach wielorodzinnych. Lokatorzy domów wielorodzinnych nie unikną już opłat za ciepło dzięki nowym regulacjom. O tym, że zakręcanie kaloryferów nic nie da w obliczu wchodzących zmian, informowaliśmy już wcześniej.

Nowe przepisy przewidują minimalną opłatę za ogrzewanie na poziomie co najmniej 15 proc. średnich kosztów zmiennych ogrzewania budynku. Nie jest to sztywna ogólnopolska kwota, a jej ostateczny wymiar zależy od zasad danej spółdzielni lub wspólnoty. Opłata ma uwzględniać tak zwaną temperaturę bazową, która według wytycznych wynosi zazwyczaj około 16 stopni Celsjusza.

Próg nie oznacza, że każdy lokal otrzyma identyczny rachunek. Wysokość opłaty będzie zależała od kosztów ogrzewania konkretnego budynku, stawek dostawcy energii oraz reguł przyjętych przez zarządcę. W praktyce rozliczenie będzie łączyć wskazania urządzeń z minimalnym kosztem ogrzania lokalu do temperatury wynikającej z przepisów technicznych.

W blokach ciepło przepływa między mieszkaniami przez ściany, stropy i instalacje grzewcze. Jeśli jeden lokal jest ogrzewany mocniej, część energii może przenikać do sąsiedniego, w którym grzejniki pozostają zakręcone. Koszty utrzymania temperatury w budynku nie rozkładają się więc wyłącznie według wskazań podzielnika w pojedynczym mieszkaniu. Minimalna opłata ma uwzględniać właśnie tę wspólną część zużycia.

Zdaniem eksperta obniżenie temperatury w budynku o 1 stopień przekłada się na oszczędności w zużyciu ciepła na poziomie 5–8 proc. – wskazał Mariusz Łubiński, prezes firmy Admus zajmującej się zarządzaniem nieruchomościami w rozmowie z portalem XYZ.  


Obowiązkowa wymiana liczników i wysokie kary

Właściciele i zarządcy muszą dostosować starsze liczniki i podzielniki do zdalnego odczytu przed końcem 2026 roku. Dotyczy to urządzeń zamontowanych przed 22 maja 2021 r. Wymóg ten wprowadzają unijne przepisy o efektywności energetycznej, w tym dyrektywa EED, oraz polska nowelizacja ustawy z kwietnia 2021 roku.

Obowiązek obejmuje również wodomierze ciepłej wody, jeśli nie pozwalają na zdalny odczyt. Urządzenia z taką funkcją eliminują konieczność wpuszczania pracownika do mieszkania, by spisał ich stan. Wstępne szacunki wskazują, że koszt kompleksowej wymiany liczników i podzielników może wynieść od 200 do 400 zł na mieszkanie. Za organizację i finansowanie modernizacji odpowiada właściciel lub zarządca budynku, czyli spółdzielnia albo wspólnota. Koszty mogą być pokrywane z funduszu remontowego lub opłat eksploatacyjnych, a więc pośrednio obciążą mieszkańców.

Zignorowanie obowiązku może mieć poważne konsekwencje. Za niedostosowanie budynku do wymagań zdalnego odczytu przewidziano grzywnę sięgającą 10 tys. zł. W skrajnych przypadkach możliwa jest również kara ograniczenia wolności. 


Giełdowy wstrząs na rynku energii 

Zmiany w rozliczaniu ogrzewania zbiegają się z napiętą sytuacją na rynkach energii. Bartłomiej Derski z serwisu WysokieNapiecie.pl ostrzegł, że rynek gazu i prądu przypomina niemal idealną powtórkę czarnego scenariusza kryzysowego z jesieni 2021 roku. Podobieństwo dotyczy gwałtownych wzrostów cen, które mogą zwiększać koszty energii dla gospodarstw domowych.

We wrześniu 2026 r. średnia cena prądu na Rynku Dnia Następnego Towarowej Giełdy Energii wyniosła 666,68 zł/MWh. To o 83,02 zł/MWh więcej niż w sierpniu. Z kolei cena energii elektrycznej z dostawą na 2027 rok osiągnęła na początku września 538 zł/MWh. Utrzymanie trendu wzrostowego może przełożyć się na rachunki odbiorców, którzy nie korzystają z osłon.

Nie wszystkie dane wskazują jednak na taki sam poziom ryzyka w każdym kraju. Europejskie magazyny gazu były w październiku 2026 r. zapełnione w 65 proc., wobec ponad 82 proc. średniej dla tej pory roku z ostatnich pięciu lat. W Niemczech zapasy wynosiły 53,3 proc., podczas gdy polskie magazyny były zapełnione w 93,9 proc., czyli zawierały 34,60 TWh gazu.

Wiceprezes Orlenu Robert Soszyński zapowiedział, że spółka wystąpi do URE o podwyżkę taryfy, jeśli ceny gazu utrzymają się na obecnym poziomie lub będą dalej rosły. Decydujące mają być najbliższe trzy miesiące. Ostateczny wpływ giełdowych notowań na rachunki zależy między innymi od taryf zatwierdzanych przez regulatora oraz od tego, po jakich cenach dostawcy wcześniej zakontraktowali energię.

Prognoza kosztów ogrzewania na sezon 2026/2027 zależy od źródła ciepła, standardu energetycznego budynku, ceny jednostkowej ciepła oraz temperatur zewnętrznych. - Tempo odczuwania podwyżek zależy od polityki konkretnej wspólnoty lub spółdzielni oraz sposobu rozliczania kosztów. Nie ma jednolitych regulacji dotyczących ustalania zaliczek, dlatego część wspólnot reaguje natychmiast po otrzymaniu informacji o nowych taryfach i podnosi zaliczki jeszcze w trakcie sezonu. Inne czekają na rozliczenie półroczne lub roczne – mówi Mariusz Łubiński w XYZ.  

 

Fot. Grzejnik/East News

Red. 

Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj50 Obserwuj notkę

Komentarze

Pokaż komentarze (50)

Inne tematy w dziale Gospodarka