"Urokiem Warszawy jest jej rozpiętość kontrastów, która pozwala żyć temu wszystkiemu co tworzy rytm, tempo XX wieku, obok tego, co dziś jest sentymentalnym wspomnieniem Warszawy" - tak rozpoczyna się jeden z pierwszych filmowych reportaży o stolicy. Co sprawiało, że Warszawa była tak wyjątkowym miastem?
Codzienność w przedwojennej stolicy
Dwudziestolecie międzywojenne było okresem ogromnego zrywu w społeczeństwie. Stworzono konstytucję marcową, zbudowano społeczeństwo wielokulturowe i podjęto próby uprzemysłowienia kraju. Był to czas tworzenia systemu szkół, radia, prasy, kultu literatury oraz czerpania pełnymi garściami z życia towarzyskiego.
Jak wyglądało życie Warszawiaka? Jeśli pracował on w przemyśle mógł liczyć na średnią tygodniową pensję w wysokości 37 zł. (stan na rok 1937 ), zaś pensje pracowników umysłowych w warszawskim ratuszu wynosiły: od 150 – 250 zł., przy czym pensja prezydenta miasta wynosiła 3344 zł .
Głowa 4- osobowej rodziny musiała średnio wydać 6,41 zł dziennie, w tym m.in. żywność 2,67 zł, opał i światło 0,51 zł, mieszkanie 0,97 zł, odzież i obuwie 1,30 zł.
Zaopatrzeni w wypłaty Warszawiacy udawali się do sklepu albo na targ. W przedwojennej Warszawie mogły to być np. Kercelak przy Lesznie, Hala Mirowska, Gościnny Dwór, Hala na Koszykach czy, popularny po praskiej stronie, Różyc. Za chleb żytni Warszawiacy płacili 0,35 zł/kg , za cukier – 1 zł/kg. Na bazar dojechać można było tramwajem za 20 groszy.
Rytuałem było także przeczytanie gazety codziennej, która kosztowała 15 gr. Na samym targu czy bazarze klienci spotykali się z niezwykłą uprzejmością handlarzy. Przedwojenni handlarze zwracali się do klientów np. "kochanieńka”, czy "złociutka”. Natomiast w sklepach i domach handlowych relacje z klientem były bardziej oficjalne. Od wejścia klient mógł być przywitany „szanowny panie”, "łaskawa pani”, czy "wielce wielmożny panie prezesie”. Obowiązkowo z ukłonem po pas.
Podróżowanie automobilem jeszcze długo po odzyskaniu niepodległości należało do rzadkości. W 1924 r. w całej Polsce doliczono się zaledwie 7,5 tys. pojazdów samochodowych.
Motocykle, tak popularne w końcu lat 30., zaraz po I wojnie można było policzyć na palcach. Intensywny ruch uliczny wyróżniał Warszawę dopiero pod koniec lat trzydziestych. Latem na ulice wyjeżdżały kabriolety, które poruszały się na dwóch trasach: Alejami Ujazdowskimi, Belwederską i Sobieskiego do Wilanowa oraz Wałem Miedzeszyńskim do Otwocka. Najwięcej było rowerów - na nowo budowanych szlakach komunikacyjnych już wtedy wytyczano pierwsze ścieżki, a na parkingach montowano specjalne stojaki na rowery.
Przedwojenni Warszawiacy mogli udać się także w podróż koleją. Choć w pierwszych latach II RP tabor polskich kolei nie imponował, to już przed II wojną sytuacja zmieniła się diametralnie. "Gwiazda północy” − pociąg pospieszny kursujący między Warszawą a Zemgale na granicy łotewskiej - odcinek Warszawa-Wilno (423 km) pokonywał w 5 godzin i 25 minut. Z Warszawy do Gdyni najchętniej jeżdżono "Strzałą Bałtyku” − podróż trwała 6 godzin i 35 minut. Licencyjna lux-torpeda mogła rozwijać nawet 120 km/godz. "Leci jak strzała i w półtorej godziny jesteśmy w Łodzi” - pisała w "Dziennikach” Maria Dąbrowska.
Życie towarzyskie w przedwojennej Warszawie
Przed wojną w stolicy funkcjonowało mnóstwo wyjątkowych restauracji i barów, a największą popularnością wśród gości cieszyły się tradycyjne potrawy kuchni polskiej. Do ulubionych dań obiadowych Warszawiaków należały kotlety de volaille, pieczeń wołowa z buraczkami, zrazy nelsońskie, kotlety cielęce, paprykarz cielęcy, rumsztyk oraz sandacz z rusztu. Chętnie jadano także takie potrawy jak wątróbka, serca wołowe, gulasz czy polędwica. Kuchnia łączyła w sobie zarówno dania mazowieckie, jak i wpływy kresowe, a nawet francuskie.
Niezależnie od stylu oraz cennika, każda restauracja musiała mieć w swoim menu klasyki, którymi zajadali się wszyscy, niezależnie od warstwy społecznej: prawdziwy hit, jakim był bigos, a także cynaderki, pierogi, fasolka po bretońsku oraz flaki. Wśród lokali "z wyższej półki” szczególną popularnością cieszyła się restauracja Simon i Stecki. Znajdowała się ona przy Krakowskim Przedmieściu i z pewnością nie należała do tanich miejsc. Bywały tam wyłącznie osoby ze "śmietanki towarzyskiej”.
W przedwojennej Warszawie królowały różnego rodzaju cukiernie. Szczególnym uznaniem cieszył się niejaki Gajewski, który według legend miejskich produkował największe i najbardziej bardziej imponujące pączki.
Jeśli chodzi o alkohole to najlepsza wódka pochodziła z Rektyfikacji Warszawskiej. Produkowano tam ok. 150 gatunków wódek, z których największym uznaniem i popularnością cieszyły się Wyborna, Chlebowa, Jeszcze Raz, Wystawowa, Żytniówka, Przeplatanka, Siwucha, Świtezianka, Starka oraz Stara Litewka. Piwo warzyła spółka Zjednoczone Browary Warszawskie – Haberbusch i Schiele. Jedynymi polskimi browarami, które mogły pochwalić się większą produkcją niż warszawska spółka, były browary w Tychach i Okocimiu. Słynny browar mieszczący się w Żywcu miał własną restaurację, która znajdowała się w Warszawie przy ulicy Marszałkowskiej.
Najsłynniejszą w Warszawie kawiarnią - dancingiem była Adria. Pisano, że jest to lokal, którego "Warszawa i świat nie widziały". Na parterze mieściła się duża sala kawiarniana na 300 osób w stylu wiedeńskim z czytelnią gazet i coctail-barem. Sala oddzielona była żywopłotem z kwitnących kaktusów od ogrodu zimowego pod szklanym dachem.
W podziemiu gmachu zajmował dancing, którego największa sala mogła pomieścić 900 osób. Wygląd imponował. Stropy złocone, opierające się na marmurowych kolumnach. Bary, parkiety do tańca, w tym jeden obrotowy i podłoga w wielu miejscach wyłożona jednocentymetrową gumą, by goście nie potykali się w tańcu. Co ciekawe, lokal wyposażony był w... klimatyzację, pierwszą w całym mieście. Setki lamp i reflektorów oświetlały salę. Grały tam trzy orkiestry – argentyńska, jazz-bandowa i salonowa. Był tam też pierwszy w Warszawie bar amerykański, gdzie goście mogli spróbować np. cola-coli.
Warszawskie rozrywki i święta
Ważnym dniem dla Warszawiaków była niedziela. Mogli oni odetchnąć po tygodniu ciężkiej pracy. Zamknięte były m.in. sklepy czy zakłady fryzjerskie. Były jednak wyjątki w zakazie handlu. Mandatów nie dostawali np. handlarze kwiatami czy lemoniadą.
W niedzielę ludzie udawali się tłumnie na nabożeństwa. Po nich Warszawiacy udawali się na spacery do parków miejskich lub czekali na rejs parostatkiem. Życie nad Wisłą kwitło - w cieniu mostu Poniatowskiego plażowicze szukali wytchnienia od miejskiego zgiełku. U zbiegu Alej Jerozolimskich i Marszałkowskiej, w okolicy Dworca Wiedeńskiego, tętniło życie. Warszawiacy spędzali także czas w ogrodzie zoologicznym lub na Mazowieckiej. W znanej kawiarni Ziemiańska szykowne damy i eleganccy panowie tańczyli i bawili się w najlepsze. Warszawa pochwalić się mogła także lunaparkiem. Po zmroku stolicę rozświetlało tysiące neonów.
Jednym z ważniejszych świąt w kalendarium II RP było dwudziestolecie odzyskania niepodległości w 1938 r. W tym dniu trwały huczne uroczystości państwowe z okazji rocznicy odrodzenia się suwerennej Rzeczypospolitej.
Wideo: Kanał Youtube Przedwojenna Warszawa
KJ





Komentarze
Pokaż komentarze (51)