Parlament Europejski przyjął tzw. dyrektywę budynkową
W środę Parlament Europejski przyjął tzw. dyrektywę budynkową. Polega ona – w skrócie – na tym, żeby w niedalekiej przyszłości (po roku 2030) wszystkie (stare i nowe) budynki w Unii Europejskiej były nisko- (a najlepiej zero-) emisyjne. Brzmi niewinnie? Dla wielu może wręcz słusznie, bo przecież walka z ociepleniem klimatu i tak dalej.
Co jednak ta dyrektywa oznacza w praktyce? Ano oznacza bardzo wiele bardzo konkretnych rzeczy. Wyliczmy tylko kilka z nich. Jest kwestia kosztów – a właściwie tego, kto będzie je ponosił? Czy właściciele mieszkań i domów? Czy państwo? Czy jedni i drudzy? A jeśli tak, to wedle jakiego klucza? Jak sprawić, by nie skończyło się wywłaszczaniem uboższych ludzi z ich własności celem sprostania nowym normom? Albo faktyczną komasacją nieruchomości przez najsilniejszych i najbogatszych – na przykład w celach spekulacyjnych?
Zmniejszy się dostępność tanich mieszkań
Jest temat wpływu rozwiązań na ceny mieszkań czy domów. I nowych i starych. Narzekania na „mieszkaniowe ubóstwo” i „horrendalne ceny nieruchomości” nie znika przecież z naszej debaty publicznej od lat. Przeciwnie. Nawet przypadkowy przechodzień wie, że problem stale się pogłębia. Tak jest nie tylko w Polsce. Tak jest w całej Europie. Czy po wprowadzeniu konieczności nowych inwestycji w zeroemisyjność budynków ceny mieszkań pójdą w dół czy w górę? Nie trzeba mieć doktoratu z ekonomii ani wieloletniego doświadczenia w pośrednictwie nieruchomości, by bez trudu zrozumieć, że to drugie. Tak, konieczność szybkiego dopasowania europejskiego mieszkalnictwa do zeroemisyjności podniesie ceny nieruchomości i de facto zmniejszy dostępność tanich mieszkań. Tak to zadziała.
Jest problem już istniejących zobowiązań – na przykład polskie państwo od paru ładnych lat organizuje wymianę pieców węglowych na gazowe. Teraz zaś ma dokonać kombinacji piwota z saltem. I przystąpić do… wychodzenia z ogrzewania gazowego. I jeszcze trzeba to robić z uśmiechem. Żeby ludzie nie zaczęli się niepokoić, czy aby na pewno leci z nami pilot?
Jest wreszcie sprawa przymusowych ociepleń i termoizolacji. Jak to wpłynie na krajobraz naszych miast? Czy nie spaskudzi ich do reszty? Zmieniając na chybcika i po taniości starszej (i zwykle ładniejszej) architektury?
I tak dalej. I tak dalej. Problemów jest wiele. I te problemy rodzą obawy. Bardzo konkretne.
"Nie jesteś prawdziwym demokratą!"
Niestety autorzy zmian takich jak dyrektywa budynkowa zachowują się jak gdyby tych wszystkich obaw i zastrzeżeń nie było. To z resztą jest sprawdzony sposób dotychczasowego przepychania przez Brukselę kolejnych elementów Zielonego Ładu. Od samego początku (rok 2020) odbywa się on na zasadzie pełzającej rewolucji. Krytycy i przeciwnicy chcą podnosić swoje uwagi. Ale słyszą zazwyczaj, że to „nie ten moment”. Poczekajmy, to jeszcze nic ostatecznego. Potem zaś okazuje się, jest już… za późno. A na „konstruktywne uwagi” był czas w przeszłości. Bo przecież już wszyscy się zgodzili. Tak to działa.
Inny sposób radzenia sobie z oporem wobec kolejnych elementów Zielonego Ładu to przedstawianie krytyków jako wrogów. Wrogów planety, wrogów Europy, wrogów demokracji. Masz wątpliwości wobec słuszności snu o zeroemisyjności? Jesteś eurosceptykiem! Uważasz, że dyrektywa budynkowa jest bez sensu, bo nieruchomości odpowiadają za emisję ledwie 6 proc. całego CO2? Chyba nie kochasz matki natury i chcesz by ziemia spłonęła! Nie podoba ci się kształt Zielonego Ładu w rolnictwie? Nie jesteś prawdziwym demokratą! Taka to rozmowa toczy się tu od lat.
To jest generalny problem. I ten problem w ostatnich miesiącach coraz bardziej przekłada się na protesty społeczne. Zaczęli rolnicy. W Niemczech, we Francji, w Hiszpanii i w Polsce. Ale sprawa ma dalszy ciąg. Bo Zielony Ład zaczyna godzić w kolejne grupy społeczne. A ich niezadowolenie jest coraz bardziej widoczne w sondażach poparcia dla partii będących zapleczem obecnego liberalnego euroestabliszmentu.
Reakcją tych naszych unijnych elit mieszanka pozornych ruchów („tak, przyjrzymy się, wyjdziemy naprzeciw!”) z dokręcaniem śruby. Byle zdążyć przed czerwcowymi wyborami do Europarlamentu! Bo po nich przyzwyczajona do monopolu na sprawowanie władzy liberalna koalicja partii chadeckich, socjaldemokratycznych i liberalnych może już nie mieć większości.
Dlatego trzeba klepnąć co się da. Teraz i natychmiast.
Rafał Woś
Źródło zdjęcia: "Brukseli kończy się czas. A elity UE dobrze o tym wiedzą" Fot. PAP/EPA/RONALD WITTEK
Czytaj dalej:
- Kamiński i Wąsik kontratakują. Pokazali dane o zastosowaniu Pegasusa przez CBA
- Tusk ogłasza "nagły" szczyt Trójkąta Weimarskiego. "Wchodzi w bardzo trudną rolę"
- Ta sprawa powinna być zbadana na początku rządów PiS. Prezydent ma wielki żal
- Wygrał "Milionerów", internauci zdziwieni. Burza w sieci o pytanie finałowe teleturnieju





Komentarze
Pokaż komentarze (147)