W sierpniu 2003 roku, grupa harcerek i harcerzy ZHR z Kluczborka wybrała się po raz pierwszy do miasta Brzeżany na Kresach Wschodnich (ob. Tarnopolski, Ukraina) z misją ratowania polskich grobów na tamtejszym cmentarzu, ruin zamku i kościoła katolickiego. Wyprawa, jakiej się podjęliśmy była dla wielu z nas wyjazdem marzeń. Z opowiadań naszych najbliższych wielu z nas wiedziało, że na obecnej Ukrainie a byłych Kresach południowo -wschodnich pozostały nasze rodzinne kolebki, rodzinne groby, które nie były odwiedzane od około 60.lat. Wiedzieliśmy, że nie jesteśmy w stanie odwiedzić swych rodzinnych stron, mieliśmy nadzieję, tym wyjazdem oddać cześć naszym przodkom pozostawionym kiedyś na Kresach. Wierzyliśmy, że Brzeżany pozwolą nam bliżej poznać nasze rodzinne „gniazdo”.
Z opowiadań miłośnika Brzeżan Witolda Golińskiego (kluczborskiego nauczyciela) wiedzieliśmy, że Brzeżany to bardzo interesujące miejsce. Miasto wspaniałych zabytków, dialogu kulturowego, wyznaniowego i gospodarczego. Miasto, które zrodziło wielu wspaniałych Polaków, byli to: Hetman Koronny Mikołaj Sieniawski, Marszałek Edward Rydz- Śmigły, Jan Antoni Błaszkiewicz, Aleksander Brückner…
Nasze wyobrażenia szybko runęły, gdy po wielu trudach i znojach przekraczania granicy polsko – ukraińskiej, przybyliśmy na miejsce. Otóż, gdy tyko pojawiliśmy się w zamku pełni werwy do pracy, zastaliśmy tam ruiny, a w kaplicy Sieniawskich nielegalny szalet. Po krótkiej naradzie zdecydowaliśmy się wysprzątać kaplicę z ludzkich odchodów, śmieci, itp. W trakcie naszej pracy postanowiliśmy też odbudować mur otaczający zamek, tak aby już mieszkańcy Brzeżan „nie załatwiali swych potrzeb” na terenie kaplicy. Zajęliśmy się także sprzątaniem placu zamkowego. Harcerki udały się do pracy na cmentarzu, tam wykonywały ciężką pracę w słońcu, usuwając krzewy i trawy wokół polskich grobów. Wracają pod wieczór „z wolontariackiej pracy”, zwiedzaliśmy miasto. Zachwyciły nas historie tego miasta. Ciekawa jest legenda powstania rzeźby Pana Jezusa wykonanej w skale przez młodziutkiego Rydza Śmigłego. Wzrusza także opowieść o Matce Boskiej, której wizerunek do dziś widnieje na ruinach kościoła ormiańskiego. Dowiedzieliśmy się, że Ormianie poprosili młodziutkiego Rydza (wówczas studenta Akademii Sztuk Pięknych), aby namalował na ich kościele Matkę Boską. Ten zlecenie przyjął i wykonał, jednak po miesiącu Ormianie zorientowali się, że malunek Matki Boskiej ma twarz narzeczonej Rydza. Historia zakończyła się prawie skandalem, Rydz musiał przemalować swe dzieło.
Podczas naszych prac odwiedzało nas wielu przyjaciół Ukraińców- mieszkańców Brzeżan, którzy myśleli, że szukamy jakiś skarbów, nie mogli uwierzyć w to, że taką pracę wykonujemy bez wynagrodzenia i bezinteresownie poświęcamy swój wolny wakacyjny czas. W ich języku „praca za darmo” brzmi „pracujesz za durno”. Na zamku przez 2 dni pracowała z nami młodzież ormiańska. Po około tygodniu pracy udało nam się doprowadzić cmentarz i zamek do ogólnego porządku czym zainteresowały się władze miasta, które nam za nią podziękowały.
Teraz przyszedł czas sprawdzić, czy to, o czym pisali poeci, pisarze, jest prawdą…
„Słucham i patrzę, oddycham i chodzę, I nie ma zachwyt mój granic i końca! wszystko jest jasne! Wszak nawet cień w drodze. Jest synem blasku: pochodzi ze słońca.” – tak napisał o ziemi kresowej Kazimierz Wierzyński.
I my chcieliśmy popatrzeć, pooddychać i pochodzić po dawnych bohaterskich, kresowych stanicach. Pojechaliśmy do Chocimia, Kamieńca Podolskiego…
Gdy wyjeżdżaliśmy z Brzeżan Władze Miasta obiecały nam, że będą dbały o porządek na zamku, kaplicy i cmentarzu, pożegnaliśmy się serdecznie, życząc sobie: „do pobaczenia w przyszłym roku”. Gdy wracaliśmy do domu, zastanawialiśmy się czy uda nam się wrócić do Brzeżan za rok…
P. S. Udało się… Przyjechaliśmy do Brzeżan w sierpniu 2004r. i nie mogliśmy uwierzyć własnym oczom: plac zamkowy był wysprzątany, podobnie kaplica. Podszedł do mnie zamkowy stróż i opowiedział, że przez cały rok młodzież i ludzie dorośli „załatwiali swe potrzeby starym zwyczajem w kaplicy i śmiecili na placu zamkowym”. I pewnie byłoby tak dalej, gdyby nie Mer miasta, który dowiedział, że przyjeżdżamy i kazał posprzątać na placu zamkowym i w kaplicy. Można by powiedzieć: sytuacja beznadziejna, jednak my cieszyliśmy się z tego, że tak mobilizująco na tę społeczność lokalną, zadział przyjazd paru zapalonych skautów.:)
Hm. Leszek Krzyżanowski




Komentarze
Pokaż komentarze