44 obserwujących
213 notek
287k odsłon
2824 odsłony

Po wyborach. Radość z odzyskanego śmietnika

Wykop Skomentuj204


    Powinien być mocniejszy tytuł. Ten Kaden-Bandrowskiego z roku 1918 „śmietnikiem” określał to, co pozostało z I RP po 123 latach zaborów. Radość naszych przodków była jednak uzasadniona, a śmietnik nie taki straszny, skoro dało się go nie tylko posprzątać, ale i tak „użyźnić”, by zaowocował licznymi sukcesami i niezwykłym pokoleniem wychowanym w wolnej Polsce.
    Dziś radość, to tylko poczucie ulgi. Uniknęliśmy najgorszego – powrotu do jawnie niepolskiej polityki, do roli kondominium, do polityki bez wstydu, czy choćby lekkiego zakłopotania. Rządy Prawa i Sprawiedliwości przynajmniej ten proces zwasalizowania wyraźnie opóźniają. Niektórzy powiedzą, że raczej przesuwają i też będą mieli rację. Ale „przesunięcie”, to jednak pewne opóźnienie, a więc  zyskanie czasu na wzmocnienie gospodarcze, społeczne i militarne tak, byśmy mogli stać się państwem bardziej suwerennym. 
    Czy tak się stanie? Wątpię. PiS został wzięty w obcęgi. Trzymane w uchwycie przez Gowina z jednej strony, z drugiej przez Ziobrę. Groźniejszy jest Gowin, bo Solidarna Polska Ziobry to w gruncie rzeczy PiS bis. Ale Gowin, choć prywatnie to bardzo miły i kulturalny człowiek, w polityce jest wyjątkowo niebezpieczny. I dla Polski szkodliwy. I nie pozwoli na realizację tych postulatów, które zapowiadał Jarosław Kaczyński. Żadnych marzeń!
    Będzie więc postępowała degrengolada edukacji powszechnej i uniwersyteckiej, nie zdelegalizuje się stowarzyszeń typu LGBT, nie wypowie się konwencji stambulskiej, nie postawi się weta (u)roszczeniom żydowskim.... - długo by wymieniać. Będą więc kolejne cztery lata politycznej żonglerki, by nie stracić elektoratu, by zaspakajać coraz bardziej rozbudzone apetyty. Mówiąc wieszczem: by „usypiać naród i usypiać brata swego”.
    Tylko że nie zrealizowanie zapowiadanych w kampanii zadań będzie naszą narodową katastrofą.  Nie tylko klęską PiS-u. Klęską nas wszystkich. Może nawet tragedią – oby nie. Bo być może naród się obudzi i zrozumie, że ludzi układu „okrągłostołowego” czas „zwolnić” z wziętych na siebie obowiązków. Uwolnić ich od tego ciężaru. Uwolnić ich przede wszystkim od lęku. Bo to brak odwagi jest główną przyczyną tego chocholego tańca: raz w lewo, raz w prawo, w przód i w tył, ale zawsze w miejscu,  byleby nie wyjść z zaklętego kręgu. Wyznaczonego, przypomnijmy, przez Magdalenkę.
    Ten lęk zobaczyłem po raz pierwszy w 2009 roku, na posiedzeniu Klubu Parlamentarnego PiS, na którym dyskutowaliśmy problem Traktatu Lizbońskiego: czy ma go podpisać upoważniony przez Sejm Prezydent, śp. Lech Kaczyński, czy upoważnienie ma otrzymać w powszechnym narodowym referendum.  Prezydium Klubu próbowało nas przekonać, że powinniśmy o tym zadecydować sami, na Wiejskiej. Mieliśmy wątpliwości. Były głosy przeciw. Czuło się, że to jest sprawa bardzo kluczowa dla naszej przyszłości. Że podjęcie decyzji, że oddajemy poważną część suwerenności w obce unijne ręce bez poważnej dyskusji z narodem, kiedyś się  obróci przeciwko nam, politykom. Być może tam, wtedy, na sali, przewidywali to nieliczni, ale wśród nich na pewno był prowadzący obrady śp. Przemysław Gosiewski. Człowiek, którego niezwykle ceniłem i cenię do dziś. Wtedy jednak (ciągle piszę o swoich odczuciach) odniosłem wrażenie, że nie jest sobą, że czuje się czymś skrępowany, wyraźnie pozbawiony naturalnego dla siebie entuzjazmu i zdecydowania. Swoje wątpliwości wypowiadali posłowie: Macierewicz, Masłowska (a może poseł Sobecka - zbyt już dobrze nie pamiętam), Zb. Giżyński i ja. Zabrałem głos ostatni. Otrzymałem gromkie brawa, zupełnie niezwykłe, jak na nasze klubowe zebrania. Było jasne, że powiedziałem to, co myśli sala. Tak, trochę za mocno. A przecież nie tak mocno, jak mnie niósł język, na końcu którego już miałem trawestację z Lechonia: "Citoyens! Uciekać! Strach pachnie w tej sali!!!". W ostatniej chwili ugryzłem się w język, ograniczając  się do  Kierkegaarda, że "bojaźń i drżenie nie są  dobrymi doradcami". I wtedy trzeba było widzieć posła Lipińskiego. Zaatakował mnie mocno, z niewidzianym nigdy wcześniej u niego wzburzeniem. Pouczał, że powinienem czytać Webera, a nie powoływać się na innych filozofów. Przyjąłem krytykę spokojnie, przygotowując w myślach w miarę kulturalną odpowiedzieć w ramach tzw. ad vocem. To takie święte prawo każdego do osobistej odpowiedzi na krytykę.
    Nie udzielono mi głosu. Moja wyciągnięta ręka została „niezauważona” już do końca obrad. Może dlatego, że polemikę posła Lipińskiego zbyt łatwo było zdezawuować, a nawet więcej, niż tylko zdezawuować. Nie służyłoby to sprawie, którą chciano załatwić szybko  i – niestety - także krzykiem i upominaniem niepokornego. Znaleźli się odważni, którzy mi gratulowali. Nie brakło im odwagi także podczas głosowania.
    Tę „bojaźń” i to „drżenie” widzieliśmy potem częściej. Najczęściej w ostatnich czterech latach. Jestem przekonany, że w kilku co najmniej przypadkach, bez uzasadnienia. Przewiduję, że w kolejnej kadencji partia rządząca nie będzie odważniejsza. Przekonamy się rychło. A dodam, że bardzo chciałbym się mylić.
    Więc mamy radość, że nie stało się najgorsze. Ale mamy też śmietnik. Wysypisko pomieszanych wartości, utytłanych świętych symboli, fałszywych pomników i autorytetów z paskudnymi życiorysami. Policja ochrania barbarzyńców, szykanuje obrońców "Okopów Świętej Trójcy". Wśród uczniów (jak się dowiaduję) rozpowszechnia się moda na bycie odmieńcem seksualnym. Tak się kończy lękliwy brak zdecydowania i z tych samych lęków zrodzona pseudotolerancja. Tolerancja dla zła i dewiacji. "Dobranoc, Marku, lampę zgaś/ i ponad ciemność podaj rękę" - natrętnie przypomina się Herbert i coraz trudniej mi się od niego uwolnić.
    Głosowałem na Konfederację. Na PiS nie mogłem. Z racji, o których wspomniałem powyżej. Ale też z powodów bardzo osobistych. Znam ludzi bardzo..hmmm, jakby tu delikatnie powiedzieć - bardzo ułomnych moralnie. A jednocześnie mocno promowanych przez PiS - na najwyższych miejscach na listach wyborczych, czy też w awansach na wysokie funkcje w administracji publicznej. Pewną satysfakcję odczułem, gdy jednej z takich figur zdjęto ciężar poselskiej odpowiedzialności surowym wyrokiem wyborców. Mimo że figura (nomen omen)  figurowała na wysokim i pewnym miejscu mandatowym. Odczułem satysfakcję i osobistą, i  obywatelską - bo to znak, że społeczeństwo się budzi. Choć się nie łudzę, że dotychczasowy patron znajdzie mu intratne miejsce pracy. (Muszę dodać, choćby w nawiasie, że przyzwoitych, dobrych ludzi jest w PiS więcej niż tych, o których wyżej. Przynajmniej więcej ich było w czasie moich kadencji).
    Niższy od oczekiwań wynik   PiS wziął się stąd, że znaczna część wyborców uświadamia sobie, że coś jest nie tak, że gdzieś w tym wszystkim nie ma pełnej prawdy. A prawda częściowa, to po prostu zwyczajne kłamstwo. I prowadzi donikąd. Nieeleganckie, wręcz prostackie potraktowanie Konfederacji  trakcie kampanii w TVP jest tego wymownym świadectwem.                                      

     Cieszę się, że Konfederacja, a właściwie narodowcy, bo na nich głosowałem, dojrzewa. Że dziś szef Marszu Niepodległości, Robert Bąkiewicz wzywa do manifestowania uczuć patriotycznych przy pieśni Maryjnej: "Z dawna Polski Tyś Królową". Że zrozumiał (mam nadzieję!), że pieśni, w których mowa o zabijaniu, nie mogą stać się fundamentem wielkiej Polski. Nawet, gdy się chce zabijać złych i nieprawych. Na takich instynktach nigdy nic dobrego nie wzrośnie. O tym trzeba pamiętać. Tego bardzo boleśnie nauczyła nas historia.

Wykop Skomentuj204
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka