374 obserwujących
1746 notek
4406k odsłon
357 odsłon

Magnum. Część II

Wykop Skomentuj

Czerwiec 1992 roku. Jak dziad gadał do obrazu

Zanim zapadła decyzja o nieuchronności sprzedaży fabryki jakie¬muś koncernowi, przeprowadziliśmy z Leszkiem próbę stworzenia polskiego zrzeszenia ówczesnych producentów lodów. Gdyby mi się to udało, nie musiałabym szukać intensywnie pieniędzy na dokończenie fabryki, równocześnie załatwiając finansowanie na zbudowanie sieci dystrybucji lodów. Niestety tamta próba przebiegła na zasadzie „gadał dziad do obrazu”.

Na spotkanie w restauracji przy Targach Polagra w Poznaniu za¬prosiliśmy trzech liczących się w tym czasie producentów lodów w Polsce. Byli to: pan Nosecki z Poznania, produkujący lody na przywiezionych z Niemiec używanych małych liniach technologicznych (podobne do oferowanych przez zachodnie koncerny na świecie), warszawska firma Y, produkująca lody w waflach (też na liniach używanych, pozyskanych z małych niemieckich upadłych firm lodowych) i wafle do lodów (w tym czasie chyba mieli największy obrót ze sprzedaży lodów) oraz producent ze Szczecina, który jako pierwszy zaczął eksport swoich lodów na teren Rosji. Musieliśmy wyjaśnić, kim jesteśmy. Pozostali panowie znali się z rynku lodowego już wcześniej.

Lesio zwrócił się do zebranych:

– Roma Int. jest producentem lodów w kubkach, lodów Cassate wytwarzanych ręcznie w małej cukierni we Wrzeszczu i sprzedawa¬nych w lokalnych sklepach Gdańska i Wrzeszcza. Uzupełnieniem na¬szej oferty są dwa rodzaje lodów pochodzące z importu z rodzinnej 28 29

firmy Eisbär Eis z Niemiec*. Ponadto produkujemy tak zwane likola¬by, czyli mrożone sorbety na patyku, do których stworzyliśmy własną recepturę.

– Robicie je na włoskiej maszynie? – zainteresował się Nosecki. – To jest opłacalne? No i jak zatwierdziliście recepturę?

– Tak, to włoska maszyna. Produkt jest bardzo opłacalny. Masę wytwarza się na zimno i mrozi bezpośrednio w maszynie. W zasadzie jest to mocno zmrożony sok na patyku – wyjaśniłam. – Jako cieka¬wostkę mogę dodać, że to ulubiony przysmak córki Wałęsy, która jest szkolną koleżanką naszego kolegi cukiernika, Andrzeja Paradowskie¬go z Gdańska.

– A jak zatwierdziliście recepturę? – zapytał ponownie szczecinianin.

– To dość zabawna historia. Soku mrożonego w dopuszczonych do sprzedaży produktach – jak panowie wiecie – nie ma**. Musiałam wyko¬rzystać jakiś instytut żywnościowy do zatwierdzenia. Pomocy nie od¬mówił mi Instytut Rybacki w Gdyni. No i sanepid wyraził zgodę, ale pozwolili nam jedynie na użycie nazwy „Likolab”.

Wreszcie zyskałam w oczach panów odrobinę aprobaty. Pomysło-wość była w cenie. Leszek dodał:

– Oprócz tego, czym zajmujemy się obecnie na rynku sprzedaży, budujemy profesjonalną fabrykę lodów w Baninie, w firmie pod nazwą Roma Int. Żona jest prezesem, a ja dyrektorem sprzedaży. I to z powodu tej fabryki zaprosiliśmy panów na spotkanie. Teraz przekażę pałeczkę żonie.

Warszawiak uznał, że prezentacja nie była pełna, i zapytał mojego męża:

– Jakie macie miesięczne obroty ze sprzedaży?

* Były to paluszki lodowe w czekoladzie (cieszące się dużym popytem na Wybrzeżu tak zwane daumlingi) oraz doskonałe torty lodowe w kształcie półkuli o nazwie Eisbombe.

** W przepisach jest wymóg suchej masy zawartej w lodach. Wpadłam na pomysł zagęszczenia owoców mlekiem w proszku i uzyskałam tę suchą masę, która była dolną granicą uznania przez sanepid naszego produktu za lody owocowe.

Wiedzieliśmy oboje, że w porównaniu z pozostałymi firmami jesteśmy drobnicą lodową. Oni wykorzystali stare maszyny, stare hale produkcyjne i uzyskiwali kilkanaście razy więcej niż nasza własna produkcja i wolumen importu z Eisbär Eis.

My tworzyliśmy ręcznie pakowane lody w małej cukierni, ale budowaliśmy pierwszą profesjonalną fabrykę do produkcji lodów z asortymentem oferowanym przez cały zachodni świat. I niewątpliwie najnowocześniejszą w tym czasie nie tylko w Polsce, ale i w Europie. To właśnie powstająca fabryka była naszym głównym atutem i kartą przetargową w rozmowach. Sądziliśmy wtedy, że oni zdają sobie sprawę z konieczności zaostrzenia kryteriów produkcji lodów metodą przemysłową, a na rynek polski wejdą czołowi gracze – producenci lodów z Europy, zmuszając rodzimych przedsiębiorców do wymiany maszyn na nowsze typy oraz zmiany miejsca produkcji według standardów europejskich i światowych. Nie na darmo jeździliśmy wcześniej do niemieckich i duńskich producentów, zanim zakupiliśmy w Danii linie produkcyjne dla naszej fabryki.

Leszek przytomnie wybrnął z niewygodnego dla nas pytania:

– Przyszliśmy porozmawiać o potencjale, jaki daje budowana fabryka, bo obecna produkcja jest tylko testowaniem rynku na wprowadzane przez nas do sprzedaży wyroby. Nie ma to żadnego znaczenia dla na¬szych planów i propozycji.

Teraz ja zgrabnie wkroczyłam do akcji.

Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Rozmaitości