Kolejna historia, życiem pisana, w programie Elżbiety Jaworowicz. Umiera 25 letnia kobieta i jej nienarodzone dzieciątko.Na serce. W dzień po wizycie u lekarza, który nie reaguje na silną tachykardię swojej wieloletniej,podopiecznej. W kilka miesięcy później umiera jej 22-letni brat. Na serce. Rodzina wreszcie trafia do dużego ośrodka, w którym stwierdzają genetyczną wadę u ojca i dwóch, pozostałych sióstr. Zostaje im wszczepione urządzenie regulujące pracę serca. Oni przeżyją. Lekarz-kardiolog, który leczył ta rodzinę,nie ma wyrzutów sumienia. Trudno mu będzie udowodnić zaniedbanie, czy też brak dostatecznej wiedzy do wypełniania zawodu. Do programu nie dotarli zaproszeni lekarze –solidarność zawodowa.
Ile razy słyszymy takie historie, gdy niedbalstwo, brak chęci do pogłębiania wiedzy, są przyczyna dramatów ludzkich? Niesumienny lekarz, niesumienny prawnik, przez którego ludzie przegrywają proste do wygrania sprawy. Niesumienny budowlaniec czy konstruktor, przez którego zawala się budynek. Niedouk lub cynik, dla którego głównym motywem jest kasa, kariera,które przesłaniają najzwyklejszą przyzwoitość.
We wszystkich takich przypadkach, poszkodowani mogą liczyć, że będą mogli domagać się zadość uczynienia przez egzekucję obowiązującego prawa. I czasem tak się nawet zdarza. Ale nie zawsze. Bo o egzekucji tego prawa stanowią sędziowie. Którzy tez mogą być niedoukami, cynikami etc. Takie przypadki zdarzają się wszędzie. Ale gdy już dochodzi do ich ujawnienia i upublicznienia, prawo rusza jak taran, a winni w końcu zostają napiętnowani.
W Polsce ten mechanizm nie działa od lat. Dziesięciolecia procesów w sprawie komunistycznych zbrodni –bez finału. Afery gospodarcze, albo kończą się ukaraniem płotek po kilku do kilkunastu lat, albo procesy trwają latami... Dochnal oskarżony o kryminalny lobbing czeka od lat na wyrok. Przestępcy gospodarczy korzystają z dobrodziejstwa upływu terminu ścigania. Takiego Madoffa skazano w kilka miesięcy. A sprawa była nie mniej skomplikowana, niż wyżej wspomniane przykłady. W Łodzi kilka lat temu dokonano reszcie zajęcia ukrytego majątku mafii, po to, aby po latach go oddać...
Czego można spodziewać się w zakresie egzekwowania (i tak marnych) przepisów prawa, skoro Polakom umożliwia się oglądanie jak –bez żadnych konsekwencji- łamane jest prawo ( z uśmiechem) w Sejmowej Komisji Śledczej? Prowadzący ją prawnik(Karpiniuk) dopuszcza do łamania zasady konfrontacji przez posła Węgrzyna, mimo negatywnych, –choć mętnie formułowanych - opinii doradców(prawników). Prowadzący prawnik nie reaguje na jawne łamanie zasady obiektywizmu, obowiązujące członków Komisji,popiera ich i usiłuje kontynuować posiedzenie na oczach widzów. Którym daje wyraźny przekaz: prawo w Polsce to prawo silniejszego.Wygrywa silniejszy kapitałem, pozycją, zapleczem korporacji itp.
W demokratycznym państwie prawa, gdzie prawo jest egzekwowane, na co dzień, po tak skandalicznym spektaklu, który był uwieńczeniem bardziej zakamuflowanych przypadków nie honorowania prawa przez Komisję ds. nacisków,nie tylko nie byłoby już takiego przewodniczącego, ale nastąpiłaby zawieszenie jego praw do wykonywania zawodu. Winny jest przewodniczący, ale największy ciężar spoczywa na partii, która tego przewodniczącego desygnowała na stanowisko oraz Marszałka Sejmu. Tego Sejmu który Komisje powołał do kontroli przestrzegania prawa, a nie jej łamania.Smutne odbicie rzeczywistości, w której prawo jest przyporządkowane korzyści osobistej: wizerunku medialnego, kariery. Własnej lub partyjnej czy korporacyjnej. itp.
Leszek cisowy, w komentarzu do mojego postu o posiedzeniu Komisji w dniu 2.07. Napisał” Kiedyś dziwiłem się, skąd się brali tacy ludzie jak Wolińska czy Szechter. Już mnie nic nie dziwi. Dziś możemy znowu zobaczyć, jak to kiedyś wyglądało. Finał inny, ale metoda ta sama.” A ja odpowiedziałam: ”To jest właściwe odniesienie. Dlatego piszę o swoim przerażeniu.”
Po śmierci Michaela Jacksona ukazało się wiele ocen jego postaci i jego twórczości. Dzisiaj w TVN można obejrzeć i posłuchać Michaela podczas ostatnich prób, tuż przed śmiercią. Jakże swojsko , zarówno z jego życiorysem, jak i poruszanymi w tym wpisie tematami, zabrzmiała, jedna z moich ulubionych piosenek: They don,t, really care about us.


Komentarze
Pokaż komentarze (24)