Nawet najbardziej niechętni Annie Walentynowicz mówią o niej, że to kobieta nieposzlakowanej uczciwości. Nikt nie ma wątpliwości, że to o jej zwolnienie z pracy rozpoczął się sierpniowy Strajk w Stoczni Gdańskiej. Robotnicy zaproponowali jej pokierowanie strajkiem. ”Odmówiłam, bo uważałam, że przywódcą stoczniowców nie może być kobieta. „ Wałęsy w stoczni wtedy jeszcze nie było. Zjawił się z kilkugodzinnym opóźnieniem.”- mówi pani Anna.”
Jak pisze Małgorzata Subotic :
„W trzecim dniu strajku Walentynowicz razem z Aliną Pieńkowską spowodowały, że strajk się nie zakończył, kiedy Wałęsa uzgodnił porozumienie z dyrekcją stoczni. Zablokowały bramy, by robotnicy przestali opuszczać stocznię. Walentynowicz skłoniła Wałęsę do ogłoszenia, że to jednak jeszcze nie koniec, że teraz będzie strajk solidarnościowy. Nawet Wałęsa przyznaje, że w tym momencie odegrała kluczową rolę. Gdyby nie ta brawurowa akcja dwóch drobnych kobiet, Porozumień Sierpniowych zapewne by nie było.”
Czy próba zepchnięcia Anny Walentynowicz przez Lecha Wałęsę, z należnego jej miejsca w historii Sierpnia 1980,zaczęła się od niesłychanej popularności Anny Walentynowicz w czasie sierpnia i jej roli w udaremnieniu zakończenia strajku, przez porozumienie Wałęsy z dyrekcją Stoczni ?Czy też od nie oddanej przez niego pożyczki 100 000 zł. z kasy związkowej, która prowadziła pani Anna?
Nie oddał ich, co ona mu ciągle wypominała. Spór o zwrot pieniędzy rozstrzygnął związkowy sąd koleżeński pod przewodnictwem Anny Kurskiej,który nakazał Wałęsie zwrot pożyczki.
Od tej pory, Wałęsa na wszelkie sposoby, zwalczał Annę Walentynowicz. Jedna z zastosowanych metod walki, było wspólne kolegami, oskarżenie Pani Anny o „niegodne reprezentowanie związku zawodowego” i oddanie sprawy przed Sąd Koleżeński.
W skład Sądu wchodzili: przew. Anna Kurska, Lucyna Zabiełło, Stanisław, Feudakowski, Sokołowski(informatyk) Janusz Ślęzak, Barbara Szwedowska,. Karol Krementowski.
Pani Anna wspomina:
„Sprawa toczyła się pond dwa miesiące. Kiedy ona i Wałęsa, stanęli przed sądem, pani Anna powiedziała: akceptuję, i mogę dać akcept in blanco, że przyjmę każdy wyrok. A Wałęsa zapowiedział stanowczo: jak będzie decyzja nie po mojej myśli, to ja to wyciszę...Na pytanie, na czym polega ta moja: niegodność w reprezentowaniu związku, powiedział:, bo ona patrzy mi na ręce!”
I był konsekwentny w tym, co zapowiedział. Kiedy sąd uznał, ze nie ma żadnych podstaw do oskarżania pani Anny o uchybienia wobec związku, Wałęsa zakazał publikacji raportu z posiedzenia. W prasie związkowej ukazała się odpowiedź na raport, wydatnie „wyciszająca” jego przesłanie.
Ewa Kubasiewicz wydrukowała raport sądu w WSM w Gdyni, ale Wałęsa skutecznie uniemożliwił kolportaż w czasie plenum działaczy Trójmiasta.
Małgorzata Subotic pisze:
„ Do stanu wojennego Wałęsa i Walentynowicz zaciekle ze sobą walczyli. Ona krzyczała do niego, że zachowuje się jak rozwydrzony bachor, a on wykrzykiwał, że jest bezczelna. I jest to jeden z bardziej eleganckich przykładów wymiany zdań. Walka odbywała się nie tylko na słowa. Wałęsa robił wszystko, by ona nie istniała; twierdzi Lityński. Przekonywał, że nie może być dwóch słońc. Doprowadził do tego, że stoczniowcy cofnęli jej mandat delegata na zjazd. Walentynowicz bardzo to przeżyła, przecież niedawno jeszcze ci sami stoczniowcy nosili ją na rękach.”
Czasem można skutecznie zakrzykiwać historię. Pani Ania wezwała kolegów z dawnych lat: piszcie swoją historię dopóki pamiętacie. Nie dajcie zakłamać prawdy.
Walentynowicz przez ostatnie lata, mimo że pracowicie jeździła po kraju, organizując seminaria pod hasłem; W trosce o Dom Ojczysty;, odwiedzała strajkujących, gdy pojawiało się jakieś ognisko protestu, a swoje analizy przesyłała Janowi Pawłowi II- nie istniała w odbiorze publicznym –mówiła Jadwiga Staniszkis. Pora wyrwać ją z cienia....
http://www.bankier.pl/forum/temat_Ot-i-wszystko-o-Walentynowicz,6237767.html


Komentarze
Pokaż komentarze (90)