W dniu wczorajszym, około godziny 16-ej,kiedy Anna Walentynowicz wracała do domu z cmentarza Srebrzysko,doszło do następujących wydarzeń. Pani Anna wysiadła z autobusu linii 162,na przystanku,pomiędzy Manhatanem(centrum handlowe), a ul. Partyzantów. Zauważyła, że młody człowiek, około dwudziestoletni, średniego wzrostu i średniej budowy ciała, z plecakiem przewieszonym przez ramię, robi jej zdjęcia. Pani Ania nie wie, czy był to mały aparat fotograficzny, czy komórka. Zatrzymała się na chwilę,a wtedy młody człowiek, zaczął udawać,ze fotografuje centrum handlowe Manhatan.
Poszła dalej,instynktownie obserwując dalsze zachowanie młodego człowieka. Nadal fotografował ją. Kiedy znów przystanęła i zaczęła patrzeć, zaczął grzebać w plecaku? Przeszła przez przejście ( w tym miejscy jezdnia ul. Grunwaldzkiej jest przedzielona torami tramwajowymi i przystankami),a młody człowiek pozostał na przystanku na środku jezdni, idąc równolegle z panią Anią, wzdłuż torów.
Na wysokosci ul. Konopnickiej,kiedy aparat został „wymierzony” ponownie w panią Anię,Ona pogroziła młodzianowi palcem. Po chwili, młody człowiek przebiegł przez jezdnię i znalazł się obok Pani Ani. Zapytał, o co jej chodzi, na co odparła, że nie życzy sobie, aby ktoś ją nękał fotografowaniem. I zapytała, dlaczego to robi? Na to odpowiedział”, bo pani jest matka chrzestną mojej siostry. Pani Ania powiedziała; ja pana nie znam i nie mogę być matką chrzestną żądnej pana siostry. Kto panu kazał mnie denerwować i ,fotografować” jakieś SB,czy kto? Zaraz zawiadomię policję.Na to młodzian odparł coś w stylu, sam im powiem i z uśmiechem odszedł.
Zdenerwowana Anna Walentynowicz zawiadomiła oficera dyżurnego policji.oficera o nazwisku Górny, który przyrzekł napisać notatkę służbową z wydarzenia oraz dokładny rysopis sprawcy zdenerwowania pani Anny. Po mniej więcej 15 do 20 minut oddzwonił,że jednak najlepiej będzie, jeśli pani Ania złoży zawiadomienie osobiście. Pani Ania poszła wiec do komisariatu na ul Biała. Tam, po odczekaniu od 18.10 do 19.40. Mogła złożyć swoje zawiadomienie. Tyle, że dowiedziała się,iż zawiadomienie przyjmą, ale ścigać młodzieńca(mimo dokładnego rysopisu) nie mogą, bo fotografować każdemu wolno.
Pani Anna powiedziała, że owszem, wolno, ale w powiązaniu z pogróżkami telefonicznymi i listownymi wobec siebie, o których mówiła oficerowi dyżurnemu, zachowanie tego człowieka było manifestacyjnym pokazywaniem jej, że nie może czuć się bezpiecznie nigdzie. Albo też robił zdjęcia do identyfikacji,dla zleceniobiorcy kolejnego napadu.
Kolejnego, bo około 9 lat temu, na cmentarzu Srebrzysko,które pani Ania regularnie odwiedza (grób męża) pani Anna została dotkliwie pobita, miała nogę w gipsie. Sprawców nie złapano. A śledztwo poszło niemrawo, bo pani Ania nie zgłosiła o napadzie, zadawalając się pomocą lekarską...
Powiedziała gorzko do dyżurnego,który odbierał jej zawiadomienie: niech Pan, zatem nie marnuje kartki papieru, skoro i tak nic nie zrobicie.
Pani Ania otrzymuje mnóstwo anonimów -z inwektywami,dotyczącymi jej poglądów oraz wygłaszanych opinii. Wiele z nich zawiera groźby,że ją dopadną, jak nie zaprzestanie głośno mówić o różnych sprawach z przeszłości. Długo je wyrzucała, ale dzięki poleceniu prokuratorów z IPN, zaczęła je zbierać. O anonimowych telefonach z pogróżkami, może jedynie opowiedzieć. Tak jak opowiedziała w Komisariacie na Białej.Nikt nie był zainteresowany pisemnymi groźbami, o których też mówiła.
Gdyby opisana historia,miała dotyczyć fana Anny, Walentynowicz, który chciał mieć zdjęcie legendarnej postaci,jego zachowanie zdecydowanie różniłoby się od opisanego. Pani Ania wiele razy w życiu była fotografowana, przez swoich fanów. I nigdy nie czuła się zagrożona. Do wczoraj.
Mam nadzieję, że któryś z mainstreamowych dziennikarzy nagłośni ta sprawę.
Nie o taką Polskę walczyła. Nie o taką chodziło Solidarności. Nie o taką Polskę chodzi jej obywatelom dzisiaj. Gdy bezkarnie można psychicznie molestować tylko, dlatego, że głosi się poglądy niepoprawne politycznie.
Dziennikarze do pracy, macie upragnionego Newsa. Tylko, czy newsem może być niepoprawność polityczna, oto jest pytanie.
P.S.
Anna Walentynowicz nie jest groźna. Groźna jest jej fenomenalna pamięć faktów.


Komentarze
Pokaż komentarze (25)