Rok 1965/1966.Mój Tatuś otrzymuje z UM wypowiedzenie umowy dzierżawy działki po pawilon handlowy.Razem z nim –kilku innych kupców (bądź handlarzy wedle nomenklatury naszego światłego marszałka sejmu, Niesiolowskiego, albo też prywaciarzy, wedle obowiązującej nomenklatury w komunie).Przyczyną wypowiedzenia jest wola miasta pobudowania w tym miejscu wysokich budynków mieszkaniowych. Urzędnicy na dowód realności zamierzeń -pokazują plany architektoniczne. Dotychczasowym dzierżawcom proponowane as inne lokalizacje. Tyle, że wszystkie propozycje są poza centrum, które stanowiło o dochodowości sklepów.
Dyskusji nie było. Albo wybrać spośród lokalizacji zdecydowanie gorszych, albo nic. Rozbiórka istniejących pawilonów,ma nastąpić na koszt ich budowniczych i właścicieli. Tatuś wybiera lokalizacje, możliwie najlepiej rokujaca lokalizacyjnie , z oferowanych. Nadziewa się przy okazji na przysłowiowa minę, ponieważ na zaoferowanym terenie płynie podziemna rzeczka. Koszt budowy fundamentów jest 3 krotnie wyższy od planowanego.
Pawilony jednak nadal stoją. Właściciele dostają nakaz ich dzierżawy ustawowej sklepom państwowym. Otrzymują za nie czynsz, n nie wystarczający do pokrycia kosztów utrzymania lokalu.
Kiedy budowa nowego sklepu jest na ukończeniu,pada dyspozycja rozbiórki pawilonów? Ku swojemu zdumieniu, Tatusiowi nakazuje się rozbiórkę tylko części parterowej, bez piwnic, w których prowadzona była produkcja cukiernicza.
W następnym roku, w miejscu pawilonów powstaje częściowo 3 piętrowy budynek, na parterze, którego są pławiony handlowe. W miejscu, gdzie był sklep mojego taty, powstaje przesunięta nieco w głąb od ulicy, nowa cukiernia. Korzysta z zaplecza produkcyjnego mojego Taty.
Po wielu latach okazuje się, że w momencie pokazywania planów przez miasto, wiadomo było, że na tym terenie nie można budować ani wieżowców, a część gruntu nie nadaje się pod zabudowę, z przyczyn geologicznych. Były gotowe inne plany, które zostały wyciągnięte w odpowiednim momencie, po przestawieniu badań geologicznych...
Grunt spod pawilonów trafił w te ręce, w które trafić miał. Prawo nie ucierpiało zysk był po stronie odpowiedniej.
A, ze przy okazji miasto zrobiło kupców w rękawiczkach w konia, to już inna bajka.
Piotr Gabriel pisze w Rzepie:
„Na kupców z KDT czeka wiele lokali użytkowych, które miasto chce im przekazać w dzierżawę. Czy podobne warunki zapewnia się każdemu eksmitowanemu handlowcowi w Warszawie? — pyta publicysta .”
Widząc pewne zbieżności rodzinnych perturbacji z urzędnikami miasta,z działaniem miasta wobec kupców KDT, przyjrzałabym się oferowanym lokalizacjom zastępczym, a przede wszystkim sprawdziła ilość ofert. I na tej podstawie wyciągała wnioski.
http://www.rp.pl/artykul/2,339226_Gabryel__Wszyscy_przegrali__Z_wyjatkiem_prawa.html


Komentarze
Pokaż komentarze (16)