387 obserwujących
1812 notek
4619k odsłon
  1132   0

Świat wg Kiepskich

Są ludzie, którzy nigdy nie są w stanie zrozumieć, że można chcieć zrobić coś dla innych, bez kalkulacji zysków i strat, z czystej potrzeby podziękowania za dobre działania ,pomocy z życzliwości bez oczekiwania rewanżu, współczucia dla biedy bez obwiniania biednych, za stan w jakim się znajdują etc. Trzeba koniecznie poszukać przyczyn „prawdziwych „ tych działań. Bez kalkulacji przecież świat nie funkcjonuje. Ich świat.

Że przy okazji kopią, opluwają –nic to. Z wyrachowaniem, a wedle świata wg Kiepskich ,ono jest nieodłącznym elementem każdego działania ,można walczyć każdymi metodami.

A jeśli jeszcze przedmiotem ataku jest jakiś tam bloger, czyli pokraka- to hajda do woli!

Na pohybel faktom! Nie pytać takiego, bo i po co. Nie czytać ze zrozumieniem, co taki tam sobie pisze. Po co uruchamiać myślenie, skoro w Świcie Kiepskich tłumaczenie jest proste :zrobił-miał interes. Nie wyszło..hihihi, nie zrobił interesu!

I lecą perełki intelektu ,Jakby Kiepski to zrobił, to by zrobił wszystko poprawnie do końca. To jasne. Wiec Kiepski daje sobie prawo do oceny surowej i ostatecznej. Daje sobie prawo do „tańca na grobie” idei przeciwnika.

Czy nie ma do tego prawa? Ależ ma, jak najbardziej. Tylko ,czy ma być z czego dumny?

 

Ja z tego co się stało, za moją przyczyną, nie jestem dumna. Jest mi smutno, przykro. Czuje się rozbita. Że z dobrej woli zaplątałam się w nie mój świat.: intryg ,opluwania, Za błąd, który musiałam popełnić, a nadal do końca nie wiem gdzie.

Być może w tym ,iż sądziłam, że w sferze publicznej ,można działać wg schematu, który z powodzeniem stosowałam ,w swoim codziennym życiu. Podziekować tym, którzy na to zasługują, zrobić cos dla nich, miło zaskoczyć. Nie kasą, ale czymś, co może sprawić przyjemność. A to błąd. Bo dałam sobie prawo do określenia oczekiwań osoby drugiej.

Pani Anna Walentynowicz w oświadczeniu napisała, że nie może określić mnie nawet jako swojej znajomej. Zgadzam się z Nią. Mimo, że rozmawiałyśmy wielokrotnie ,po wiele godzin. Mimo, iż pisałam o Niej o na podstawie materiałów, które od Niej samej otrzymałam. Mimo, że miałam przyjemność zapoznawać Ją z dokonaniami na Jej blogu. Nie zostałam Jej znajomą, bo gdyby nie znała, nie obawiałaby się moich działań .Tak jak i ja, gdybym znała panią Annę lepiej ,umiałabym przewidzieć Jej reakcję na wystąpienie o wsparcie inicjatywy do władz, bez wytłumaczenia celu tej prośby.

Cóż wie o mnie Pani Ania? Że pierwszy raz spotkałyśmy się w 1984 r. w Sadzie? Że spotykamy się ostatnio często ,bo wiele o Niej piszę? Może ktoś usłużny ze Świata Kiepskich, szepnął: ona ma tym interes? Bo, co tak, sama z siebie?

Pani Ania nie wie, że nigdy nie byłam obojętna na potrzeby innych, ze zorganizowałam , na zasadzie wariackiej akcji ,domy dla powodzian w Brzegu. Że staram się pomagać wszędzie tam gdzie mogę, że działałam na rzecz Stowarzyszenia Emaus(Pomoc osobom wychodzącym na Wolność),że od lat karmię bezdomnych w Święta, ze przez wiele lat zaopatrywałam w żywność pogotowie Opiekuńcze, przyjmowałam pogorzelców do domu, ratowałam mienie sąsiadów w powodzi?. Cóż to bowiem znaczy wobec dokonań Pani Anny. ..

Kiedy prawica z lewica biła się o wykorzystanie medialne przywozu z Niemiec domków dla powodzian ,powiedziałam : to nie są domki dla partii tylko dla powodzian. W efekcie transport domów wykonała lewica, która była organizacyjnie ,tym razem ,sprawniejsza. I zapisała sobie jako sukces. Nigdy nie nagłaśniałam, że to ja byłam inicjatorką i organizatorką tej akcji. Bo brzydzi mnie wykorzystywanie spraw ludzi do własnej autokreacji.

Dziennikarz Jan Osiecki napisał na swoim blogu, w odpowiedzi na ,jasno przeze mnie wyartykułowane ,przekłamanie faktów;O pani Małgorzata sie objawiła - to znaczy, ze jeszcze niespaliła sie ze wstydu.,po czym powtórzył swoje kłamstwa . To jest najwyższa półka dziennikarstwa, Panie Osiecki? Powtarzając swoje , do znudzenia ,może się w głowie ludziom na trwałe ustali i za prawdę uznają. Gratuluję. Pan się pokrakami przejmować nie musi, prawda? Najważniejsze kopnąć na początek , a potem leżącego dobić dowolnym ciosem poniżej pasa.

Na przykład zgrabnym zlepkiem dwóch różnych, moich wypowiedzi:” Wytłumaczenie szybko podłapała współorganizatorka Małgorzata Puternicka, któraoświadczyła: „Niestety ,do Pani Anny Walentynowicz , w ostatnich dniach ,było wiele telefonów, od różnych dziennikarzy, które wykrzywiły ideę działania Komitetu. Szkoda”I szybko dodała, żeby teza była jeszcze poważniejsza:  „Trwa wojna o net, ale i o Anie Walentynowicz. ot co

Że to ”szybko” dotyczyło komentarza Jacka Jareckiego ,czyli zupełnie innego wątku , niż pierwsza część wypowiedzi, to dla wytrawnego dziennikarza, furda. Liczy się efekt. Ale nie podejrzewam ,że Pan się spali ze wstydu ,Panie Osiecki. Trzeba bowiem potrafić się wstydzić lub brzydzić kłamstwem.

Lubię to! Skomentuj191 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale