Czas goi rany- tak zwykliśmy pocieszać, kiedy bliscy nam przyjaciele, znajomi, czy rodzina wpadają w otchłań rozpaczy, spowodowaną jakimś nieszczęściem. Myślimy wtedy o tym, ze z biegiem czasu emocje bledną,rany bolą mniej, a w końcu wracamy do stanu względnej równowagi. I zwykle mamy rację.
Umiejętnie wykorzystany, przez animatorów życia publicznego, upływ czasu, skutecznie niweluje w naszej pamięci szczegółową wiedzę na temat różnych wydarzeń. Tym łatwiej, im pozornie bezpośrednio nas nie dotyczą.Po to,by pamięć w nas zabić, zmieniając wymowę, niedalekiej jakby przeszłości. I robią to tak skutecznie, że przywracamy wyjściowe atrybuty zdarzeniom z przeszłości, nobilitujemy kłamców, a w pamięci zostaje nam tylko jakieś hasło: ktoś był dobry, ktoś zły, ktoś nam źle życzył,inny nie. Pamiętamy „hasłowo”. Im lepiej jesteśmy, im bardziej powszechnie indoktrynowani, tym skutek szybszy i trwalszy. I wszystko współgra idealnie, do momentu, gdy z pamięci chcemy wydobyć szczegóły, które doprowadziły nas do przekonania, ż. hasło było uzasadnione.
Od kilku lat społeczeństwo głosi, że PiS zaprowadził w Polsce terror, że wszyscy czuli się zaszczuci, co rusz ktoś był podsłuchiwany. Służby inwigilowały masowo niewinnych ludzi, a przeciętny obywatel mógł spodziewać się,że mu do drzwi „kolbami” o 6-ej rano załomocą. Dla uzyskania tego efektu, ofiara musiała się zamienić w świadomości społecznej w agresora, a agresor w niewinnego baranka, Przez dwa lata rządów obecna władza, wszystkie swoje niepowodzenia zrzuca na opozycję. Z dobrym skutkiem medialnym (nieco ostatnio zagłuszanym przez budzących się dziennikarzy).I mamy idealny komplet narzuconych skojarzeń: wtedy było tak źle, że te czasy nie powinny nigdy wrócić.
Kiedy już jesteśmy przekonani dostatecznie,że Oni to zło, a My niesiemy nadzieję, że zło nie wróci,nie pochylamy się nad bieżącymi informacjami, takimi jak: fakt podsłuchiwania dziennikarzy (Gmyz, Rymanowski, Latkowski),czy też areszt szefa związku zawodowego,w przededniu niewygodnej demonstracji. Bo zło przecież było wtedy, nie teraz. Nie zastanawiamy się, bo i po co, nad tym, że prokuratura umorzyła sprawę rzekomych nacisków na prokuratorów (Karpiniuk wie lepiej),że „przestępca” Macierewicz niesłusznie i wbrew prawu został pozbawiony dostępu do dokumentów tajnych.
Czujemy się jak ryba w wodzie, gdy -wobec niepokojących nas informacji o degrengoladzie rządzących (Misiak, Gregorek,Karnowski,Nitras,nepotyzm PSL w agencjach rządowych szefa ZUS,Drzewiecki, Graś, Palikot,Chlebowski itp.)-ktoś rzuci nam dobre hasło,tak jak poseł Karpiniuk wczoraj w Sejmie: Beger. I już jesteśmy uspokojeni. Zło było wtedy.
Nieważne, że liczba podsłuchów obecnie jest większa niż za czasów PiS, a rząd walczy o super uprawnienia dla ABW. To wtedy było źle i zamordyzm, teraz panuje liberalizm. Szczególnie wobec swoich.
Zastanawiam się jak długo puste hasła mogą w społeczeństwie zastępować rzeczywistość?I być podstawą do kompletnie fałszywych osądów? Co może być przyczyną, że jesteśmy gotowi usprawiedliwiać nieprawości,tylko dlatego,ze nam się wmawia,że ich nie ma? Bo spora część naszego społeczeństwa, w swoich osądach, przypomina ofiary skutecznej indoktrynacji medialnej.Bez jakiejkolwiek woli rzetelnej analizy faktów. Zachowuje się jak społeczność,która znalazła się na tym świecie przypadkiem,tylko po to, aby być. Mówiąc trywialnie: jak ofiary pękniętego kondoma.


Komentarze
Pokaż komentarze (36)