Do tego postu zainspirował mnie bloger telok. Chociaż wszyscy mniej więcej wiedzą, na czym polega szukanie inwestora, to jednak w szczegóły „nie wchodzą”.A przecież,podstawowe założenia z tej wiedzy praktycznej, mogą zdecydowanie pomóc w ocenie, co tak naprawdę działo się wokół przetargu na stocznie.A także ocenić realność istnienia poważnego inwestora z Kataru bądź potwierdzić, że katar to i owszem był, ale uczuleniowy,u ministra Grada.
Inwestorów z grubsza można podzielić na kapitałowych i strategicznych. Ci pierwsi, dążąc do maksymalizacji zysku, oceniają zdolność do jego generowania w danej firmie,na podstawie business planu i due diligance i zakupują umowna ilość udziałów,z zamiarem ich odsprzedaży,zwykle w okresie kilku lat. Inwestorzy kapitałowi,zwykle kupują jakiś pakiet, nawet i większościowy, zajmując się jednak głownie inżynieria finansową,a nie realnym zarządem firmą. Wchodzą w inwestycje, które mogą im przynieść w okresie 5 lat od 20-40 % zysku, w stosunku do zainwestowanego kapitału.
Inwestorzy strategiczni, to znaczy inwestorzy branżowi, zwykle,opierając się na tych samych danych, są skłonni zaakceptować o wiele niższe zyski( nawet straty w pierwszym okresie od inwestycji), oczekując rozwoju firmy i licząc na większe zyski w długim okresie czasu.
W przypadku inwestora z „Kataru”, który miał nabyć majątek z przetargu,kupując sekcje umożliwiające produkcję statków (swoją droga ciekawe jest, czy na niezbyt zgrabnie pokazywanej tablicy z podziałem stoczni na sektory w trakcie konferencji prasowej ARP,można byłoby rzeczywiście jasno określić, czy tereny wyznaczone na niej na pewno taką produkcję statków umożliwiały), stawiającym do przetargu była Fundacja celowa SFPG, za która stał podobno UIT z Qracao. Tu pewności nie mamy, bo ministrowie podawali różne wersje. Może, więc, dla uproszczenia przyjmujmy sobie, że prawdę powiedział minister Nowak „
TVN24
Premier rozmawiał z szefem katarskiego rządu o pieniądzach za stocznie w Gdyni i Szczecinie - potwierdził w TVN24 Sławomir Nowak, szef gabinetu politycznego Donalda Tuska. - Obiecał pomóc ile może, ale to nie rząd katarski jest inwestorem - dodał Nowak. Szef gabinetu politycznego Tuska przyznał, że to Katarczycy poprosili o spotkanie. - Była to rozmowa o rzeczach, które są dla nas i strony katarskiej ważne: gaz, współpraca przy prywatyzacjach - wyliczał Nowak.
Ale pojawił się też temat zapłaty za stocznie w Gdyni i Szczecinie. Katarski fundusz QInvest jest inwestorem w firmie Polskie Stocznie, która po zwycięstwie w przetargu będzie głównym właścicielem majątku obu zakładów.
Podobnych informacji udzielił prasie minister Graś”1,07.2009 r.„QInvest, najpotężniejszy fundusz inwestycyjny w Katarze jest inwestorem, który kupił stocznie w Gdyni i Szczecinie. Szefem nowej spółki Polskie Stocznie został Jan Ruurd De Jonge, z wykształcenia inżynier okrętowy, kiedyś oficer holenderskiej marynarki wojennej i szef jednej z holenderskich stoczni. „
Media jak i ministrowie, mówili także o tym, że za transakcją stoją szejkowie z Kataru. Którzy, wedle informacji ministra Grada, wskazującego na spółkę UIT,związani są z funduszami Fortis Banku.W tych informacjach można się pogubić, bo i podobno rody królewskie za SFPG stać miały, ale na pewno wiemy, że mamy do czynienia z fundacją albo funduszem. Należy wiec rozumieć, że inwestorem będzie typowy fundusz kapitałowy, który nastawiony jest na roczny profit w granicach 20-40% w stosunku do zainwestowanych pieniędzy.
Fundusz, przystępując do przetargu musi mieć gotowy business plan. Szukałam jego śladów i znalazłam: oto „Gawlik ocenił, że transakcja sprzedaży kluczowych aktywów zakładów w Gdyni i Szczecinie nie udała się, ponieważ pogorszyła się koniunktura na rynku stoczniowym. - Biznesplan, który był od lutego tworzony przez inwestora, zawalił się i to było powodem wycofania się z projektu – tłumaczy”
Co prawda minister Grad, wcześniej podawał inne przyczyny wahania” katarczyków”, a powtórzył je w wypowiedzi dla TVN minister Nowak:”. Katarczycy w wyznaczonym terminie nie wpłacili jednak należności,prosząc o jego przesunięcie (nowy termin upływa 17 sierpnia).
Powodem list od Stowarzyszenia Obrony Stoczni, w którym napisano m.in., że zakład w Szczecinie mógł być pralnią brudnych pieniędzy. Minister skarbu Aleksander Grad skierował sprawę, która jego zdaniem jest jawnym sabotażem do prokuratury i ABW.
Mieliśmy więc fundusz kapitałowy, który działa na określonych zasadach generowania zysku z nakładu, mieliśmy jakiś biznes plan,który podobno padł.Albo z powodu listu od stoczniowców (wersja ministra Grada), albo z powodu pogorszenia się sytuacji na rynku zamówień (obie informacje mało wiarygodne Pierwsza, bo rząd ujawniłby to jako powód,ujawniając list z Qinvest,druga:, bo sytuacja w tym czasie nie uległa żadnej drastycznej zmianie w stosunku do początku roku)).Pozostał do odnalezienia proces due dilligance,który jest nieodłącznym atrybutem każdej transakcji kapitałowej, mającej cechy inwestycji.
Tymczasem okazuje się, że inwestor nie był nawet na terenie stoczni! 20.08.2009 r. Witold Gadomski pisał „Na początku maja pojawiły się pierwsze przecieki: "Zarejestrowana w Europie firma związana z katarskim funduszem inwestycyjnym Qatar Investment Authority wpłaciła wadium w przetargu na zakup majątku Stoczni Gdynia" - nieoficjalnie informowała Agencja Rozwoju Przemysłu. Potem Ministerstwo Skarbu lub Agencja Rozwoju Przemysłu dawały kolejne przecieki lub nieoficjalne informacje. Dziennikarze łykali je bez popijania. Mało kto przejmował się brakiem logiki w działaniach inwestora. W stoczni w Szczecinie i Gdyni nic się nie dzieje, nie prowadzi się rozmów z załogą, menedżerami. Nikt nie przedstawia planów, nie pokazuje rachunku opłacalności inwestycji.Czyżby wszystkich urzekły bajki Szeherezady?”
Reasumując: to nie był zwykły deal dla jakiegokolwiek funduszu. To musiała być część jakiegoś innego planu, który się zawalił. Gdyby miano produkować statki i w tym celu zakupić stocznie, przetarg musiałby być połączony z budową solidnego business planu oraz procesem badania due diliagance.Oba nie byłyby możliwe do stworzenia, bez rozmów (i to wielu!) z menadżerami i załogą obu Stoczni. Także bez własnej inwentaryzacji.
Jaki to był plan? Rąbka tajemnicy uchylić może Pan Premier,który powiedział w lipcu”Jestem spokojny, bo zapewnienia, jakie płyną od naszego katarskiego partnera brzmią uspokajająco. Umówiliśmy się na wieloletnią strategiczną współpracę, na bardzo duże inwestycje w Polsce. To jest próba dla obu stron, a stocznie nie są wcale największym elementem tego planu - powiedział szef rządu. „
Dla rozwiania wszystkich wątpliwości wystarczy, jeśli dziennikarze zapytają Pana Premiera o szczegóły tego planu. I wszystko będzie jasne. Bo jeśli nic nam Pan Premier nie powie, to będziemy się czuli zupełnie jak 30 lat temu, gdy szukaliśmy w pewnym sklepie torebek z kawą.Nadzieję dawał nam napis na sklepie:”Mieli my kawę...”
P.S.
Bez względu na to,jakie były te dodatkowe umowy, wiara, iż w stoczniach miały być budowane statki, jest wiarą w baśnie Szeherezady. Zgadzam się z Witoldem Gadomskim w pełni.
http://wyborcza.biz/biznes/1,100897,6943184,Katarska_farsa.html
”Premier wierzy w Katarczyków
http://www.tvn24.pl/0,8030,1613871,,,pieniadze-za-stocznie-premier-kataru-pomoze,raport_wiadomosc.htmlKlęska na
http://telok.salon24.pl/133568,prywatyzacja-to-takie-proste


Komentarze
Pokaż komentarze (54)