75
BLOG
W moim kuchennym telewizorze re-mark pochodów majowych.I przypomina mi się opowieść pewnego południowoamerkańskiego, mlodego studenta Akademii Sztuk w Gdańsku.(chyba wenezuelczyka) Ze szkoły językowej w Łodzi, trafił do akademika na dwa dni przed manifestacją 1 maja. Na tablicy ogłoszeń zobaczył zawiadomienie z rektoratu, zapraszające studentów na spotkanie w holu szkoły , skąd cała grupa doposażona w transparenty i flagi miała uda się na miejsce zbiórki i sam pochód. Ponieważ miał w pamięci radosne fety z okazji Święta Pracy z własnego kraju ,ochoczo skorzystał z zaproszenia. Był ogromnie zdziwiony ,że oprócz wykładowców, , reprezentowanych przez dość liczną grupę , zebrała się nieliczna grupa studentów. Pochód ruszył. Nasz bohater był zdumiony widząc bardzo szczelny kordon zomowców, oddzielający maszerujących od reszty ludzi. Pochód w niczym nie przypominał mu radosnych obchodów z własnego kraju. Chciał się odłączyć, ale uniemożliwiał mu to nadal szczelny kordon zomowców i milicji. Okazja nadarzyła się tuż po minięciu trybuny, zlokalizowanej wtedy na Alei Zwycięstwa. Nagle kordon się zaczął przerzedzać, a do maszerujących zaczęli się dołączać bardziej radośni uczestnicy , którzy pojawiali się wychodząc z bocznych ulic z zupełnie innymi, niż te niesione w pochodzie „właściwym” transparentami .Ktoś idący obok powiedział: mamy pochód gwiaździsty! Idziemy !Kordon nagle zniknął zupełnie, a ze wszystkich stron dochodzili do pochodu ludzie z transparentami i flagami. Wreszcie pochód zaczynał być „żywy”. Kiedy ogromna już grupa ludzi, idąca całą szerokością ul Grunwaldzkiej doszła do skrzyżowania z ul. Wyspiańskiego, czoło pochodu nagle zatrzymało się i ludzie zaczęli rozbiegać się po bokach .Po chwili zrozumiał, ze uciekają przed woda z polewaczek, laną z nadjeżdżających od strony Oliwy wozów .I tego już zupełnie nie był w stanie pojąć. Dla niego był to wreszcie kolejny element radosnego świętowania, ponieważ w jego rodzinnym kraju właśnie w święto pracy polewali się wodą.! Nie uciekał więc i spokojnie poszedł do przodu.I wtedy zomowocy zaczęli strzelać w tłum rakietami.Dopiero wtedy zorientował się, że ci z przeciwka to nie koledzy, zapraszający do radosnego fetowania... Przez następnych kilka lat z okazji pierwszego maja były pochody gwiaździste. Pochód praworządny szedł Aleją Zwycięstwa i miał się kończyć tuż za Opera Bałtycką ,a uczestnicy skręcali pod wiadukt Kliniczna. Tymczasem pochody ożywały od tego momentu, gdy z różnych uliczek ,wiodących w kierunku Alei Zwycięstwa i Grunwaldzkiej ( w tym od strony akademików AM i Politechniki) dochodziły gwiaździście grupy kontr-demonstrantów. Takie pochody było trudniej powstrzymać. Tym trudniej, że kiedy np. rozpędzono demonstrację zmierzająca w kierunku Oliwy, trzeba było przerzucać siły milicyjne na odrodzony właśnie pochód, nadchodzący od strony Gdańska.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)