Nigdy nie mogłam zrozumieć (jako katoliczka) ludzi zwących się katolikami ,którzy co tydzień uczestnicząc we mszy św. i odmawiając wyznanie wiary, okazywali nienawiść w stosunku np. do sąsiadów czy bliskich . Który przystępując do Komunii św. nie wybaczali (zgodnie z nakazem) swoim winowajcom itp. itd.
Moja dawno nieżyjąca babcia zwykła mi tłumaczyć :dziecko, to jest „katolik z beczki”
Obecna ekipa rządząca , która jako swoje Credo głosi takie hasła jak:
-łączymy , a nie dzielimy
-chcemy zgody z wszystkimi
- jesteśmy otwarci na wszelkie propozycje, będziemy rozmawiać z każdym , kto chce coś dobrego dla Polski
- nie ma w nas kłótliwości i nienawiści (czyt. sama miłość) cóż czyni dla realizacji tych haseł?
Ano:
- Kochający premier , w obecności głowy innego Państwa negatywnie wyraża się o prezydencie własnego kraju
- minister Spraw Zagranicznych wsadza własnemu prezydentowi szpilki przy każdej okazji
- minister Obrony Narodowej ,podkreślając znakomite stosunki z kancelarią prezydenta ,ubolewa publicznie, że Prezydent krzywdzi podległe mu siły zbrojne Polski
- przedstawiciele obozu rządzącego w licznych dyskusjach medialnych kopią PIS -owskich interlokutorów poniżej pasa. Vide niedawna audycja u Lisa (Niesiołowski i Brudziński) itp.
Jak na razie jednak dobra robota PR owców przynosi efekty. Społeczeństwo nadal kupuje hasła odczytywane z czerwonych pasków w telewizorni i nagłówków w prasie oraz necie.
Ale tak jak w przypadku „katolika z beczki” łatwość rozgrzeszania ma tendencję zawsze malejącą.
Bo może być tak jak w dowcipie: W kolejce do Pana Boga stoi Matka Teresa Kiedy staje przed Bogiem ,Pan mówi :Dziecko, mogłaś zrobić więcej ... a ja stoję w kolejce za Matką Teresą.Cóż ,pora zająć się kuchnią.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)