Wyjazd rodziny do Bułgarii miał nastąpić za kilkanaście dni. Mimo prawidłowo wypełnionych formularzy ,a także potwierdzenia wykupienia wczasów (bardzo popularny wynajem mieszkań prywatnych i talony na jedzenie oraz zakup żywności) ,paszportów nie było. Wreszcie są: paszport odbiera mój mąż , a także dzieci. Mojego paszportu nie ma nadal. Zapisujemy się na rozmowę z szefem biura paszportowego. W trakcie spotkania prosimy o przyspieszenie wydania paszportu,. z uwagi na bardzo już nieodległy termin wczasów i konieczność dojazdu do Bułgarii(dojazd był własnym samochodem).Naczelnik wydziału ustala, że mam się zgłosić po odbiór za 4 dni. W oznaczonym dniu zajmuję krzesełko w korytarzu i czekam. Po 3 godzinach ,pytam- wychodzącego z pokoju , gdzie wydają paszporty, urzędnika ,co z moim paszportem. „Proszę czekać , może nadejdzie w kolejnej partii paszportów” .
Czekam dalej. Pod koniec godzin urzędowania(czyli po 8 godzinach), z końca korytarza , z drzwi bez szyldu , wychodzi jakiś mężczyzną i podchodzi do mnie pytając: Pani X ? Kiedy pada odpowiedź twierdząca zaprasza mnie do pokoju vis a vis pokoju naczelnika. Tam biurko, za którym siedzi jakiś nieznany mi mężczyczna.Za tym biurkiem zasiada także mężczyzna, który mnie tu przyprowadził. Mówią mi, że mają do mnie kilka pytań. Pytania głównie dotyczą znajomych, odwiedzających nasz dom. Wiedzą bardzo wiele. Udaję bardzo rozluźnioną, ale w środku jestem bardzo spięta. Potwierdzam, że owszem, wymienieni przez nich ludzie u mnie bywali, czy bywają. Pada pytani o koleżankę, która po kilku miesiącach oczekiwania i wielu wcześniejszych odmowach (przy skromnej pomocy mojej i męża-skontaktowaliśmy ją z mężem mojej koleżanki z byłej pracy , który był pracownikiem SB) .Spokojnie odpowiadam, że miałam z nią kontakt dopóki była w Polsce, ale wyjechała do Francji. I ,ze kontaktu z nią obecnie nie mam .(to jedyne kłamstwo, jakie padło podczas tej rozmowy z mojej strony). Rozmowę nagle zakończono, mówiąc mi, aby w dniu następnym przyszła po odbiór paszportu.
Bardzo zdenerwowana wróciłam do domu. Zaczęłam podejrzewać ,że może mąż mojej koleżanki z pracy, który pomógł wymienionej w rozmowie koleżance wyjechać do Francji wziął jakieś pieniądze za załatwienie paszportu i może powiedział że to ja skierowałam koleżankę do niego... Późnym wieczorem spotkałam się nim i jego żoną ,żeby wyjaśnić , czy nie grozi mi jakieś niebezpieczeństwo z tej strony. Usłyszałam, że żadnej afery nie ma, że prawdopodobnie wobec mnie mają jakieś „plany” . A może mam coś innego na sumieniu?
Do pożna w nocy zastanawialiśmy się z mężem, co może mnie czekać następnego dnia. Więzienie? Zakaz wyjazdów? Czy też ...coraz bardziej skłanialiśmy się oboje z mężem do „planów” wymienionych w rozmowie z poprzedniego dnia. Że może paść propozycja współpracy. Dla nas oznaczało to jedno: odmowa spowoduje, że na lata pożegnamy się z możliwością rodzinnych wyjazdów.
Następnego dnia powtórka z rozrywki. Kilka godzin czekania. Bez możliwości wyjścia do toalety nawet, bo może minąć kolejka. Wreszcie, znowu pod koniec pracy, kiedy na korytarzu praktycznie już nikt nie czekał poza mną, otworzyły się drzwi pokoju, gdzie byłam poprzedniego dnia. Znowu zaproszono mnie do środka. Tam-ci sami panowie, uśmiechnięci, koleżeńscy. Po kilkuminutowej rozmowie o pogodzie ,jeden z nich powiedział: „sprawdziliśmy ,że wczoraj była Pani z nami szczera” ( niewiarygodna ulga, bo nie wiedzieli o moich kontaktach z koleżanką we Francji, czyli raczej nie więzienie...). Potem padło, „sporo jeździła pani po świecie, zna pani języki obce...Czy jest pani przywiązana do swojego kraju? „
Oczywiście –odpowiedziałam ,zgodnie z prawdą.” Wie pani, mamy do pani mała prośbę;nie możemy nawiązać kontaktu z pani koleżanką we Francji, a ona obiecała nam się skontaktować.. damy pani telefon do niej...niech pani zadzwoni i przypomni o rozmowie , jaką miała z nami przed wyjazdem, dobrze? NO i o obietnicach, jakie nam dała. Wpadnie pani po przyjeździe i jak pani będzie zdawała paszport, przekaże nam pani co ona odpowiedziała, dobrze?” Odetchnęłam z ulgą- paszport dostanę , a w sprawie koleżanki coś wymyślę!
Oczywiście, nie mam z tym żadnego problemu-powiedziałam radośnie. I wtedy jeden z nich wyciągnął jakiś papier , położył go przede mną i powiedział : „chcemy jednak panią prosić, aby zrobiła pani coś dla dobra Polski .Wie pani, na świecie mamy sporo wrogów ...ojczyzna potrzebuje ludzi takich jak pani, światłych ,ze znajomością języków obcych...ma pani dużo znajomych w kraju i zagranicą.. mamy nadzieję, że zgodzi się pani na stałą współpracę dla dobra Polski z nami ...wie pani, w trakcie wyjazdów trochę mieć oczy i uszy otwarte.. powiemy pani na co zwracać uwagę, jakie informacje są ważne dla nas...
Podpisanie tej deklaracji to tylko mała formalność, zaraz wydamy pani paszport i może pani z mężem i dziećmi wyjechać na wymarzony urlop...”
I wtedy przyszło mi odegrać najlepsza rolę sceniczną w moim życiu ..Powiedziałam spokojnie. „Oczywiście nie ma sprawy ...”wzięłam do ręki podsunięty mi papier (do dzisiaj nie wiem jakiej był treści) , do drugiej wzięłam, również podsunięte mi pióro i , kiedy pozornie miałam składać podpis, podniosłam głowę i powiedziałam: „muszę jednak o cos panów zapytać, zanim podpiszę.”
„Tak ?”, przyjaźnie zapytał jeden z nich.
„Czy to nie przeszkadza, że ja mam, no.. trochę długi język...”Szczególnie pod wpływem alkoholu –tu uśmiechnęłam się porozumiewawczo do baranów. ”to znaczy ja jestem trochę papla, a już szczególnie jak mam szmerek w głowie,, ale to chyba nie przeszkadza, powiedzieli przecież panowie, że to są jakieś niewinne sprawy, wiec to chyba nie ma specjalnego znaczenia jak gdzieś niechcący chlapnę, że informacje zbieram na panów prośbę?- kontynuowałam z uśmiechem na ustach ...
Ich konsternacja była pełna. Szybko jednak jeden z nich powiedział, momencik niech pani poczeka, coś musimy z kolega pilnie załatwić. Obaj wyszli przez drzwi prowadzące do innego pomieszczenia. Po 3, 4 minutach wrócili. W sposób naturalny papier leżał przede mną na biurku. Usłyszałam: „w sumie , ufamy pani, nie musi pani nic podpisywać. Proszę przyjść do nas jak pani będzie zdawała paszport i powie nam pani co z ta koleżanką we Francji, dobrze? „
„ Jasne- odpowiedziałam . A .. co z moim paszportem? „.Wtedy usłyszałam , proszę chwile poczekać.” Obydwaj znowu wyszli przez wewnętrzne drzwi do innego pomieszczenia, za chwilę jeden z nich wrócił i wręczył mi paszport .
Wyszłam z biura paszportowego .Tam czekał mój mąż. Oczywiście nerwy „puściły „,a wraz z nimi lawina łez. Kiedy się trochę uspokoiłam , w samochodzie zdałam relację ze spotkania. Mąż wziął mój paszport, otworzył.. a tam...miałam pieczątkę uprawniającą mnie do podróżowania do wszystkich krajów świata!!!!
Byli pewni ,ze wyrażę zgodę na współpracę. I przecież się nie pomylili, prawda?
Jestem więc w stanie sobie wyobrazić jak pieczątka trafiła do paszportu pana Wejcherta....


Komentarze
Pokaż komentarze (22)