1maud 1maud
268
BLOG

Odpowiedzialność rodziców versus zdziczenie

1maud 1maud Polityka Obserwuj notkę 12

Odpowiedzialność rodziców

40 lat temu przyszła na świat przepiękna dziewczynka. Jako drugie z kolei dziecko w rodzinie Krystyny i Mieczysława. Dziecko było po prostu śliczne .Piękne, gęste , kręcone włosy o barwie ciemny blond ,:chabrowe, ogromne oczy z niewiarygodnie długimi rzęsami. Mała Shirleyka...... Rozwijało się prawidłowo aż do chwili ,gdy  wieku 8 miesięcy przeszło chorobę zakaźna  . W wyniku powikłań (prawdopodobnie zapalenie opon mózgowych nierozpoznane w owym czasie) doszło do totalnego uszkodzenia mózgu.,

Z dnia na dzień z normalnie rozwijającej się dziewczynki  nie pozostało śladu.

Asia przestał radośnie gaworzyć, nie podnosiła główki jak inne niemowlęta w Jej wieku.,

Na wątpliwości rodziców którzy widzieli odstępstwa w zachowaniu swojej córeczki w stosunku do pierwszej córki – lekarze odpowiadali uspokajająco:  spokój Asi wynika z jej niedawnej choroby,

   Kiedy Asia miała około roczku i nie próbowała nawet siadać, wątpliwości rodziców zmieniły się w pewność jakiegoś nieszczęścia. Diagnozy były różne (do dziś żadna nie została definitywnie potwierdzona) .Efekt  jednak był widoczny : Asia zatrzymała się w swoim rozwoju na etapie kilkumiesięcznego niemowlęcia. Jej słodka buzia nie wyrażała nigdy nic więcej prócz podstawowych reakcji : zniewalającego uśmiechu w sytuacji gdy była zadowolona i grymasu bólu bądź niezadowolenia, z nieodmiennym przymarszczaniem brwi.

I tu zaczyna się cos co można określić pojęciem  historii o niezwykle prawej odpowiedzialności ludzi , których dziecko zostało dotknięte nieszczęściem całkowitej

niesprawności umysłowej.

       Życie rodziców Asi musiało ulec zmianie. Mama przestała pracować zawodowo, ojciec po całodziennej pracy na utrzymanie 4-osobowej rodziny czynnie włączał się w opiekę i rehabilitacje Asi.

   A było na co zarabiać : prywatne rehabilitantki do masażu oraz nauki , wokół malutkiej Asi.  Efekty przychodziły latami. Ale Asia nauczyła się chodzić , mogła być karmiona przy stole. Nie powiedziała nigdy Mama czy tata, ale z wielką czułością głaskała po buziach swoją rodzinę i przytulała do nich w niemej podzięce swoją główkę.

Z tych gestów czerpali siłę do morderczej pracy i 24 godzinnej opieki.

    Niestety wraz z upływem lat narastały także problemy w rodzinie. Starsza siostra nie miała spokoju do nauki  - dzieci z upośledzeniem umysłowym często przeraźliwie, bez powodu ,krzyczą. Rosnąca jak na drożdżach Asia musiał być przez 24 godziny pilnowana Moment nieuwagi mógł się skończyć dramatycznie. Mieszkanie było bardzo małe i Asia była narażona  na urazy. Doszły problemy finansowe związane z rehabilitacją w domu. A także niemożliwość poświęcenia czasu starszej córce.

    Wakacje spędzali zawsze nad morzem . U kaszubskiej rodziny mieli swoje siedlisko co roku. Asia bardzo lubiła wielogodzinne przechadzki nad morzem. Wielu mieszkańców Kuźnicy pewnie pamięta szczupłego pana spacerującego pod rękę  z panienką o twarzy  Anioła ,Chodzenie przychodziło jej z trudem (miała lekki paraliż prawej strony ) , ale bardzo to lubiła.

     Kiedy Asia miała 12 lat nadszedł moment, który rodzice odkładali mimo wielu zaleceń lekarzy i przyjaciół/ Asia została oddana pod opiekę szpitala w Międzylesiu.  Opieka nad Nią w domu przekraczała już ich możliwości.

   Często rodzice dziecka niedorozwiniętego umysłowo  oddając je do zakładu widzą pierwszy i ostatni raz ten zakład w momencie przekroczenia jego progu .

Nie w przypadku rodziców Asi. Dla Nich było to miejsce ,w którym Asia mogła być otoczona prawidłową opieką , której Oni już nie byli w stanie jej zapewnić. A więc miejscem pobytu ukochanego dziecka , które się odwiedza , które się zabiera na Święta do dom u. Które zabiera się na wakacje do ulubionej Kuźnicy. Na te spacery mozolne nad morze opłacone uśmiechem i głaskaniem dziękczynnym po rękach. Na chwile w których  Asia wyrażała swoją radość przytulaniem aksamitnego policzka lub głaskaniem ojca i matki po twarzy.

  Nie było innych wakacji jak te a całą rodziną . A całą rodziną byli tylko we czwórkę : z Asia. To była ich odpowiedzialność za dziecko które poczęli i które zdecydowali się mieć. Tak pojmowali swoją odpowiedzialność rodziców : do końca i bez względu na ciężar .

   28 lat w  Międzylesiu to każda niedziela spędzana na jedna modłę : rano śniadanie , pakowanie wiktuałów na tydzień dla Asi. .Potem kilka godzin z Asią. Spacery , karmienie, gesty miłości.  

   Druga córka wyszła w międzyczasie za mąż , urodziła synka Michasia.  Nic jednak nie  zaburzyło to nieodmiennego rytuału rodziców Asi.

 Niestety Asia w miarę upływu lat robiła się bardziej niesprawna ruchowo. Do kontaktów z Asią zostało tylko Międzylesie i Ich niedzielne i świąteczne wizyty.  

     Starsza córka wyjechała z mężem i synkiem do USA. Tam osiedlili się . Nie mogli przyjeżdżać przez długi czas do Polski. Zostali więc sami z Asia. Pracowali obydwoje na to by móc jak najlepiej dożywiać dziecko, zabierać na wakacje i na święta. Dla siebie nie potrzebowali wiele.

  Nadszedł okres chorób. Wiele lat zgryzoty spowodowanej ciężkim upośledzeniem dziecka dało się odczuć : mam zapadła na ciężką nerwice. Ojciec przeszedł wylew krwi do mózgu.

Musieli obydwoje przejść na rentę. Mimo  dobrych zarobków w okresie pracy renta ojca była minimalna. Mama pracowała tylko kilka lat ,bo przecież 12 lat spędziła przy Asi. Sytuacja materialna stała się trudna. Jednak w niczym to nie pogorszyło warunków Asi.

Kiedy zmuszeni okolicznościami wyjeżdżali do sanatorium – zawsze byli w kontakcie z Międzylesiem . A także załatwiali sobie zastępcze wizyty (zwykle prosili inna matkę, tak jak Oni odwiedzająca swoje dziecko w Międzylesiu o zakupy owoców, jogurtów i spacer z Asią ). Na taką sama pomoc i zastępstwo mogła ta Pani liczyć od nich.  Także na częstsze wizyty w razie choroby Asi. Oni sami w przypadku choroby Asi  zawsze zwiększali częstotliwość wizyt., przejmując ciężar pielęgnacji w chorobie od opiekunów.

Nikt z rodziny nigdy nie zastąpił ich przy Asi. Dla wszystkich wokół Asia ,była tylko  nazwą Ich drogi krzyżowej do Międzylesia,. Po kilku latach dostali upragnioną wizę do USA .Po wielu latach zobaczyli starsza córkę, zięcia i wnuka.  Na cały okres pobytu w USA (ok. 5 miesięcy ) zapewnili Asi wizyty i dodatkowa opiekę. Dyrektorem zakładu w Międzylesiu była wspaniała dyrektorka ,która sama namawiała ich na dłuższy pobyt . Na ten okres nieobecności zostawili szpitalowi w  Międzylesiu pełnomocnictwo do występowania w imieniu Asi . Na przykład w razie nagłej choroby. Na wypadek śmierci mieli zostać zawiadomieni .Z Międzylesiem utrzymywali przez cały okres nieobecności  bezpośredni kontakt telefoniczny.

  Potem jeszcze dwa razy na krócej wyjeżdżali do starszej córki. Nieodmiennie skracając swoje pobyty w USA po to ,by przejąć pieczę nad Asią.

 Cztery lata temu Asia przestała chodzić .Została przeniesiona na oddział dla leżących.  Doszła konieczność dodatkowej rehabilitacji w postaci zapobiegania pogłębiającym się przykurczom rąk i nóg. Asie na wózek trzeba było przenosić. Przestała praktycznie w ogóle chodzić. Niedziele spędzała z rodzicami w zakładowej kawiarni. Przewozili ja tam na wózku.. Wieczorem wracali do domu , dziękując Bogu za życie dane ich córce i prosząc Go oszczędzenie jej bólu w chorobie.

2 lata temu w trakcie zbyt mocno prowadzonych zabiegów rozgimnastykowania przykurczy rąk rehabilitant spowodował skomplikowane złamanie ręki.

 Był to już drugi, nieszczęśliwy wypadek w Międzylesiu, któremu uległa Asia. Kilkanaście lat wcześniej doszło do poparzeń nóg spowodowanych wsadzeniem Asi do zbyt gorącej wody do kąpieli. Spowodowała ten wypadek dyżurna pielęgniarka. Pielęgniarka swoja nieuwagę tłumaczyła faktem,że wcześniej otrzymała wiadomość o śmierci swojego brata . Nie mogła zejść z dyżuru,a chciała wykonać zleconą jej kąpiel dziewczynki. W rozpaczy nie sprawdziła temperatury wody... Rodzice Asi nie mieli pretensji. Boleli nad bólem swojej córki i nad nieszczęściem opiekującej się nią pielęgniarki. Nie upatrywali w tym tragicznym przypadku niczyjej złej woli.Pomagali pielęgnować oparzenia, zajmowali się córka.

  Wypadek ze złamaniem ręki w aspekcie braku poczucia  winy jak  też prób  okazania żalu przez personel Zakładu w Międzylesiu – mocno zbulwersował rodziców Asi.

   Nie usłyszeli słowa przepraszam, przykro nam.

Zmieniła się dyrekcja Zakładu . Nie było już ciepłego kontaktu z rodzicami (od 16 wtedy lat opiekującymi się kalekim dzieckiem). Ważne były wyniki ekonomiczne szpitala, zasady, przepisy itp. Zabrakło miejsca na gesty i serce do podopiecznych .

Asia została przewieziona do szpitala w Otwocku. Tam pieczę nad Nią sprawowali lekarze ze szpitala ortopedycznego oraz rodzice Asi.  Płatni opiekunowie czyli Zakład w Międzylesiu problem miał z głowy. To rodzice Asi codziennie rano wyjeżdżali z Warszawy do Otwocka by pielęgnować i karmić Asię. Asia była przez tydzień po operacji w śpiączce. Obudziła się z niej wbrew obawom wszystkich i powoli powracała do zdrowia.  Związek Asi z Międzylesiem polegał w tym czasie na pobieraniu przez zakład pieniędzy za opiekę nad Nią. Opiekę, którą sprawowali jej rodzice – renciści.

Ręka zrosła się i Asia mogła wrócić do Międzylesia.

    Wieloletnia martyrologia rodziców Asi zaowocowała gwałtownym pogorszeniem stanu zdrowia  jej mamy.  U rodziny w Gdańsku trafiła na specjalistyczne badania które miały poprawić jej stan. Jednym z zaleceń lekarzy było zejście z dużych dawek leków uspokajających, które musiała zażywać przez całe lata. Warunkiem do powolnego zmniejszania dawek był jednak pewien komfort psychiczny który należało stwarzać w przypadkach normalnych, codziennych utrudnień losowych. Normalnych,ale nie takich jakimi zostali poddani w tydzień po rozpoczęciu kuracji.

Piątkowy telefon z Międzylesie informujący,że Asia ponownie ze złamana druga ręką została przewieziona do Kliniki w Otwocku nie był codziennym utrapieniem.

Powiadomiono, że  ręka została złamana w trakcie przenoszenia Asi z łóżka  na wózek.

 Prawdopodobnie nie zachowano należytej ostrożności , co spowodowało uderzenie ręką w wózek.

   Wrócili więc do tego samego szpitala w Otwocku, gdzie przed dwoma laty pielęgnowali Asię. Ręka była złożona, Asia w gipsie. Wystąpiła wysoka gorączka . I miesiąc ciągłej pielęgnacji. Codziennie rano wyjazd z Warszawy do Otwocka. Pielęgnacja Asi, karmienie.

Stan był cały czas bardzo ciężki. Brak  kontaktu z Asią  utrudniał opiekę nad Nią. Dlatego nie zostawili personelu szpitalnego z ciężarem opieki. Dzieli go razem z Nim.

Pieniądze na paliwo i na extra wydatki przysłała córka z zagranicy. Przelew jednak trwał w czasie . A rodzice Asi nie mieli żadnych rezerw. Ich skromne renty nie pozwalały na jakiekolwiek oszczędności. Przejmowanie więc od czasu do czasu opieki przez płatnych opiekunów z Międzylesia ulżyłby Im bardzo.

   Z Międzylesia nikt jednak w Otwocku się nie pojawił. Byli tam codziennie ,więc wiedzieliby o fakcie takiej wizyty na bieżąco. Lekarz opiekujący się pacjentami Międzylesia dzwonił do lekarzy w Otwocku. Ale na tym się zainteresowanie skończyło.

   Po trzech tygodniach milczenia ojciec wysłał do dyrektorki zakładu list w którym wyraził swoje oburzenie na postawę opiekunów Asi. Wysłał zdjęcie . Ostatnie zdjęcie żywej Asi , leżącej w aparacie założonym na złamaną ręką w którym miała pozostawać około 0,5 roku.

Asi w masce tlenowej z powodu postępującego zapalenia płuc. Z pytaniem dlaczego SA tacy bezduszni ? Dlaczego nie odwiedzili ich dziecka,choć to w Międzylesiu doszło do powtórnego już złamania ręki ? Dlaczego nie usiłowali ich wspomóc w opiece ?

Dlaczego nie zadzwonili chociażby do nich wykazując zainteresowanie ?

Asia męczyła się bardzo. Rodzice modlili się o jedno : Panie, zaoszczędzić  Jej cierpień. Uzdrów bądź zabierz do siebie. Modlili się w  sposób w jaki cały czas żyli :bez jednej myśli o własnej wygodzie , o własnym komforcie. Myśleli o tym, by to dziecko które świadomie wydali na ten świat, miało komfort życia,który od rodziców mu się należy.

To dawanie komfortu Asi przeciągnęło się w czasie. Czas bowiem  Ją zatrzymał w rozwoju,

 A Oni tak pojmowali Odpowiedzialność rodziców.

  

     Asia odeszła 5 listopada wieczorem. Obydwoje przygotowali Ją na wieczorny spoczynek. Tym razem usnęła na zawsze.

    Nigdy w życiu nie mieli zbyt wiele szczęścia. I tym razem opuściło ich ponieważ Asię trzeba było uwolnić z krępujących złamana rękę śrub i aparatu.  Nie mógł tego zrobić lekarz, który musiał operować, pielęgniarki nie miały na to dość siły. Zrobił to ojciec . Delikatnie , tak jak zawsze pielęgnował swoją Asię. Chyba tak dla Niego było nawet lepiej.....

Siedzieli przy niej cicho przez dwie godziny, do chwili gdy lekarz mógł wydać polecenie przewiezienia jej do kostnicy, W ostatnią podróż wózkiem  Asię wiozła salowa z Ojcem.

    

  

   

Odpowiedzialność Zakładu w Międzylesiu

  

    W trakcie pobytu Asi w szpitalu w Otwocku rodzice nie widzieli nikogo z opiekunów z Międzylesia. Nie było tez żadnego telefonu do domu rodziców z deklaracja pomocy. Z pytaniem o ewentualną pomoc w zakupie potrzebnych w pierwszej fazie pampersów , z ofertą dzielenia opieki nad socjalną podopieczna. Na którą zakład otrzymuje dotacje Państwowe a także odbiera przydzieloną rentę.

   Zakład w Międzylesiu nie opływa na pewno w dostatki materialne. Na pewno tez nie grzeszy nadmiarem pracowników w  stopniu umożliwiającym oddelegowanie na stałe opiekunki dla Asi. Czy jednak  poczucie odpowiedzialności  jego zarządu odpowiada nałożonym na przyjętą  pracę obowiązkom?

        Do załatwienia formalności związanych z ostatnia droga Asi niezbędna była karta zgonu ze szpitala w Otwocku oraz dowód osobisty Asi.

 Karta zgonu nie była jeszcze wypełniona a po dowód osobisty trzeba było udać się do zakładu do Międzylesia. Nikt nie zproponowal,żeby chociaż tego umęczonym rodzicom zaoszczędzić.  Po raz ostatni pojechali  więc do Zakładu. Odebrali dowód tak aby nie spotkać nikogo z Zarządu.

   Telefon z Międzylesia został wykonany przez panią Dyrektor Zakładu w poniedziałek 8.11

Około 20-ej wieczorem zadzwonił w domu rodziców . Telefon przyjął ojciec. Najpierw musiał wysłuchać łzawej historii o nieprzespanych dwóch nocach, Tych nocach które nastąpiły po odbiorze listu z wyrzutami od niego. Listu ze wstrząsającym zdjęciem Asi. Rozmowa była burzliwa. Załamany ojciec ponowił wyrzuty. Odmówił propozycji udziału delegacji Zakładu w pogrzebie....Nie podał terminu pogrzebu ,bo nie dostał aktu zgonu ze szpitala.A nawet gdyby znal termin nie chciał narażać siebie i żony na dodatkowe stresy.

   W zamian usłyszał że Zakład w  Międzylesiu z dbałości o swoje dobre imię zażądał sekcji zwłok umęczonej Asi. Bo ojciec zarzucił im umyślne spowodowanie wypadku!!!!Że u Asi  wielokrotnie bywali opiekunowie, tylko rodzice ich nie widzieli bo bywali bardzo rano kiedy ich jeszcze nie było....Personel z Otwocka tez ich nie widywał, ale to już szczegół.

Że rodzice  dzisiaj są tacy opiekuńczy, a przecież potrafili zostawić niby ukochana córkę na kilka miesięcy i sobie pojechali do USA  zostawiając Asie na pastwę losu i Międzylesia – tu cytuję „gon ich cokolwiek obchodziło „ ....

    Odpowiedzialność Zakładu w wydaniu pani Dyrektor sprowadza się do odpowiedzialności formalno – prawnej. I pełnego braku odpowiedzialności za słowa.

Odpowiedzialność urzędów

 

   Wyjaśnianie potrzeby sekcji zwłok wstrzymującej wydanie karty zgonu  trwało dwa dni. Ordynatorowi oddziału na którym leżała Asia  w podjęciu ostatecznej decyzji pomógł fakt konieczności zorganizowania pogrzebu najdalej w poniedziałek. Siostra Asi przyleciała z USA tylko na kilka dni.

     Kiedy Ordynator dowiedział się,że to z woli Pani Dyrektor z Międzylesia miała być robiona sekcja zwłok Asi poprosił o osobisty kontakt z nim. Oswiadczył,że to wierutne kłamstwo, które osobiście chciał zarzucić pani Dyrektor.

    Jednakże całe to zamieszanie sprawiło, że  najwcześniej można było zorganizować pogrzeb w piątek.

   Została zamówiona msza święta w Kościele w Wilanowie , zakupiona trumna i atłasowy jasieczek pod głowę Asi. Tak jak Jej mama obiecała w szpitalu.

   Zakład Pogrzebowy rozpoczął ustalenia z Cmentarzem na Bródnie, gdzie mieli rodzinny grób w którym ma spocząć Asia.

  Ale dramat miał trwać dalej, 

Cmentarz na Bródnie odmówił pochówku w piątek . Pracownicy maja cztery dni wolne od pracy, tak zwany „przedłużony weekend”. Świadomość, że pogrzeb będzie mógł się odbyć w 11 dni od śmierci dobiła Ich kompletnie.

Pokonanie tej ostatniej przeszkody  było ponad siły. Włączyła się więc do pomocy kuzynka z Gdańska.

   Kontakt telefoniczny z biurem na Bródnie miał miejsce przed 9 rano. Rozpoczęcie rozmowy było możliwe po uspokojeniu rozbawienia Pani przyjmującej telefon. Na wszelkie prośby o zezwolenie na pogrzeb w piątek odpowiedź była negatywna.  Na pytanie kto podjął decyzje o 4 dniach przerwy w pochówku na największym cmentarzu padła zdecydowana odpowiedź : mamy prawo do wypoczynku i do wolnego Głos pracownicy przybierał coraz bardziej niegrzeczny charakter.. N a pytanie komu podlega formalnie cmentarz padła odpowiedź. : Kuria Praska.  Na pytanie o numer telefonu padła odpowiedź negatywna.

Kolejny telefon do z-cy Dyrektora Cmentarza to rozmowa na poziomie ale bez pozytywnego efektu. Pan Dyrektor poinformował, ze decyzje o wolnych 4 dniach pod rząd podjął Zarząd Cmentarza., a nie on osobiście.

Powtórzył argument o prawie do odpoczynku każdego człowieka .

Na argument, że  wybierając pracę na cmentarzu każdy pracownik musi czuć odpowiedzialność za fakt,że podjął się specyficznej pracy polegającej na aranżowaniu i ułatwianiu ludziom godnego pochówku swoich bliskich w czasie wybieranym przez LOS a nie przepisy - odpowiedział : kodeks daje prawo do dni wolnych.

Kodeks tak.

A ... odpowiedzialność za przyjęte na siebie obowiązki ?

 

Został więc tylko telefon do nadzorcy cmentarza na Bródnie. Instytucji której cmentarz formalnie podlega,

   Pierwszy telefon miał charakter obustronnie informacyjny : kuzynka z Gdańska dowiedziała się ,że o 4 dniowej przerwie nadzorujący nic nie wie, ale wyjaśni.

 Kolejny telefon po kilku godzinach zaowocował wolnym sygnałem. Był jeszcze jeden numer telefonu do kurii Praskiej.

Rozmowa od nowa z nowym interlokutorem  była już tylko formalnym powtarzaniem teoretycznych pytań i odpowiedzi , które mówiły o diametralnie inaczej pojmowanej odpowiedzialności.

Z informacji wynikało,że Zarząd Cmentarza jest absolutnie niezależny w podejmowanych przez siebie decyzjach., i tylko on za nie odpowiada.

Że nikt, w tym formalnie nadzorujący nie ma prawa na te decyzje wpływać bądź je zmieniać .

    Na  argument ,ze kuzynka kontrolnie kontaktowała się z innymi cmentarzami w Polsce (zaczynając oczywiście od Gdańska) które normalnie pracują zarówno w piątek jak i w sobotę

padła odpowiedź: pracownicy na Bródnie pracowali we wszystkich Świętych i w poprzedzająca niedzielę więc chcą odpocząć.

   Czy więc przyjmując na siebie odpowiedzialność pracy i służenia ludziom w określonej sytuacji nie przyjęli na siebie także konieczności pracy wedle potrzeb a nie  własnych chęci ?

Czy opisana historia ludzi którzy w tak prawy i zgodny z nauką Jezusa Chrystusa  pojmowali odpowiedzialność za podjęte decyzje nie zmienia nic w ocenie, którą   księdza –rozmówca przypisał decyzji pracowników podległego cmentarza ? Nie czekając na odpowiedź poinformowała swoich kuzynów, ze pogrzeb będzie mógł odbyć się najwcześniej w poniedziałek.

Chyba, że tych kilka rozmów poruszy pracowników cmentarza, Kurię czy tez pana Dyrektora ,że zechcą przyjąć na siebie odpowiedzialność bez względów na ciężar jaki się z tym wiąże.

Odpowiedzialność za wykonywaną pracę czy tez funkcję.

    

  

 
1maud
O mnie 1maud

Utwórz własną mapę podróży.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (12)

Inne tematy w dziale Polityka