33 obserwujących
250 notek
418k odsłon
  4134   10

Daniel Obajtek, syn malarza pokojowego


Czytając Wikipedie, ale także wiele artykułów dotyczącej Daniela Obajtka, można napotkać taki oto zwrot” Daniel Obajtek syn malarza pokojowego” Ów zwrot spotkałem w ONET, a także w artykule red. Agnieszki Burzyńskiej, która dołączyła do działu politycznego Faktu, a ostatnio popełniła artykulik o Prezesie Orlenu, którego także nazwała „ Synem malarza pokojowego” Akurat tak się złożyło, że kiedyś znalem Obajtka i jego rodzinę, i należałoby raczej powiedzieć – że to syn przedsiębiorcy remontowo – budowlanego. Bo do zakresu prac, tej rodzinnej firmy, należało także układanie posadzek. Tynki, glazura, płyty k –g. Jednakże użyto określenia – syn malarza pokojowego. Pewnie, dlatego, że w tym określeniu jest pewna drwina, szyderstwo, ponieważ z zawodów budowlanych to „ malarz pokojowy ” kojarzy się z zawodem uprawianym najczęściej przez pijaków. Co 5 dni piją, a 2 dni malują trzymając się drabiny.

Zastanawiam się czy w tym określeniu dotyczącym Obajtaka jest coś więcej niż tylko drwina? I czy w zasadzie, ten epitet, nie mówi więcej, o tych, którzy go wypowiadają, niż o tych, których dotyczy?

Mówiąc jeszcze inaczej. Ta drwina mówi nam wiele o stratyfikacji społecznej i możliwych ścieżkach awansu. I o budowania elit po 45 roku.

stratyfikacja społeczna, uwarstwienie społeczne, co to jest?

" zróżnicowanie społeczne rozpatrywane pod kątem istnienia w społeczeństwie usytuowanych hierarchicznie kategorii ludzi (warstw), wyróżniających się pod jakimś ważnym względem (np. dochodu, bogactwa, władzy, prestiżu, poziomu konsumpcji)

Ale także ów termin określa ścieżki awansu. Możliwości awansu..."  ( jedna z definicji socjologicznych) 

W owej drwinie, szyderstwie, w owym „ synu malarza pokojowego” jest jakiś sprzeciw, że ten ktoś awansował, bez specjalnego certyfikatu i przyzwolenia. Gdyby uzyskał ów certyfikat, byłby synem przedsiębiorcy budowlanego. Nie uzyskał, jest więc „ Synem malarza pokojowego” A jak nie uzyskał, to jak śmiał awansować na tak prestiżowe i świetnie opłacane stanowisko prezesa koncernu paliwowego.

W tym drwiącym określeniu „ Syna malarza pokojowego ” jest jakaś pańskość. Wyższość. Utrwalona społeczna gradacja. Lecz ta pańskość nie ma rodowodu wielowiekowego. Ta pańskość swój żywot rozpoczęła tuż po 2 WS. Kto należał do owych „ Panów”? Kto wyznaczał reguły awansu i gradacji? To zapewne ci, których dzieci nie podawano do chrztu, a do przytulenia przez tow. Bieruta. To mały Lityński, to malutka Agniesia Holland. Dziś już Agniesia jest panią Agnieszką. Autorytetem i wciąż powtarza jak zdarta płyta – „ Państwo PIS zawłaszcza Polskę.” A więc wg, definicji tej znanej reżyserki, państwo ma taką specyfikę, że można je zawłaszczyć. To bardzo marksistowska teoria państwa, ale zapewne pani Holland wie, co mówi.

Więc jeżeli jest prawdą, że teraz „ PIS zawłaszcza” to nasuwa się pytanie, kto zawłaszczył je wcześniej? Z pewnością nie malarze pokojowi i ich synowie i córki.

Ale rodzina Lityńskich. Holland, i innych, to górna elitarna cześć władzy. A raczej byłej władzy. Czubek czubka owej „ stratyfikacji” Ale zarazem można powiedzieć, że owa „ stratyfikacja” dzieje się także w stanach dolnych. Czasami małomiasteczkowych. Tam też istnieją lub istniały owe koncesje do zajmowania i pełnienia odpowiedzialnych ról. Chociażby kioskarki...

Tak, tak, panie kioskarki... Miałem kiedyś taka przygodę na początku lat 90 tych. Otóż wpadłem kiedyś na jeden dzień – powiedzmy do Tomaszowa, i tam w miejscowym Kiosku Ruchu zobaczyłem, ze kioskarka chowa pod spód pismo „ Nowy Świat” a na wierzchu trzyma GW i Trybunę Ludu. Zwróciłem jej uwagę, to wtedy ta kobieta z wdziękiem typowym dla pewnych środowisk wyzwała mnie od sk... ów! W gniewie chciałem podpalić ów Kiosk Ruchu, ale ktoś życzliwy odciągnął mnie od tego zamiaru, tłumacząc, że to żona miejscowego ormowca i partyjniaka. I teraz w okresie bezrobocia, praca w Kiosku Ruchu, to wielka fucha. I lepiej, abym nie podskakiwał, bo i tak nie mam szans.

Ot, takie życie.

Tak, ludzie kiedyś palili komitety, a ja chciałem, chociaż podpalić jeden mały Kiosk Ruchu. Nie podpaliłem, bo czułem, ze nic to nie da. Ponieważ taka jest ta nasza rzeczywistość. I komuna trzyma się mocno. Tam w Warszawie, ale też w małych miasteczkach. I każdy z tych ludzi starego systemu ma ten swój bastion, którego broni do ostatniej kropli krwi.

Ormowiec i jego żona na barykadzie. To też element stratyfikacji tamtych lat.

A jak wyglądało na prawdziwych salonach? Jak wyglądało to u panów płacących za wykwintne obiadki kartami służbowymi? U panów spowitych dymem z cygar. Panów opowiadających sobie jak to zamierzają wykształcić swoich synów i swoje córki. Ów zapis, wręcz socjologiczno – obyczajowy pokazuje nam podsłuchana rozmowa u „ Sowy i Przyjaciół”, jaka toczy się pomiędzy Sikorskim, a byłym prezesem Orlenu, panem Krawcem.

Lubię to! Skomentuj136 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo