Blog
to i owo
kierownik karuzeli
12 obserwujących 112 notek 147202 odsłony
kierownik karuzeli, 10 października 2018 r.

Przypowieść o dużym brukselskim misiu i pewnym cieśli z Nazaretu

1849 27 0 A A A

Restauracja Sowa & Przyjaciele. Fragment nagranej rozmowy Krawiec – Graś:   

„Jednak idziesz w zupełnie inną orbitę, odseparowujesz się od tego wszystkiego, od tego syfu, ku…a, jesteś dużym misiem, odseparowujesz się od tego folkloru, od tego syfu”.

Mówiąc szczerze najbardziej zaciekawił mnie pytanie, kto może być owym „Dużym misiem”? I czy jest jakiś średni miś, a także czy istnieją takie malutkie szmaciane misiaczki? Dużym misiem z pewnością nie jest sam Krawiec, ponieważ biedaczek musi ( siał) dozorować te wszystkie stacje benzynowe otoczony owym wspomnianym” folklorem i syfem” Chociaż jak dowiadujemy się z innej części taśm, sam prezes Krawiec na pewien czas opuścił kraj „ folkloru i syfu ” i wraz z synem, w wieku licealnym, odbył tournee po uczelniach amerykańskich. Może wybrali Berkley a może Stanford? Całkiem to prawdopodobne, bo chyba syn średniego polskiego misia, nie wylądowałby w jakiejś prowincjonalnej stanowej uczelni, typu Alabama, coś tam, coś tam …

Jeszcze raz wrócę do podstawowego pytania. Kto jest tym naszym polskim dużym misiem i wychodzą mi z pobieżnej analizy, tylko dwa, góra, trzy nazwiska. To znaczy: Buzek, Bieńkowska, no i oczywiście sam Donald Tusk. Jeżeli Buzek i Bieńkowska to z pewnością duże misie, to jednak Tusk jest dużym, a ponadto bardzo tłustym misiem.

Jak wiadomo, trwają rozmaite przymiarki i kalkulacje w sprawie dalszej kariery dużego tłustego misia. I odpowiedzi na kluczowe pytanie… Czy po zakończeniu kadencji w Brukseli, ów duży tłusty miś, mógłby kandydować na urząd Prezydenta Polski… Ostatnio Donald Tusk, zwany także Prezydent Europy, przyjechał do Krakowa na konferencje pt „ Rola Kościoła katolickiego w procesie integracji europejskiej” Niewątpliwie temat intrygujący, rozpalający wyobraźnie, prowokujący do rozmaitych intelektualnych i etycznych rozważań. Moim zdaniem, jednak to nie było najciekawsze … Ponieważ po wspomnianej konferencji nasz duży tłusty miś poszedł na Krakowski Rynek i tam odbył spacer w celu wysondowania swojego poparcia. Zgromadziło się około 100, lub jak chcą inni, kilkuset zwolenników Tuska. Czy to mało czy też dużo? Tą kalkulacje pozostawiam czytelnikom. Ważne, że znowu aktualne stało się pytanie, w jaki sposób Tusk wkomponuje się w przyszłą scenę polityczną i, czy będzie kandydował na zaszczytny urząd Prezydenta Polski?

Jednakże w tym rozważaniu jest coś, czego nie mogę zaakceptować. To znaczy ten rodzaj kalkulacji i politycznego wyrachowania. Który można opisać mniej więcej tak: Jeżeli zobaczy się masowe poparcie, czy też przekładając na język socjotechniki – sondażownie odnotują poparcie dla Tuska, rzędu 45% w wyborach prezydenckich, czy powiedzmy - 35 % w wyborach parlamentarnych, wtedy tak … ja gruby miś, zapakuje miód do słoiczków i zatykając nos przed tym całym „ folklorem i syfem” wrócę do Polski … po zwycięstwo. Podobne zdanie wyraził ostatnio sam Wałęsa, który w trakcie wizyty w Sejmie, u osób niepełnosprawnych, powiedział, że gdy wyjdzie na ulice milion ludzi, dopiero wtedy on stanie na czele protestu.

Dziwne co…. Bardzo dziwne, przecież jeżeli w Polsce szaleje reżim kaczystowski, a spanikowani celebryci uciekają na Majorkę albo na Madagaskar, a ponadto gnom z Żoliborza wpycha nas w łapy Putina, to Tusk czy sam Wałęsa, jeden i drugi, tak zasłużeni dla powstania i trwania 3 Rzeczpospolitej, powinni rzucić wszystko i nie czekając ani na milion Polaków na ulicach, ani na doskonałe sondaże, natychmiast przyjechać do Warszawy lub chociażby do Krakowa i, stamtąd rozpocząć marsz ku zwycięstwu. Niczym Piłsudski, który na czele 1 kompanii kadrowej wyruszył spod Oleandrów. A dokładnie na czele 144 ludzi. Czyli mniej więcej tylu, ilu zwolenników Tuska zgromadziło się ostatnio na Rynku Krakowskim.

A więc Przewodniczący Rady Europejskiej, bądź jak ten kamień czy głaz, który porusza lawinę. Nawiedz nas. Porusz nasze serca i czyny. Zaś Kaczyńskiego razem z kotem wyślij na wyspę Św. Heleny, lub jeszcze dalej, może do Parku Yellowstone, aby tam, razem z małym i średnim misiem Bubu i Yogi dożył ostatnich dni swojego życia.

Jeszcze raz wrócę do słów Krawca, byłego prezesa Orlenu. Do słów o owym „ syfie i folklorze” Ciekawi mnie, czym jest ów folklor? Czy tym jest rozmaita cepeliada a także ludowy katolicyzm. A także owi Janusze i Grażynki, którzy spędzają czas albo nad Bałtykiem za 500 plus, albo w kościele? Przypomniałem już liczbę 144, a teraz chciałbym cofnąć się o kilka tysięcy lat i przypomnieć równie magiczną liczbę, to znaczy – 12. Lub – dwunastu uczniów. Szczególnie, gdy tą liczbę zestawi się z pewnym cieślą z Nazaretu. Musicie państwo przyznać, że ów cieśla zaczął skromnie, od jednego ucznia, a gdy umierał, miał ich raptem dwunastu … Skromnie, bardzo skromnie. Prawdopodobnie nie był także cieślą, w rozumieniu współczesnym, ponieważ więzi dachowych wtedy nie było, a ówczesny cieśla, to bardziej taki stolarz od drewnianego pługa, stołu czy taboretu. A nawet zachodzi duże prawdopodobieństwo, że cieśla z Nazaretu nawet prostych taboretów nie zbijał. Raczej był takim ni to pasterzem ni to siewcą. Nikim ważnym. Na pewno nie był „ dużym misiem? Nigdy także nie był w Brukseli, nie znał angielskiego, nie ćwierkał na Jezus Chanel. Nie brał także udział w ostatniej konferencji w Krakowie. Pt „ Rola Kościoła katolickiego w procesie integracji europejskiej” Uczniów także miał mizernych, którzy przy lada okazji wyparli go się. Pouciekali. Bo kim on był? Nikim … zwykłym śmiertelnikiem, którego zabić można było przy pomocy kilku gwoździ i dwóch drewnianych belek.

Jeżeli kogoś gorszy porównanie grubego misia z Brukseli z pewnym cieślą z Nazaretu, który prawdopodobnie nie był nawet cieślą, tylko takim bezrobotnym włóczęgą bez zasiłku, to muszę się nieco usprawiedliwić i przywołać pewne pojecie, które moim zdaniem wynika z chrześcijaństwa. Pewnie to pojęcie także wyssane jest z mlekiem matki, przez wielu wielu Polaków, którzy na co dzień nie obcują z grubymi misiami. Tym pojęciem, tajemniczym, chyba szczególnie r o z p o z n a n y m przez chrześcijaństwo jest - sumienie. Sumienie to bardzo dziwne uczucie i w zasadzie nie wiadomo gdzie ono znajduje się w człowieku … Czasami powiada się „ W głębi sumienia” czyli domniema się, że sumienie jest głębokie, może skryte i, chyba ma coś z labiryntu, po którym błądzimy. Często znajdujemy wyjście, ale także często gubimy się i błądzimy w ciemności. Człowiek, który znajduje wyjście w tym „ głębokim sumieniu” nie musi kalkulować, ba, nie powinien kalkulować. On działa … Nie czekając aż na Rynku Krakowskim pojawi się 100 osób, czy też ów milion od Wałęsy. Albowiem kiedy wierzymy w swoją racje to działamy bez względu na socjotechnikę i inne kalkulacje polityczne. Kalkulacja i przeliczanie swoich zwolenników to domena ludzi małych i politykierów. Ludzie wielcy, którzy mają klarowny ogląd sytuacji i owe – sumienie, a także wolę czynu – to działają. Teraz. Dziś. Natychmiast.

Jeszcze jedno … tacy ludzie czynu i sumienia, nie są misiami, ani takimi średnimi, ani nawet takim dużymi i tłustymi. Są ludźmi z krwi i kości.

Nawet z  syfu i folkloru.


Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

Link do mojego bloga Mój Blog

Ostatnie notki

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • Witam. Przepraszam bardzo, ale pani wpis jest dla mnie nieco denerwujący.  Teraz, kiedy wylało...
  • Także ta analiza dotycząca Łodzi. Urodziłem się w Łodzi. Trochę znam Łodz. Więc...
  • Ciekawa analiza.

Tematy w dziale Polityka