49 obserwujących
196 notek
639k odsłon
11340 odsłon

Drugie życie... morderców

Wykop Skomentuj13

Trzeciego dnia po bitwie w Smoligowie batalion [BCh „Rysia”] marszem ubezpieczonym wyruszył w kierunku wsi Lipowiec do powiatu tomaszowskiego. [...] Na północ od Starej Wsi, przy przejściu małej rzeczki, dopływu Huczwy, przednia straż batalionu została ostrzelana silnym ogniem broni maszynowej. Dwa plutony straży przedniej błyskawicznie rozwinęły się do walki. „Ryś” wprowadzał pozostałe plutony okrążając nieprzyjaciela.[...]
  Nieprzyjaciel nie dysponował tym razem dużą siłą i gdyby miał dobre rozeznanie co do liczebności i siły naszego batalionu, na pewno nie rozpoczynałby walki, a raczej ukryłby się. Oddziałek nieprzyjaciela składał się tylko z kilku policjantów ukraińskich i kilkunastu upowców przeróżnie umundurowanych.[...]
  W panicznej ucieczce, według komendy: „Ratuj się, kto może”, policjanci i upowcy skakali do rzeczułki i, zanurzeni po pas w wodzie, starali się jak najprędzej sforsować tę przeszkodę, a przedostawszy się na drugi brzeg, uciekali w pobliskie krzaki. Rzucali przy tym broń, gubili baranie czapki z „tryzubami”.[...]
  W pogoni za uciekającymi przeskoczyłem wraz z innymi rzeczkę, by dalej wyłapywać zbiegów, którym nie udała się zasadzka na nas. Na swej drodze napotkałem leżącego ukraińskiego policjanta.
  Mieliśmy zalecenie, aby rannym i zabitym żandarmom, policjantom i innym wrogom zabierać dokumenty. Sięgnąłem do kieszeni zabitego i wyciągnąłem portfel z dokumentami. Jakże straszne zaskoczenie, ból a jednocześnie nienawiść do zabitego wroga wywołał we mnie widok znajomej książeczki wojskowej mego ojca, którą tam znalazłem. W portfelu były też różne banknoty, zbierane przez ojca, który z zamiłowania był numizmatykiem. Na palcu policjanta błyszczał złoty pierścionek mojego ojca. Stanąłem jak wryty. Nie słyszałem, co się koło mnie działo. Nie mogłem skupić myśli. Co za niezwykły przypadek, czyżby los tak zrządził, że odnalazłem pamiątki po ojcu, a może i jego mordercę?[1]

Ta zdumiewająca historia, opowiedziana przez żołnierza batalionu „Rysia”- Zbigniewa Ziembikiewicza „Smoka”, skłania nie tylko do zadumania się nad pogmatwanymi zrządzeniami losu. Sygnalizuje także mało znane i nie zbadane zjawisko przybierania przez ukraińskich nacjonalistów, szczególnie policjantów, tożsamości ich polskich ofiar.

W miarę cofania się wojsk III Rzeszy na zachód, stawało się coraz bardziej jasne, że Kresy II RP (albo jak kto woli, zachodnia Ukraina) trafią na powrót pod sowieckie panowanie. Nacjonaliści ukraińscy, szczególnie ci służący Niemcom i wsławieni mordami na Żydach i Polakach, poczuli, że ich przyszłość maluje się czarnymi barwami. Poczuli, że może dosięgnąć ich sprawiedliwość i to po sowiecku wymierzona. Jednym ze sposobów jej uniknięcia było podszycie się pod zabitego Polaka, skorzystanie z powojennej wędrówki ludów i zmiana środowiska. O ironio, ci którzy znienawidzili Polskę, po wojnie powoływali się na przedwojenne polskie obywatelstwo (swoje czy też ofiary ogołoconej z dokumentów) i wybierali życie w tymże kraju.

Im bliżej była Armia Czerwona, tym częściej odnotowywano przypadki mordów na Polakach, których zwłoki były przy okazji okradane z dokumentów. W szczególności zapisała się w pamięci seria identycznych zabójstw na ulicach Lwowa (zima-wiosna 1944), kiedy to wieczorową porą policjanci oślepiali światłem latarki pojedynczych ludzi, głównie młodych mężczyzn, wzywając ich do podniesienia rąk do góry. Po wylegitymowaniu i stwierdzeniu, że przechodzień jest Polakiem, pozorowano aresztowanie – każąc ofierze iść przodem – i strzelano do niej od tyłu. Proceder ten ukróciła lwowska AK przeprowadzając w marcu 1944r. odwetową akcję pod kryptonimem „Nieszpory”. Kilkanaście zamachów na policjantów ukraińskich skutecznie wybiło im z głowy taki sposób sprawowania służby.[2]

Jednak i w innych miejscowościach takie przypadki miały miejsce. Świadek Jan Zelek pamięta, że policjant z posterunku w Podhorcach (pow. Złoczów, Tarnopolskie) o nazwisku Twerdochlib, po wojnie osiedlił się na tzw. Ziemiach Odzyskanych i był widziany w Legnicy i Nowej Soli. Według relacji świadka mógł posługiwać się dokumentami jednej z ofiar, tj.Władysława Maksymowicza. Świadek pamięta również, że inny policjant, o nazwisku Karpyj, przejął dokumenty Polaka, Józefa Pawłowskiego. [3]

Nie wszyscy korzystali z kradzionych dokumentów, licząc że wystarczy roztopić się w przemieszanej przesiedleniami masie ludzkiej – na przykład Omelian Kołodij, komendant policji ukraińskiej w Jazłowcu (pow. Buczacz, Tarnopolskie), odpowiedzialny za współudział w eksterminacji Żydów, po wojnie odnalazł się w województwie jeleniogórskim jako Emil Kołodziej, „porządny Polak z kresów wschodnich”. Rozpoznany i aresztowany w 1948r. stanął przed sądem w Nowej Soli. Uznany za zbrodniarza wojennego, skazany na karę śmierci, prawdopodobnie nie doczekał wykonania wyroku umierając na zawał serca.[4]

Wykop Skomentuj13
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura