W 1913 roku na terenie jednej z niemieckich jednostek wojskowych niedaleko Hamburga niespodziewanie rozległy się serie z karabinu maszynowego. Strzelcem był człowiek w cywilu, który po każdej kolejnej serii mówił: "Ja, das ist gut". Towarzyszyli mu niemiecki oficer oraz Bruno Spiro - Żyd, jeden z najważniejszych handlarzy bronią w Hamburgu. Strzelec, testujący niemiecki cekaem posługiwał się nazwiskiem Matthews. Bruno Spiro nakazał mu wcześniej, aby broń Boże nie mówił po angielsku, bo zostanie aresztowany jako szpieg. Dlatego ciągle powtarzał jedyne zdanie, które potrafił powiedzieć po niemiecku. W trakcie testowania broni, na strzelnicy pojawił się żołnierz. Był on przysłany przez komendanta jednostki wojskowej, który chciał się dowiedzieć kto i dlaczego strzela. Wtedy Bruno Spiro dał znak "Matthewsowi", że trzeba uciekać. Obaj wsiedli do samochodu i odjechali. Na miejscu został nieszczęsny oficer przy karabinie maszynowym, gotowy zeznawać, że to on strzelał. Czy spotkała go kara za wpuszczenie obcych na strzelnicę? Nie wiadomo, być może niemieckie władze wojskowe wiedziały, że w przypadku tego interesu nie należy przeszkadzać panu Spiro.
Klientem Bruno Spiro, podającym się za Matthewsa, był Frederick Crawford, protestancki awanturnik z północnej Irlandii, mający już za sobą przeszłość przemytnika broni. Był wysłannikiem Ulster Volunteer Force, organizacji ochotników deklarujacej swoją lojalność wobec Korony brytyjskiej, zbrojącej się przeciwko... No właśnie, przeciwko komu? Irlandzcy nacjonaliści, w większości katolicy, mieli już wówczas swoją organizację ochotniczą, ale prawie w ogóle nie mieli broni. Protestanci zbroili się po to, aby brytyjskim politykom z partii liberalnej, którzy doprowadzili do uchwalenia ustawy o autonomii Irlandii (Home Rule) nie przyszło do głowy zmuszać mieszkańców Ulsteru do podporządkowania się przyszłym irlandzkim władzom autonomicznym. Przekonani o własnej wyższości, protestanci nie wyobrażali sobie, że prawa będzie stanowić dla nich większość złożona z "papistów". Tak to "lojaliści" sprzeciwiali się prawu uchwalonemu przez brytyjski parlament, które mimo sprzeciwu Izby Lordów miało wkrótce stać się obowiązującym prawem.
Crawford już podczas wcześniejszej próby wprowadzenia autonomii Irlandii przez liberałów (w latach 90-tych XIX w.) miał przedstawić znanemu opozycyjnemu politykowi propozycję, że za 10 tys. funtów porwie liberalnego premiera Gladstone'a z plaży w Brighton i wywiezie go na jakąś wyspę na Pacyfiku, gdzie zostawi go samego z kilkoma narzędziami i ciekawymi książkami. Propozycja została jednak odrzucona. W następnych latach Crawford służył w armii brytyjskiej - podczas walk z Burami dosłużył się stopnia majora. Po powrocie do domu zaczął na małą skalę przemycać broń do Ulsteru, przekonany, że tylko siłą można powstrzymać plany wprowadzenia autonomii Irlandii. Ta działalność tak go pochłonęła, że doprowadził do ruiny odziedziczone przez siebie przedsiębiorstwo z branży spożywczej. Lojalistyczna legenda głosiła, że Crawford podpisał zobowiązanie do obrony Ulsteru, tzw. Covenant własną krwią. Badania z 2012 r. wykazały, że na 90 % nie była to krew.
Crawford po raz pierwszy użył nazwiska Hugh Matthews, kiedy ogłosił, prawdopodobnie w 1910 roku, w gazetach w Belgii, Francji, Niemczech i Austrii chęć zakupu 10 tysięcy używanych karabinów i 2 milionów sztuk amunicji. Hugh było jego drugim imieniem, Matthews - nazwiskiem panieńskim matki. Kiedy zaczęły do niego docierać oferty z kontynentu, przedstawiał je Radzie Ulsterskich Unionistów (unioniści - zwolennicy unii Irlandii z Wielką Brytanią). Wielu działaczy Rady było zaskoczonych planami przemytu i dystansowało się od nich. Pozostali wybrali konkretną ofertę z Niemiec zakładającą dostarczenie 1000 karabinów. Mimo, że unioniści złożyli zamówienie i zapłacili, karabiny nie docierały. Crawford pojechał do Niemiec, gdzie dowiedział się, że w związku ze złożeniem donosu do władz transakcja nie dojdzie do skutku, nie będzie też zwrotu pieniędzy. Na swoje szczęście w Hamburgu Crawford spotkał Bruno Spiro (ciekawe jak do tego doszło, nie udało mi się tego dowiedzieć). Spiro przejął kontrakt i odzyskał broń od nieuczciwego kontrahenta wysyłając następnie karabiny do Belfastu. Tam zostały jednak przejęte przez władze, pod pretekstem, że zostały wysłane do fikcyjnej firmy "John Ferguson & Co". Spiro po raz kolejny odzyskał broń, która powróciła do Hamburga, została następnie wysłana do agenta Spiro w West Hartlepool w Anglii. Stamtąd stopniowo, po 100 sztuk była przemycana do Belfastu.
Crawford przemycał także kilka tysięcy włoskich karabinów Vetterli, ale zostały one w kilku partiach przejęte przez władze brytyjskie. Sukcesem natomiast zakończył się przemyt do Ulsteru sześciu karabinów maszynowych produkcji zakładów Vickersa. Crawford w siedzibie Vickersa w Londynie udawał Amerykanina o nazwisku John Washington Graham. Zażyczył sobie instrukcji obsługi po hiszpańsku, co miało zapewnić alibi, że chodzi o broń dla pogrążonego w wojnie domowej Meksyku. Crawford przewoził następnie części zakupionych karabinów maszynowych w futerałach na instrumenty muzyczne. Spiro chciał zainteresować Crawforda tańszymi niemieckimi karabinami maszynowymi (stąd wspomniane na początku notki próbne strzelanie w Niemczech), ale transakcja nie doszła do skutku.
Przechwycenie karabinów Vetterli przez władze skłoniło Crawforda do wniosku, że należy przewieźć naraz dużą ilość broni, a nie rozdrabniać się na przemyt partiami. Zamówienie miało zostać oczywiście dokonane w firmie Bruno Spiro. Crawford zdecydował się między innymi na drogą, ale fabrycznie nową broń z fabryki Steyr w Austrii. Przyjechał do Hamburga i wzbudził zainteresowanie niemieckiej policji, ale nie przeszkodziła mu ona w przeprowadzeniu transakcji. Za ponad 45 tysięcy funtów zakupił 10 900 sztuk modelu M1904 Steyr-Mannlicher i 9 100 sztuk Mauser Gewehr 88. Do tego doszło 4 600 karabinów Vetterli odzyskanych przez Spiro od władz brytyjskich oraz 3 miliony sztuk amunicji. Do przewozu broni zakupiono w Bergen w Norwegii statek "Fanny". Jej nominalnym właścicielem miał być Norweg kapitan Falck, chodziło o to, aby statek płynął pod banderą norweską. Broń dostarczona przez Spiro miała być przeładowana na "Fanny" z innego statku na duńskich wodach terytorialnych. Kapitan Falck był przekonany, że Duńczycy nie będą się interesować przeładunkiem, ale stało się inaczej.
30 III 1914 roku o 2 po południu na pokład "Fanny" wszedł umundurowany duński urzędnik. Papiery jakie mu przedstawiono nie precyzowały, co zawiera ładunek statku, była jedynie informacja, że ładunek jest przeznaczony dla Islandii. Była to spora wpadka przemytników, bo Islandia przeżywała wówczas konflikt o zwiększenie autonomii właśnie z Duńczykami. Po 3 godzinach na "Fanny" pojawił się wyższy szarżą urzędnik portowy ze Svendborga. Zorientował się, co zawierają paczki i zażądał papierów obu statków, obiecując zwrócić je następnego dnia rano o godzinie 8. Crawford zdecydował przyspieszyć przeładunek broni. Następnego dnia panowała mgła i prawdopodobnie dlatego do godziny 8 do "Fanny" nie podpłynął nikt z Duńczyków. Wtedy zdecydowano, że statki odpłyną, każdy w swoją stronę, bez zabranych przez Duńczyków dokumentów. Od tego momentu nie było mowy o zachowaniu ekspedycji w tajemnicy. Nikt nie miał złudzeń, że broń płynie na Islandię albo do Meksyku. Sprawa stała się głośna w Europie. O ładunku broni przeznaczonym dla Ulsteru pisały nawet polskie gazety.
Crawford zmienił planowaną trasę "Fanny", kazał statek przemalować i zmienił nazwę na "Bethia". W celu dokonania drobnej naprawy zawinął do... Great Yarmouth w Anglii. Następnie statek plynął blisko Dunkierki. Crawford zapadł na malarię i Falck chciał go wysadzić na brzeg, ale wobec przystawionego mu do głowy przez Crawforda colta zrezygnował z tych zamiarów. Przemytnicy opłynęli całą Anglię i po perypetiach jak z serialu "Allo Allo", 19 kwietnia koło Tuskar Rock u wybrzeży południowo-wschodniej Irlandii spotkali się z wysłanym na ich spotkanie statkiem "Clyde Valley", gdzie doszło do ponownego przekazania ładunku. Z "Clyde Valley" przekazano część broni także na dwa mniejsze statki. 24 kwietnia 1914 r. w nocy trzy statki z bronią dotarły do portów w Ulsterze - Larne, Bangor i Donaghadee. Policja mogła tylko bezsilnie się przyglądać, jak przeważające siły Ulsterskich Ochotników ładowały broń na samochody, a te odjeżdżały do różnych miejscowości.
Od tego momentu szansa na autonomię dla całej Irlandii przestała praktycznie istnieć. Fakt posiadania przez Ulsterskich Ochotników kilkudzesięciu tysięcy karabinów był czymś, co trzeba było brać pod uwagę. Od 1914 roku do chwili obecnej broń jest w Ulsterze ważnym elementem polityki (część karabinów przemyconych przez Crawforda znaleziono podczas rutynowych przeszukań w latach 70-tych XX w.). Po wybuchu I wojny światowej zdecydowano, że autonomia Irlandii nie wejdzie w życie do czasu zakończenia działań wojennych.
Sposób w jaki Brytyjczycy rozwiązali konflikt wokół Ulsteru w latach 1912-1914 wydaje się majstersztykiem. To fakt, że wizerunkowo stracili sporo w opinii europejskiej (dziennikarze polskich gazet z zaboru pruskiego rozpaczali z powodu słabości okazanej przez Wielką Brytanię wobec ulsterskich unionistów, bo zapewne marzyli o wyzwoleniu przez armię brytyjską, a tymczasem armia ta nie mogła nawet zapobiec uzbrojeniu się "buntowników"). Zyskali za to fanatyczną i lojalną, wbrew pozorom, organizację, która uzbroiła się za prywatne pieniądze sympatyków z całego świata i zapewniła, że najcenniejsza część Irlandii pozostanie pod bezpośrednią władzą Londynu. Dlaczego najcenniejsza? W Belfaście był potężny przemysł stoczniowy, który stworzył m.in. Titanica, zaś ważnym strategicznym materiałem dla wojska był w tamtych czasach len, produkowany także w znacznych ilościach na północy Irlandii. O tym aspekcie konfliktu rzadko się wspomina, skupiając się na fanatycznych protestantach, którzy nie chcieli być rządzeni przez katolików. Kiedy w 1914 r. po wybuchu wojny zarówno zwolennicy jak i przeciwnicy autonomii Irlandii dziesiątkami tysięcy zaciągali się ochotniczo do armii brytyjskiej, mieli już często za sobą kontakt z bronią i przeszkolenie, które przeszli albo w katolickiej, albo w protestanckiej formacji ochotniczej. W Irlandii pozostali antybrytyjscy republikanie, ale była ich zdecydowana mniejszość. Sieć policyjnych donosicieli mogła się nimi zająć ze zdwojoną uwagą.
O tym, że przeciwdziałanie przemytowi broni do Ulsteru było dokonywane tylko przez niezorientowanych urzędników i policjantów niższego szczebla, a sami przemytnicy być może nawet wypełniali jakieś rozkazy z góry, może świadczyć fakt, że Fred Crawford w 1921 roku otrzymał Order Imperium Brytyjskiego.
Crawford mając już prawie 80 lat zgłosił się do służby w armii brytyjskiej podczas II wojny światowej, ale otrzymał grzeczną odmowę. Zmarł w 1952 r.
Bruno Spiro został w 1936 r. aresztowany. Zmarł w tym samym roku w obozie koncentracyjnym (w Fuhlsbuettel koło Hamburga, różne źródła podają, że popełnił samobójstwo, albo został zamordowany). Jego żonie udało się uciec do Wielkiej Brytanii.



Komentarze
Pokaż komentarze (6)