27 czerwca 1963 r., tuż po sławnej wizycie w Berlinie, prezydent Kennedy odwiedził Irlandię. Pod powierzchownym entuzjazmem, jaki wywołała ta wizyta kryło się napięcie. Dopiero po ponad 40 latach ujawniono, że na trasie przejazdu amerykańskiego prezydenta z lotniska do centrum Dublina było obecnych na służbie 42 % wszystkich policjantów Republiki Irlandii.
Kennedy był pierwszym prezydentem Stanów Zjednoczonych, który odwiedził Irlandię. Wizyta była bardziej sentymentalna niż polityczna, choć być może Kennedy myślał już o głosach Amerykanów irlandzkiego pochodzenia w kolejnych wyborach.
W drodze do władzy wykorzystywał fakt swojego irlandzkiego pochodzenia. Ale dość powszechne jest zdanie, że był anglofilem. Podczas wizyty w Irlandii nie poruszał w ogóle sprawy zjednoczenia wyspy, mimo nacisków ze strony rządu Republiki.
W 2006 roku ujawniono pogróżki, które pojawiły się przed jego wizytą w Irlandii. W dwóch rozmowach telefonicznych ostrzeżono irlandzką policję o planowanym zamachu. Jeden z rozmówców ostrzegał przed snajperem, który miał czekać na dachu wysokiego budynku na przejazd kolumny samochodów z Kennedym. Druga groźba dotyczyła umieszczenia bomby w samolocie prezydenta USA odlatującego z lotniska Shannon. Telefon z ostrzeżeniem przed zamachem na lotnisku w Dublinie odebrali także pracownicy jednej z irlandzkich gazet.
Mimo, że ostrzeżenia potraktowano jako zmyślone, na wszelki wypadek zwiększono środki ostrożności. Policjanci jechali przed kolumną prezydencką i przez lornetki obserwowali okoliczne budynki. Rozdano im różne rodzaje broni, także amerykańskie służby miały ciche zezwolenie na noszenie broni (mimo, że było to wbrew irlandzkiemu prawu).
Komisarz policji Daniel Costigan przed wizytą stwierdził, że oczy świata będą skierowane na Irlandię. Uważał, że nie ma wielkiego prawdopodobieństwa zamachu na Kennedy'ego, ale nie należy wykluczać ataku jakiegoś szaleńca, fanatyka, komunisty albo Portorykańczyka (nawiązywał tu zapewne do zamachu z 1954 r. kiedy to zwolennicy niepodleglości Puerto Rico strzelający z galerii w Kongresie USA zranili kilku kongresmenów).
Wizyta Kennedy'ego w Irlandii nie przyniosła jakichś niepokojacych zdarzeń potwierdzających pogróżki i przebiegła bez zakłóceń.
Kilka miesięcy później, 2 listopada 1963 r. Kennedy odwołał wizytę w Chicago. Wówczas jako powód odwołania podano chorobę. Jednak w 2007 r. Abraham Bolden, (który w latach 60-tych był pierwszym czarnoskórym funkcjonariuszem ochrony prezydenta USA) stwierdził, że wizyta została odwołana z powodu zagrożenia ze strony Kubańczyków. Policja aresztowała kilka dni wcześniej Thomasa Vallee, doświadczonego snajpera, który zaplanował sobie dzień wolny od pracy w dniu przybycia prezydenta do Chicago, a w momencie zatrzymania miał przy sobie 2 sztuki broni i 3000 sztuk amunicji. Ale służby amerykańskie dostały według Boldena także donos z motelu w którym przebywało 2 Kubańczyków. Szef motelu zeznał, że widział na hotelowym łóżku egzemplarze broni z celownikami optycznymi i mapkę trasy przejazdu Kennedy'ego przez Chicago. Według Boldena służby zareagowały na ten donos mało profesjonalnie i dwaj Kubańczycy zniknęli. Nie ustalono nawet ich tożsamości. Po śmierci Kennedy'ego Bolden próbował zainteresować przełożonych sprawą spisku z Chicago, ale wkrótce oskarżono go o przyjęcie łapówki od przestępcy i znalazł się na 6 lat w więzieniu. Bolden twierdzi, że był czysty, a sprawa łapówki była prowokacją mającą na celu uciszenie go:
http://abcnews.go.com/US/story?id=3902495&page=1
9 listopada 1963 r. informator policyjny William Somerset rozmawiał w Miami z "prawicowym ekstremistą" Josephem Milteerem, który wspomniał o możliwości zabicia Kennedy'ego przez snajpera z budynku jakiegoś biurowca i że prezydent zdaje sobie sprawę, że jest bardzo zagrożony zamachem. Milteer stwierdził, że Kennedy'emu towarzyszy około 15 sobowtórów, których obecność ma utrudnić dokonanie zamachu. Słowa Milteera były wielokrotnie przytaczane jako wskazówka, że wiedział on o zamachu planowanym w Dallas. Doszukiwano się nawet twarzy Milteera na jednym ze zdjęć z Dallas z dnia zamachu - zdjęcie to można porównać ze zdjęciem Milteera w tym artykule: http://mcadams.posc.mu.edu/milteer.htm
Treść rozmowy Somerseta z Milteerem wskazuje jednak, że Milteer sugerował możliwy zamach w Miami, a nie w Dallas. Nie była to jedyna wskazówka dotycząca zagrożenia dla Kennedy'ego podczas pobytu w Miami.
Policja z Florydy otrzymała wysłany 16 listopada 1963 r. list, który zawierał informację, że Kubańczycy mają bomby, które mają zabić prezydenta USA i burmistrza Miami. Miały eksplodować na lotnisku, albo na sali konferencyjnej. Burmistrz miał stać się ofiarą ze względu na decyzję o odesłaniu kubańskich uchodźców z miasta. Informację o liście z pogróżkami znali tylko niektórzy policjanci. W związku z listem, oraz z informacją od Somerseta podczas wizyty zaostrzono środki bezpieczeństwa. Najprawdopodobniej o pogróżkach nie poinformowano FBI. Do dziś trwają spory co do tego, czy policja odwołała planowany przejazd kolumny samochodów z prezydentem przez Miami z powodu grożącego niebezpieczeństwa. Kennedy przeleciał z lotniska do centrum Miami śmigłowcem. Zdaniem niektórych badaczy użycie śmigłowca było planowane od samego początku.
Informacje o zagrożeniu dla Kennedy'ego w 1963 roku w Dublinie, Chicago i Miami są stopniowo ujawniane od 2006 roku (wyjątkiem jest rozmowa Milteera z Somersetem, która była znana już od dawna). W artykułach ujawniających nieznane dotąd dokumenty nigdy nie łączy się tych trzech spraw ze sobą. Porównuje się jedynie podjęte wówczas środki ostrożności z ich brakiem w Dallas. Tymczasem pewne wątki się powtarzają. Pogróżki z Dublina i wypowiedź Milteera łączy wątek snajpera w wysokim budynku. Z kolei relacja Boldena z Chicago i list z 16 listopada z Miami ma jeden wspólny element - Kubańczyków. Irlandzki komisarz Costigan wspominał natomiast o Portorykańczykach.
Można się zastanawiać, czy to "ujawnianie" w ogóle cokolwiek wnosi do sprawy zabójstwa Kennedy'ego. Czy w ogóle można dawać wiarę jakiemuś prezydenckiemu ochroniarzowi po 6-letniej odsiadce, który nagle przypomina sobie o spisku Kubańczyków przeciw Kennedy'emu w Chicago? Albo poważnie traktować jakis anonimowy list, który po 50-latach ujawniono w Miami i który także wskazuje na Kubańczyków jako wrogów prezydenta. Wygląda to trochę na zmianę oficjalnego stanowiska. No dobrze, macie ten swój spisek, ale stoją za nim jacyś Latynosi.
Jeśli zestawi się te trzy wizyty, w tym jedną która nie doszła do skutku, można traktować Kennedy'ego w 1963 r. jako osobę zaszczutą, przeznaczoną do ostrzału. Było tylko pytanie - kto, gdzie i kiedy? Nie wiadomo, czy prezydent wiedział o wszystkich pogróżkach. Jeszcze spotykał się z entuzjastycznym tłumem i coś planował, na przykład ponowną, prywatną wizytę w Irlandii, ale już ktoś postanowił, że Kennedy nie dożyje 1964 roku.



Komentarze
Pokaż komentarze (8)