korek789 korek789
170
BLOG

Postrach brytyjskiego więziennictwa

korek789 korek789 Historia Obserwuj temat Obserwuj notkę 0

        Wojskowy szpital w Lincoln we wschodniej Anglii zorganizowany został naprędce podczas I wojny światowej w budynku szkoły, kiedy liczba przywożonych z kontynentu rannych była zbyt duża, aby mogły ich przyjąć istniejące placówki medyczne. Kilka miesięcy po zakończeniu wojny szpital funkcjonował nadal. Teren między szpitalem a pobliskim więzieniem był miejscem schadzek żołnierzy z ich partnerkami. 
        Wieczorem 3 lutego 1919 roku pojawili się w tym rejonie trzej młodzi mężczyźni. Nie zauważani przez obejmujące się pary, zaczęli przecinać otaczające więzienie ogrodzenie z drutu kolczastego. Potem przeczołgali się na teren więzienia, kryjąc się w wysokiej trawie. Kiedy dostali się odpowiednio blisko więziennych budynków okazało się, że zostało ich tylko dwóch, być może trzeci zgubił się w ciemności albo stchórzył. Następnie jeden z mężczyzn zapalił latarkę, kierując ją w kierunku więzienia. Kiedy jednak chciał ją wyłączyć, wyłącznik się zaciął, powodując, że latarka błyskała nadal światłem. W panice schował latarkę do kieszeni. Zdarzenie to nie spowodowało żadnej reakcji z drugiej strony więziennego muru. Po chwili  słup światła z jednej z wież strażniczych oświetlił trzy postacie stojące za więziennymi kratami. Trzej ludzie najwyraźniej zamierzali uciec z więzienia, ale mimo, że zostali oświetleni i tym razem nic się nie wydarzyło. Po chwili w budynku więzienia rozbłysł spory płomień. Jeden z więźniów usiłował zapalić zapałkę, ale z powodu stresu podpalił całe pudełko zapałek. Zapalenie zapałki było umówionym znakiem dla kolegów na zewnątrz więzienia, aby podeszli do bramy. Zarówno uciekinierzy, jak i oczekujący na nich dwaj mężczyźni posiadali klucze do bramy więziennej. Ponieważ brama miała podwójne drzwi, uciekinierzy zaczęli otwierać drzwi wewnętrzne, zaś ich dwaj koledzy zewnętrzne. Ci ostatni mieli pecha, bo ich klucz złamał się w zamku. Jednak jeden z uciekinierów przy pomocy własnego klucza wypchnął złamany klucz z zamka. To jednak nie był koniec przygód. Udało się  przekręcić klucz, ale drzwi były tak stare i zardzewiałe, że aby je otworzyć potrzebny był wysiłek całej piątki - zarówno uciekinierów jak i dwóch organizatorów ucieczki. Hałas, jaki powstał przy otwieraniu zardzewiałej bramy powinien był zaalarmować strażników. Ale nie zaalarmował. Zresztą już wydostając się pod więzienną bramę uciekinierzy robili sporo hałasu, bo jednemu z nich oderwał się częściowo obcas buta i stukał o bruk, co spowodowało, że idący w kierunku bramy więźniowie byli dobrze słyszalni. Mimo tych perypetii opisywanych przez historyka Tima Pata Coogana w książce "The Man Who Was Ireland" ucieczka się powiodła. 
       Amerykański historyk wywodzący się ze służb, John Turi porównał te zdarzenia do komedii Charliego Chaplina. Aby taka ucieczka się powiodła, strażnicy tego więzienia musieliby być bardzo nieuważni. Albo, co sugeruje Turi, celowo przymykać oko. Osoba jednego z uciekinierów, Eamona De Valery wskazuje raczej na drugą ewentualność. Trudno, aby w więzieniu, w którym był przetrzymywany jeden z najważniejszych ówczesnych więźniów Korony brytyjskiej - lider samozwańczej Republiki Irlandzkiej, Anglicy tak lekceważyli procedury bezpieczeństwa. Wygląda na to, że ta ucieczka była im na rękę.
       Jak to się stało, że ważny, ale jednak mało znany światowej opinii publicznej dowódca Powstania Wielkanocnego w ponad dwa i pół roku po uwięzieniu przez Brytyjczyków skupiał w swoim ręku niby tylko nominalną, ale tak naprawdę sporą władzę? John Turi jest zdania, że od momentu uwięzienia De Valery Brytyjczycy starali się wzmocnić jego prestiż u innych irlandzkich więźniów, pozwalając mu na lekceważenie strażników, łamanie więziennych reguł, inicjowanie strajków i rozruchów. Odmawiał wstawania gdy wchodzili strażnicy, nie zapinał guzików od ubrania, raz nawet rozbił szybę w oknie. Jednemu ze strażników, którzy uchodził za szczególnie surowego, De Valera wypomniał, że nie służy w armii na froncie. Strażnik musiał znieść jakoś to upokorzenie. Nie ma informacji, aby De Valera kiedykolwiek otrzymał jakąś karę fizyczną. Miał możliwość pisania, kształcenia się w dziedzinie matematyki i języka irlandzkiego, brał udział w zawodach sportowych. Według Turiego częste przenoszenie De Valery z jednego angielskiego więzienia do drugiego nie wynikało z kłopotów, które mieli z nim strażnicy, ale z chęci zaprezentowania go jako buntownika wobec jak największej liczby irlandzkich więźniów. Prestiż De Valery wzrósł tak bardzo, że gdy w 1917 roku zwolniono go z więzienia wraz z innymi uczestnikami Powstania Wielkanocnego, po kilku miesiącach został przywódcą najważniejszej partii irlandzkiej - Sinn Fein i dowódcą Irlandzkich Ochotników (coraz częściej określanych jako IRA).  
       W maju 1918 roku kierujący konspiracyjnym irlandzkim wywiadem Michael Collins ostrzegł przywódców Sinn Fein, że Brytyjczycy zamierzają ich aresztować pod pretekstem rzekomej współpracy z Niemcami. Liderzy Sinn Fein albo zlekceważyli ostrzeżenie, albo celowo dali się aresztować dla celów propagandowych. De Valera pozostawał w brytyjskich więzieniach aż do  ucieczki z lutego 1919 r. 
       Plan wydostania się z więzienia powstał w grudniu 1918 roku. Oprócz De Valery zamierzali uciec Sean McGarry i Sean Milroy. De Valera uczestnicząc w Mszy w więziennej kaplicy zauważył, że kapelan więzienny zostawiał klucze w zakrystii. Przy pomocy wosku ze świec z kaplicy De Valera zrobił odcisk więziennego klucza. 
       Następnie Sean Milroy narysował specjalną humorystyczną kartkę świateczną dla rodziny Seana McGarry'ego przedstawiającą człowieka, który próbuje wejść do domu z kluczem w ręku  (z podpisem "nie mogę wejść") i  próbuje wyjść z kluczem w ręku z więzienia (podpis - "nie mogę wyjść"). Klucz z tego drugiego rysunku był idealną kopią klucza więziennego, sporządzoną przez samego De Valerę, który rysując wykorzystał swoją znajomość geometrii.  W kopercie z kartką świąteczną była też notatka po irlandzku sporządzona przez De Valerę, z dopiskiem po angielsku, że są to specjalne życzenia, które przetłumaczy “Field” - był to pseudonim Michaela Collinsa. Tekst irlandzki zawierał wyjaśnienie, że klucz na rysunku to dokładny rysunek klucza więziennego. Klucz wykonany według wzoru z rysunku miał zostać przesłany więźniom w cieście. Żona McGarry'ego prawdopodobnie nie zrozumiała o co chodzi i nie przekazała kartki Collinsowi.  
        24 grudnia 1918 roku inni więźniowie John O’Mahony i Sam Flaherty napisali list do ojca Kavanagha z Leeds, sympatyka Sinn Fein. Tekst łaciński udający klasyczną literaturę, zawierał opis więzienia i trasy ucieczki. De Valera pisząc po irlandzku domagał się po raz kolejny wysłania klucza w cieście. Trudno powiedzieć, dlaczego Kavanagh nie zareagował na list, być może bał się, że to prowokacja. 
       10 stycznia 1919 roku O'Mahony napisał trzeci list, który zawierał fragment po łacinie przedstawiający plan ucieczki. Ta wiadomość dotarła wreszcie do Michaela Collinsa, który wysłał do Lincoln swojego znajomego Fintana Murphy'ego z ciastem zawierającym kopię więziennego klucza. Strażnik, który sprawdzał przedmioty przekazywane przez Murphy'ego więźniom, nacinał ciasto nożem, ale albo nie natrafił na klucz, albo udawał, że nie natrafił. Klucz dotarł do De Valery, ale okazał się za mały. Po prostu De Valera nie uwzględnił tego, że woskowy odlew klucza po ostygnięciu zmniejszył swoją objętość. 
       Czwarty list napisany przez Milroya zawierał poprawioną wersję rysunku klucza i w rezultacie 24 stycznia do więzienia dotarło drugie ciasto. I tym razem strażnik nie znalazł w cieście klucza. Klucz miał tym razem właściwe wymiary, ale nie otwierał wszystkich więziennych drzwi. W kolejnym liście więźniowie poprosili już nie o klucz, ale o materiały i narzędzia potrzebne do wykonania dodatkowego klucza przez jednego z więżniów,  z zawodu kowala. Wymagało to przekazania jeszcze dwóch ciast, bo materiały dostarczone za pierwszym razem nie były odpowiednie. W końcu jednak więźniowie weszli w posiadanie kluczy potrzebnych do zorganizowania ucieczki.     
        Historia listów, oraz kluczy i narzędzi przesyłanych w cieście jest jeszcze dziwniejsza niż nie słyszący i nie widzący niczego strażnicy z więzienia w Lincoln. Mamy uwierzyć, że korespondencja najważniejszych irlandzkich więźniów politycznych nie była czytana przez fachowców i że wystarczyło napisać coś po irlandzku albo łacinie i było to niezrozumiałe dla "Brytyjskich Hunów"? Okazuje się, że scenarzyści serialu "Allo Allo" mogli czerpać garściami z autentycznych wydarzeń. Tym bardziej, że scenarzystami ucieczki De Valery też z dużym prawdopodobieństwem byli Anglicy. A jednak ucieczka De Valery z więzienia Lincoln jest nadal traktowana jako wydarzenie całkowicie poważne i wielki cios dla Brytyjczyków.
      Co do przyczyn nieuwagi strażników, krążą różne wersje. Jane Stanford w gazecie "Irish Post" napisała, że ich uwagę odwróciło kilka irlandzkich dziewczyn. Ta historia wygląda na fałszywkę, bo historycy nie wspominają o dziewczynach uczestniczących w akcji - z Dublina mieli przyjechać tylko Michael Collins, Harry Boland i Frank Kelly (to ten, który zgubił się i nie wyszedł na spotkanie De Valery). Mogła to być jedna z fałszywych pogłosek, które Michael Collins i jego ludzie celowo rozpowszechniali, aby wprowadzić władze brytyjskie w błąd co do przebiegu ucieczki. 
      Gazeta "Manchester Evening News" napisała, że ucieczkę ułatwiło pijaństwo jednego ze strażników, który dostał butelkę whisky. Nie napisano jednak, co stało się z innymi strażnikami.  
      W filmie Neila Jordana "Michael Collins" strażników więziennych w ogóle nie widać. Widzimy jak De Valera robi odcisk klucza w kaplicy więziennej i jak męczy się z otwarciem więziennej bramy razem z Collinsem i Bolandem.  Następnie cała trójka jedzie taksówką, a De Valera jest przebrany za kobietę. Nie jest to zgodne z rzeczywistością. Faktycznie Boland i De Valera udawali zakochaną parę, aby nie wyróżniać się zbytnio w okolicy więzienia i wojskowego szpitala, ale rolę kobiety odgrywał Boland, który miał na sobie futro.     
      Skrótowe przestawienie w filmie Jordana ucieczki z więzienia w Lincoln jest o tyle zrozumiałe, że film jest biografią Collinsa, a nie De Valery. Ale inna sprawa, że gdyby pokazano więcej szczegółów ucieczki, to zapewne niektórzy widzowie filmu zaczęliby się zastanawiać o co w tym wszystkim chodzi i zgłaszać wątpliwości co do oficjalnej wersji irlandzkiej historii. Tego zapewne Neil Jordan nie chciał.    
      Można się zastaniawiać, do czego była w ogóle potrzebna ucieczka De Valery. Spodziewano się, że wszyscy irlandzcy więźniowie polityczni i tak zostaną zwolnieni, co nastąpiło ponad miesiąc po słynnej ucieczce. Na ogół pisze się, że lider Sinn Fein chciał mimo to za wszelką cenę uciec, aby upokorzyć Brytyjczyków. Zdaniem Erika Grigga De Valera chciał uciec jeszcze przed zakończeniem konferencji pokojowej w Paryżu, żeby przedstawić na niej problem irlandzki. Jednak po ucieczce wcale nie pojawił się w Paryżu.  
      Dlaczego Brytyjczykom mogło zależeć na ucieczce de Valery? John Turi twierdzi, że chodziło o sytuację za Oceanem. Lobby irlandzkie w USA rosło w siłę, a w grudniu 1918 roku doszło tam do największej antybrytyjskiej demonstracji w historii. Zdaniem Turiego De Valera dostał od Brytyjczyków zadanie rozbicia irlandzkiej grupy nacisku w Stanach Zjednoczonych.  De Valera po przyjeździe do USA w czerwcu 1919 roku rzeczywiście takiego rozłamu dokonał. Inni autorzy są zdania, że nie było to celowe działanie. Według nich De Valera dążył po prostu  do zdobycia pełni władzy nad ośrodkami emigracyjnymi, ale nie udało mu się ich w całości podporządkować. Faktem jest, że De Valera rzeczywiście od razu po ucieczce chciał jechać do Stanów Zjednoczonych, co zdumiało Collinsa, który uważał, że przywódca jest potrzebny w Irlandii. Ostatecznie Collinsowi udało się przekonać De Valerę, żeby spędził trochę czasu  w Irlandii przed wyjazdem do USA. 

 

korek789
O mnie korek789

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Kultura