Swego czasu pewien profesor mawiał że historia do XVI wieku to bajki, a od niego to tylko propaganda. Prawdopodobnie mówił to zupełnie innymi słowami i być może w zupełnie innym kontekście. W tym przypadku zastanowienie się nad tym co ten profesor miał na myśli jest niepotrzebne i byłoby stratą czasu. To co tutaj piszę będzie o pewnej historii, a właściwie histerii w jaką wpadły pewne osoby, grupy i być może organizacje ze względu na opowiadaniu, a raczej pisaniu. Pewnego razu człowiek o Anielskim Imieniu Zwiastującym Dobrą Nowinę, mający nazwisko Ostatniego Zastępującego Apostoła z uszlachetnioną końcówką, postanowił, w przypływie weny lub czegoś innego – kto to wie? - mniejsza o to. Pewnego razu postanowił zapisać swoje opowieści w postaci szlachetnej formy, dość lubianej, jaką jest baśń. Wróćmy teraz do profesora, który występuje na początku tej opowieści. Profesorowie z reguły to mądrzy ludzie. Ludzie mądrzy wszak się też mogą pomylić, a nawet mylić. Ten profesor się pomylił i prawdopodobnie myli się nadal. Historia to bajki, jednak nie takie zwykłe. To są bajki żywe – pisząc wprost, prawda w nich nie jest ukryta w postaci alegorycznej, tylko rzeczywistej. Nadal są to bajki, a każda bajka ma mieć morał, który jest pouczeniem, dosłownie pouczeniem innych. Bajki żywe pouczają nas o rzeczywistości i życiu oraz jak żyć. Ujmę to prościej. Wszystko, dobra prawie wszystko co ma w tytule lub sobie słowo Historia lub inne odpowiedniki (głównie podręczniki), jest po prostu zwykłą, przyzwoitą propagandą. Taki motyw zbrodni przyjął nasz Baśniopisarz. W praktyce to co autor Baśni zawarł w swoich historiach, dla mnie nie jest niczym ani nowym, ani zaskakującym, mimo iż jestem patentowanym uczycielem historii. Jedyne co mnie pociągało do grafomanii, a tym bardziej, o zgrozo, upublicznienia jej jest znalezienie u tego Baśniopisarza odpowiednich słów, na to co wiedziałem od dawna. Słowa te są dwa – Doktryna i Budżet. Trzeba wiedzieć co robić i mieć za co to robić. Dlatego polecam przeczytać blog i książki p. Gabriela Maciejewskiego vel Coryllus, w celu użyźnienia swojego umysłu. Uwaga, nie trzeba się z nim zgadzać, trzeba tylko pomyśleć.
P. S. Dołączam pewien tekst, który kiedyś skleciłem wysłuchując żywego słowa Coryllusa:
O zakonach i ich zakładniku
Imperia są różne. Jedne małe, drugie duże. Inne związane z posiadaniem ziemi, które mądrzy i ci niemądrzy historycy utożsamiają z terytorium. Znowu inne mają zupełnie przeciwny charakter, są to bezwzględne rządy dusz i nad duszami, czy to w postaci towaru, tak obszernie rozumianego że materialne mury ograniczające tą właśnie cechę towaru musiały zostać zburzone, czy może pewnej doktryny zwanej mniej drastycznie i mniej niepopularnie, jako piękna idea. Do tej drugiej kategorii zaliczamy wszelkiego rodzaju stowarzyszenia, spółdzielnie i organizacje niejakiego Kościoła katolickiego, złączone pod postacią jednego słowa - Zakon, które w przeciwieństwie do innych związanych z laickim organizacjami, okazały się znacznie lepsze i dobre. To coś, Zakon, przejął najlepsze cechy Kościoła katolickiego w wymiarze czysto i zupełnie materialnym. Zakon nazwać organizacją sieciową jest nie tylko nietaktem, ale wręcz obrazą i obnażeniem swojej własnej głupoty, w złagodzonej wersji tylko niewiedzy. Wręcz przeciwnie, Zakon od swojej Matki Kościoła, przeją strukturę którą można nazwać krzyżową, lub jeszcze ładniej - krucyfiksową. Gdy odrzucimy wszystkie pojęcia przeciwne i antagonistyczne wobec symbolu krzyża i umieścimy go w społeczeństwie, a właściwie na jego tle, zobaczymy że krzyż jest przestrzenny. Sieć natomiast, taka którą przędzie jakiś mały pajączek bądź wielki naród i jeszcze większy wódz, jest płaska i ona się poza ten porządek nie wychyla. Taka sieć, w naszym przykładzie krzyża, jest po prostu jego poziomą belką i raczej charakteryzuje możliwości działania wykorzystując dobre i najwartościowsze cechy organizacji sieciowych. Pionowa belka jest mocno osadzona w ziemi i strzela niczym gotyckie wieże katedr, mocno w górę. Oznacza to tylko że Zakony, jak i cały Święty Kościół katolicki ma wszechpotężną doktrynę nie z tego świata oraz budżet oparty na tym co jest najbardziej wartościowsze na tej pięknej ziemi - ludzi. Po krótkim przybliżeniu różnicy między organizacją sieciową a krucyfiksową, należy skupić się nad oparciem tej doktryny oraz jej realizacji w świecie. Zakony wynalazły lub właściwie odkryły coś co możemy nazwać tajną bronią. Nikt przedtem i potem tego tak nie wykorzystał, nie wdrożył, nie opanował. Przed tą bronią boi się każdy król i każdy chłop. Przed nią uciekają wszyscy burżuje, jak i nędznicy. Brzydki mężczyzna i piękna niewiasta oraz ładny mężczyzna i mniej piękna niewiasta, nie chcą wiedzieć ani widzieć jej. Gdy nadchodzi, każdy ma w oczach strach. Ona daje bogactwo, ona zabiera wszystkim po równo i nierówno. Ten kto ją opanuje ma niezależność i władzę. Zakony, poczynając od synów i córek św. Benedykta, przez ubogich sług św. Franciszka i Dominika, aż po Towarzyszów Pana Jezusa i innych bogobojnych grup, opanowały ją dogłębnie aż stała się ich zakładnikiem. Broń ta, ma na imię Bieda.




Komentarze
Pokaż komentarze (11)